Polecam

ekai.pl/blogi/ksignacy

Blog księdza z Opus Dei z Poznania

Ks. Ignacy Soler

Ks. dr Ignacy Soler, urodzony w Alcañiz, w Hiszpanii (1955). Na Uniwersytecie Complutense w Madrycie ukończył studia matematyczne (1977). Stopień naukowy doktora nauk teologicznych uzyskał w 1983 na Uniwersytecie Navarry w Pamplonie. W 1981 został wyświęcony na kapłana prałatury personalnej Opus Dei. Od 1994 mieszka w Polsce.

Na OpusDei.pl
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Opus Dei jest prałaturą personalną Kościoła katolickiego. Założył je w 1928 r. św. Josemaría Escrivá. Jej zadanie polega na przekazywaniu innym, że praca i zwykłe okoliczności są okazją do spotkania z Bogiem, do służenia innym i do poprawy społeczeństwa.
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Szuflada Piszą do nas Wysłuchana modlitwa Praca przez stawiennictwo Josemarii Escrivy
REKLAMA
Reklama

PostHeaderIcon Praca przez stawiennictwo Josemarii Escrivy

Wysłuchana modlitwa
 
----- Original Message -----
From: Iza
To: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Sent: Wednesday, May 18, 2011 12:41 PM
Subject: Praca przez stawiennictwo Josemarii Escrivy

 

Szanowni Panstwo,

 

piszę w sprawie łask otrzymanych przez wstawiennictwo św. Josemarii Escrivy.

 

Mój Mąż stracił wieloletnią pracę 2 lata temu. Po półrocznym poszukiwaniu dostal się do korporacji na świetne stanowisko. Niestety, po niecałych 5 miesiącach odszedł statąd, gdyż przedstawiał sobą wrak człowieka. W pracy siedział do 22:00, oczekiwano od niego rzeczy nimożliwych, ponadto nie miał tam żadnych przyjaciół / znajmomych. Praca wykańczała go psychicznie i fizycznie.

 

Po rezygnacji otrzymał ofertę od znajomych na półroczny kontrakt. Musieliśmy sie rozstać, gdyż praca była na drugim koncu Polski, zakładała dyspozycyjność 24h/dobę. Szykowaliśmy wówczas swoje wesele i założyliśmy, że pieniądze tam zarobione przeznaczymy właśnie na ten cel.

 

Konrakt zakończył sie w pazdzierniku. Już od sierpnia Mąż rozpoczął poszukiwania pracy w Warszawie. Dodam, ze w tym czasie kończył drugi rok MBA. Niestety - do marca 2011 nie było żadnych ofert, żadnych telefonów. Mąż ma juz 36 lat, brak stabilizacji zawodowej i finansowej zaczął powodowac u niego frustrację. Dużą pomocą okazały się wspomniane wcześniej studia, którym poświęcał czas i uwagę. To zajęcie pomogło przetrwać najtrudniejsze chwile.

 

Od marca rozdzwoniły sie telefony. Mąż zaczął chodzić na rozmowy kwalifikacyjne. Nie były to jednak zwyczajne procesy rekrutacyjne, tylko żmudne sprawdzanie umiejętności, dochodzilo nawet do 6 spotkań w sprawie jednego stanowiska, po czym okazywało się, że posada nie zostanie mu przyznana. Wówczas na szczęście pracowałam ja i mogłam nas utrzymać.

 

Sytuacja stawała sie i dla mnie nie do zniesienia. Wydawało mi sie to skrajnie niestprawiedliwe, poza tym brzydził mnie styl prowadzenia rozmów kwalifikacyjnych i robienie z człowieka robota. Z aktu desperacji rozpoczęłam w internecie poszukiwania jakiejs modlitwy w sprawie pracy, którą mogłabym odmawiać w intencji Męża. Znalazłam Nowennę św. Jsemarii w sprawie pracy. Ponieważ zbliżał sie akurat Wielki Post, postanowiłam, ze codziennie będę odmawiać całą nowennę. Było to trudne zadanie, zwlaszcza, ze często robiłam to wieczorem, kiedy marzyłam tylko o spaniu. Miałam też chwile zwątpienia - kilkakrotnie wydawało mi sie, ze jestesmy juz bardzo blisko celu i w końcu firma przedstawi nam ofertę, niestety zawsze kończylo sie to fiaskiem. Przyznaję, ze czasem odmawiałam nowennę niedbale luz w złości. Często traciłam wiarę.

 

Az w kwietniu, po 3 spotkaniach Mąż otrzymał propozycję pracy. Początkowo wydawała nam sie ona malo atrakcyjna - wymgała założenia własnej działalności, nie dawała tylu przywilejów ile umowa o pracę w standardowej formie. Jednak miała i swoje plusy - Mąż pokonał jak sie później okazało wielu kandydatów startujących w procesie do tej rekrutacji, stanowisko jest w firmie prywatnej, ale za to od razu po prezesem. No i płaca jest taka o jakiej Mąż myslał.

 

Obecnie, patrząc na te wszystkie przeżycia z szerszej perspektywy czasowej, myślę, ze Josemaria bardzo nam pomógł. Praktcznie nigdy nie posunęłam sie tak daleko - nie poświadczyłam w żadnym miejscu pomocy jaką otrzymałam, często nie chce sie w to po prostu uwierzyć, tłumaczy sie to innymi czynnikami czy zbiegami okoliczności. Proszę jednak wykorzystać moją historię, bo wierzę, ze jest ona szczęśliwie zakończona między innymi dzięki codziennej modlitwie.

 

Dziękuję Josemarii i cieszę sie, ze ktos zamieścił ten tekst w internecie.

 

Z serdecznymi pozdowieniami,

Iza R.