Polecam

ekai.pl/blogi/ksignacy

Blog księdza z Opus Dei z Poznania

Ks. Ignacy Soler

Ks. dr Ignacy Soler, urodzony w Alcañiz, w Hiszpanii (1955). Na Uniwersytecie Complutense w Madrycie ukończył studia matematyczne (1977). Stopień naukowy doktora nauk teologicznych uzyskał w 1983 na Uniwersytecie Navarry w Pamplonie. W 1981 został wyświęcony na kapłana prałatury personalnej Opus Dei. Od 1994 mieszka w Polsce.

Na OpusDei.pl
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Opus Dei jest prałaturą personalną Kościoła katolickiego. Założył je w 1928 r. św. Josemaría Escrivá. Jej zadanie polega na przekazywaniu innym, że praca i zwykłe okoliczności są okazją do spotkania z Bogiem, do służenia innym i do poprawy społeczeństwa.
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Szuflada Nasze Westerplatte Niespłacony kredyt
REKLAMA
Reklama

PostHeaderIcon Niespłacony kredyt

      
       Poruszająca jest opowieść, chociaż nieco staroświecka, o biednej wdowie, która zarabiała na życie praniem. Kiedyś, gdy młodsze dziecko zachorowało, poprosiła starszego syna, aby się zaopiekował bratem. Chłopak wykonał polecenie, ale stracił drobne zarobki, które przynosiło mu roznoszenie gazet, czuł się rozgoryczony i wypisał matce następujący rachunek: pilnowanie dzieciaka – 1 zł, gotowanie obiadu – 1 zł, stracone zarobki – 2 zł. Razem – 4 zł. Matka po powrocie zastała dzieci śpiące, a na stole rachuneczek. Usiadła więc i na odwrocie napisała: za to, że cię urodziłam – „nic”. Za to, że cię karmiłam i pielęgnowałam – „nic”. Za to, że dla ciebie pracuję – „nic”. Za moją miłość – „nic”. Razem – „nic”.
       I dziś znajdzie się wiele ofiarnych matek (np. felietonistki z „Idziemy”), o których można by napisać współczesną wersję opowieści z budującym pointą. Pluralistyczny świat dostarcza też innych scenariuszy, mniej przykładnych. Możliwe, że matka, żyje z renty i zajęta jest głównie sobą. Przez głowę, by jej nie przeszło poprosić o pomoc starszego syna; a jeżeli już, to ten, by zaczął od negocjacji nad wynagrodzeniem w zamian za proszoną usługę. Ciekawe, czy taką matkę, stać by było na napisanie kilka „nic”, za wszystko, co w życiu zrobiła dla swych dzieci. Niestety, do „stylu nowoczesnego” należy prowadzenie dokładnej buchalterii, wystawianie faktur za to, co naszym zdaniem robimy dla innych i częste przypominanie, ile to oni nam zawdzięczają. Takie nastawienie erozjonuje solidarność przyczyniając się do atomizacji społeczeństwa.
       Pamięć o tym, że to my mamy wielki kredyt do spłacenia wobec Boga i bliźniego pomoże nam wyjść poza „egoistyczną rachunkowość”. Na pierwszym etapie życia bez wyjątku dla każdego człowieka niezbędna była bezinteresowność innych: od poczęcia poprzez długie lata uczenia się i wzrastania. Dług wdzięczności wtedy zaciągnięty pozostaje na zawsze i nie da się go spłacić. Wdzięczność cechuje się właśnie tym, że nie można jej zamknąć – ona trwa. Zostawia poczucie nieopłacenia za to, co się otrzymało, a jednocześnie mobilizuje do obdarzania innych. Dzieci nie rewanżują się rodzicom, ale oddadzą następnym pokoleniom. Uczniowie nie rewanżują się nauczycielom. Jeżeli rzeczywiście czegoś się nauczyli, mogą to przekazać dalej. A saldo każdemu zbilansuje Bóg, gdy po śmierci, powie: „wszystko, co uczyniłeś dla tych najmniejszych, dla Mnie uczyniłeś”.
       18-08-09