Turismus
Turystyka stała się ważną gałęzią gospodarki. Dysponuje więc środkami, aby skutecznie promować swoje usługi. Od dziesięcioleci jesteśmy pod ostrzałem nachalnej reklamy. Dogmatem stała się teza, że podróży kształcą i są czymś niezbędnym, aby się rozwijać. Gdy brak solidnych argumentów, zawsze można dodać doszlifowanie języka lub poznania nowej kultury. W ten sposób biorą się ludzie, którzy zaliczyli wiele miejsc turystycznych na świecie, a nie znają swego własnego miasta. Taki paradoks.
Nie ma wątpliwości, że wyjazdy i przebywanie w innym środowisku mogą wzbogacać. Poszerzają horyzont; odkrywa się wtedy wady i zalety innych nacji, nabiera się zdrowego dystansu do własnego podwórka. Podczas podróży można też doświadczyć życia innych wspólnot kościelnych. Taki jest sens Światowych Dni Młodzieży, Kongresów Eucharystycznych itp. Słowem, podróże mogą kształtować serce katolickie, czyli uniwersalne.
Istnieje tez druga strona medalu. Niestety, w erze konsumpcji wyjazdy są okazją do nieumiarkowania, i to na wielką skalę. Do tego dochodzi strata czasu. Studenci, którzy w ramach nauki muszą zaliczyć semestr na innej uczelni, dobrze wiedzą, że niekoniecznie okresy te są naznaczone pracą i nauką. Dlatego wyjazdy w ramach programu Erasmus żartem są nazywany Turysmusem. Jeżeli uczelnie mają trudności w egzekwowaniu wiedzy od własnych studentów, nie można się łudzić, że będą angażować się w mobilizację przybyszów.
Temat nie jest obcy samym strukturom kościelnym. Przez wieki Kościół walczył o obecność biskupów i proboszczów w ich placówkach, o to, by tam na stałe rezydowali, zamiast jeździć po świecie. Przyczyny takich wymagań było dobro wiernych i konieczność stałej opieki duszpasterskiej. Również takim oczekiwaniem można objąć wikarych. Ich podstawowym obowiązkiem jest być na miejscu i mieć czas dla wiernych.
Czas wielkopostny to wezwanie do umiaru. „Ten czas przeżyjmy w skupieniu. Krótsze niech będą rozmowy, skromniejsze posiłki, więcej czuwania nad sobą” - śpiewa jeden z hymnów Liturgii Godzin. Zapewne w ramach aggiornamento – czyli uaktualnienia – trzeba będzie z czasem dodać „niech znikną niepotrzebne podróży i wałęsanie się po świecie”. Ileż to dzieci mogłoby się rodzić w bogatych krajach, gdyby się zrezygnowało z niepotrzebnych podróży. Również ile problemów rodzinnych, by się uniknęło, gdyby było mniej wyjazdów służbowych, które często są wynikiem marketingu turystycznego, a nie z realnych potrzeb. Ileż przemierza się tysięcy kilometrów uciekając przed sobą samym?!
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







