Squash
Na początku XIX wieku więźniowie angielscy, nie mogąc zagrać w tenisa, wpadli na pomysł, żeby piłki odbijać od ścian. Z więzienia, dziwnym trafem, gra przeniosła się do elitarnych szkół. Uczniowie odkryli, że o wiele ciekawiej i trudniej gra się z użyciem przekłutej piłeczki, która przy zderzeniu ze ścianą lekko się rozgniata i nie odbija tak dynamicznie, jak piłki tenisowe. Nowy wariant szybko się przyjął. Pojawiły się pierwsze korty squasha i został oficjalnie uznany za odrębną dyscyplinę sportową. Między innymi film „Wall Street” przyczynił się do spopularyzowania gry wśród biznesmenów. Obecnie trwają rozmowy, by włączyć squasha do olimpijskich dyscyplin. W ostatnich latach w Warszawie powstało kilka ośrodków squasha na wysokim poziomie. Gra stała się modna wśród młodych pracowników banków i różnych korporacji.
W zasadzie gra polega na odbijaniu piłki o ścianę w sposób, który utrudni ponowne odbicie piłki przez przeciwnika. Piłka przed oddaniem uderzenia może maksymalnie raz odbić się od podłogi. Kort to zamknięta klatka. Wszystkie ściany biorą udział w grze, w części zaznaczonej liniami. Na podłodze jest parkiet, tylna ściana ze szkła. Pomieszczenie ma około 10 metrów długości, sześć i pól szerokości, pięć metrów wysokości na froncie. Wysokość dozwolonej gry obniża się do połowy przy tylnej ścianie. Uderzenie w sufit świadczy o słabej grze i przynosi zawodnikowi wstyd.
Jest to sport szybki i wyczerpujący. Uważany przez wielu za jeden z tych, w którym spala się najwięcej kalorii. Wbrew obiegowej opinii, zwycięstwo nie wynika z walenia w czarną piłeczkę z maksymalną siłą. Jak w wielu innych sportach, moc zwycięska jest w głowie. Dobra strategia polega na tym, by przy każdym odbiciu wysyłać piłkę w miejsce najbardziej oddalone od przeciwnika. Oglądając dobry mecz można zauważyć, jak przeciwnicy walczą o centralny punkt kortu zwanym „punktem T”. Zawodnik będący w tym punkcie ma możliwość szybkiej reakcji i ustawiania przeciwnika po kątach.
Strategia squasha może posłużyć do refleksji nad medialnymi dyskusjami na tematy światopoglądowe. Można mięć wrażenie, że osoby o antykatolickich poglądach od lat zdobyły „punk T” i każą wierzącym miotać się w celu nieudolnego odbijania piłeczki. Jest to fatalna strategia, do tego niezmiernie męcząca. Warto się zastanowić, jak to zrobić, aby wiosną AD 2011 nie być świadkami kolejnych awantur medialnych, może celowo rozdmuchanych. Po to, aby zmuszając do „biegania za piłką” zaciemnić beatyfikację Jana Pawła i uprzykrzyć wierzącym wielkanocne święta.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







