Zając
„W dobrych zawodach uczestniczyłem, bieg ukończyłem…” - pisał św. Paweł do Tymoteusza u schyłku swego życia. Oryginał grecki pozwala na jeszcze inną lekturę: „dobrze uczestniczyłem w zawodach, bieg ukończyłem”. Oba tłumaczenia są pełny treści. Z jednej strony trzeba uczestniczyć w odpowiednich zawodach. Ileż bowiem możliwych jest konkurencji do których nie ma sensu stawać – jak rekord opróżnionych butelek piwa itp. Z drugiej strony, gdy już się staje do właściwej konkurencji, trzeba „dobrze uczestniczyć” - dąć z siebie wszystko.
Na mityngach lekkoatletycznych nie zawsze zawodnikom chce się biegać na całego. Organizatorzy w celu polepszenia widowiska wymyślili „zająca”. Jest to zawodnik, któremu się zleca prowadzenie na samym starciu biegu, łamiąc strategie tych, którzy chcieli oszczędzać się. Zając się wypala i schodzi z bieżni. Bierze obiecane mu pieniądze i znika… Proceder ten może funkcjonować na długich biegach. Na średnich, aby uzyskać dobry czas, nie można się oszczędzać. Przeciętny zawodnik nie może więc być „zającem” ponieważ nie potrafi wybić przed pelotom i spełnić swoją funkcję A sprintera nie namówi się do takiej roli. Starzy wyjadacze lekkoatletyki znaleźli sposób na takie procedury. Jeżeli z różnych przyczyn nie chce im się wysilać, bo na przykład sądzą, że organizatorzy za mało płacą za uczestnictwo w imprezie, dogadują się z pozostałymi zawodnikami na ignorowanie zająca. Wynik jest cieniutki, ale wszyscy twierdzą, że wszystko OK.
Życie jest biegiem bardzo długim. Z punktu widzenia indywidualnego człowieka jest najdłuższy z możliwych biegów. Dla każdego jest to „bieg życia”. Równocześnie każdy jest „zającem” dla swego otoczenia. Różnica w tym, że nie możemy zejść z bieżni, gdy zaczniemy odczuwać zmęczenie. Biegamy, by wygrać i by pomagać wygrać innym. Wszyscy mogą zwyciężyć. Osiągnąć wyniki oczekiwane przez Pana Boga. Abyśmy się nie zniechęcali przerastającymi wymaganiami, Bóg najlepszy z trenerów, stawia w naszym otoczeniu „ostrych zawodników”, którzy swym dobrym przykładem mobilizują do wysiłku. I jak na mityngach lekkoatletycznych, my też możemy mieć pokusę dogadania się z miernotami miernotami naszym otoczeniu do słabiutkiego wysiłku. Dlatego pamiętajmy o tej nagrodzie, która mobilizowała św. Paweł aż do samej mety i o której wspominał w cytowanym liście do Tymoteusza: „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia”.
7-06-09
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







