LIB DUB
Idziemy, 15 VIII 2010
Podczas gdy dobra materialne często prowadzą do podziałów - duchowe jednoczą ludzi. Nie należy do rzadkości widok spacerującej grupy osób, gdzie każdy przez telefon rozmawia z kimś innym. Komórki, owszem „connecting people” - łączą ludzi - ale często “disconecting family”- rozłączają rodziny. Cuda techniki, pomimo dokładności dźwięku, obrazu i czego tam dusza zapragnie, same z siebie nie zapewnią międzyludzkich więzi. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że im więcej techniki, tym więcej indywidualizmu. „Ja i mój świat”, czyli „ja i mój ekran, moja myszka, mój laptop, moje słuchaweczki….” - dłuższa podróż w towarzystwie młodego człowieka może utwierdzić nas w takim przekonaniu. Podczas kilku godzin towarzysz podróży uśmiechał się do laptopa, żywo klepał w klawiaturę, gestykulował podczas rozmowie z kimś nieobecnym, z wypiekami przeglądał strony internetowe… Ale do osób w przedziale - ani słowa na przywitanie, ani na pożegnanie: zero kontaktu! Być może na Facebooku i jakichś tam forach jest duszą towarzystwa, ale w realnym otoczeniu zachowuje się jak rasowy gbur.
Dziś, aby zaradzić zatomizowaniu społeczeństwa, wymyśla się wszelkiej maści integracyjne zajęcia. Zazwyczaj są to wspólne projekty realizowane na żywo. Ostatnio stały się modne prezentacje typu „lip dub” (z ang. LIP synching - audio DUBbing). Polegają na nakręceniu muzycznego filmu, w którym grupa osób synchronizuje swoje usta, gesty i ruchy ze znaną piosenką. Powinno być jedno jedyne ujęcie, ciągły ruch, gdy uczestniczy śpiewają z playbacku. Kamera się przemieszcza jak spojrzenie chodzącego obserwatora. Fakt, że jest to jedyne ujęcie, sprawia. że wszyscy muszą uczestniczyć w akcji równocześnie. Autorzy, oprócz realizowania wspólne przedsięwzięcie artystycznego, starają się pokazać miłą atmosferę, jaka panuje w danej instytucji: uczelni, firmie, klubie.
Fakt uczestnictwa w czymś miłym i fajnym nie zapewni automatycznie dojrzałych więzi ludzkich. Postęp techniczny nie wyeliminuje wszystkich problemów. A, jak głosi mądrość ludowa, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Treningi, w których realizuje się miłe rzeczy, na wiele się nie przydadzą, jeżeli nie będzie im towarzyszyć pragnienie dawania siebie innym i podejmowania odpowiedzialności za ich dobro. Już na pierwszych kartkach Pisma Bóg pyta Kaina o jego brata. Niestety, jego egoistyczna odpowiedź nadal ma wielu naśladowców: - „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?”
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







