Jego Westerplatte
Od samego początki swego pontyfikatu Jan Paweł II narzucił sobie i otoczeniu bardzo ostre tempo pracy. Opowiada się w Rzymie, że koś, z bliskiego otoczenia, w trosce o niego, pozwolił sobie na to, by serdecznie zwrócić mu uwagę, aby się oszczędzał. Ojciec Święty wysłuchał go, potem spojrzał na niego takim spojrzeniem, jakim pewno Jezus spojrzał na Piotra, gdy ten mu odradzał podejmować krzyż, i odpowiedział stanowczo: „Po jednym papieżu przychodzi kolejny papież. A jedyną rzeczą ważna to bym był świętym”.
W świetle tych i podobnych anegdot z życia Karola Wojtyły można uznać, że zmagania o świętość było jego włąsnym Westerplatte, nawiązując do jego słów, które są motto do naszej rubryki w „Idziemy”. Czyli „tym wymiarem zadań, które trzeba podjąć i wypełnić za wszelką cenę. Tą słuszną sprawą, o którą nie można nie walczyć. Tym obowiązkiem, od którego nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Tym porządkiem prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić za wszelką cenę”.
Oczywiście, że beatyfikacja Karola Wojtyły nie wynika z jego popularności, medialności, pobicie rekordów podróży po świeci. Ani też z talentu aktorskiego, pięknego głosu, zdolności poliglotycznych lub zamiłowania do sportu. Te wszystkie wybitne cechy, które posiadał, hojnie oddawał dzień po dniu w służbie Kościoła. Z czasem wiele świadectw, na razie objętych tajemnicą procesu beatyfikacyjnego, stanie się publicznymi. Pozwoli na prawdziwej biografii - takiej jeszcze nie ma - ukazującej delikatność jego duszy, jego zmagania o wzrastanie w zażyłości z Bogiem.
Consejos vendo y para mi no tengo - rady sprzedaję, a dla mnie nie zostaje - głosi przysłowie hiszpańskie na określenie sytuacji tych, którzy stawiają wysokie wymagania innym, a nie stosują ich do siebie. Z pewnością zachęty Jana Pawła II do częstej spowiedzi, do gorliwej modlitwy, do oddanej służby były praktykowane na pierwszym miejscu przez niego samego. Wyniesie na ołtarze oznacza uznanie go za autentycznego świadka. Czyli że naukę, którą głosił, usilnie starał się wprowadzać we własnym życiu.
Od dziś można czytać jego dzieła i przemówienia zastanawiając się, jak on to sam stosował. Jak się starał o to, by na pierwszy miejscu samemu „wypływać na głębię” i odpowiadać na te wezwania Jezusa, które innym przypominał. Bo Jan Paweł II nie tylko głosił za Soborem Watykańskim II powszechne wezwanie do świętości, ale sam tą drogą heroicznie kroczył.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







