Fundrising
Idziemy, 29-XI-09
Nie istnieje „perpetuum mobile”. Ta zasada fizyki sprawdza się też w obiegu pieniądza. Im wyżej powędrują na szczeblach administracyjnych, tym mniej z niego powróci na cele społeczne. Z tej przyczyny nowoczesne społeczeństwo wspiera „trzeci sektor”: wolontariaty, instytucje religijne, stowarzyszenia, itp. Ze względu na kontrolę sprawującą przez samych darczyńców ten sektor administruje oszczędniej. Większa znajomość potrzeb dopinguje te instytucje do pozyskiwania wsparcia w społeczeństwie. A to jest możliwe, jeżeli inicjatywa jest wiarygodna. Żywotność „trzeciego sektora” jest znakiem zdrowego społeczeństwa, który nie zostawia biernie swych problemów w rękach państwa. Taki podejście całkowicie odpowiada zasadzie pomocniczości nauki społecznej Kościoła - problemy lepiej rozwiązywać na najbliższym szczeblu.
„Trzeci sektor” korzysta ze wsparcia państwa, ale większość środków pozyskuje bezpośrednio. Fundrising to profesjonalne szukanie tych środków. Pomysłów jest wiele: kwesty, loterie, aukcje, imprezy publiczne, klikanie w bannery, etc. Nie sprowadza się do wyśmienitej prezentacji i projektu na kilkaset stron. Chodzi o osobiste dotarcie do ludzi i przekonanie ich, dlaczego warto dać pieniądze akurat na ten cel. Przy uzyskaniu funduszy wezwaniem jest więc przekonanie darczyńców, ato zależy od fundrisingerów. Ich małoduszność i lęk przed narażenia się na śmieszność są największą przeszkodą. Dlatego na profesjonalnych kursach fundrisingu prowadzi się warsztaty, by umieli przełamywać blokady. Do tego dochodzi wytrwałość w kontaktach z dobroczyńcami: podziękowania, regularne informowanie o sposobie spożytkowania ich pieniędzy. Wspierający musi czuć projekt jak własny. Tylko wtedy zaangażuje się całym sercem, a takie wsparcie to konkretna kwota.
Rasowy polski proboszcz, chociaż nie uczestniczył w profesjonalnych kursach fundraisingu, dobrze wie, że osobiste zbieranie na tacę wpływa na hojność wiernych. Jednak odpowiedzialności za finansowanie Kościoła i różnych inicjatyw charytatywnych i wychowawczych nie spoczywa wyłącznie na kapłanach. „Powszechne wezwanie do świętości i apostolstwa” głoszone przez Sobór Watykański II w praktyce oznacza też „powszechne wezwanie do odpowiedzialności za zaplecze finansowe”. Nie wystarczy wspierać z własnej kieszeni, trzeba przełamać wstyd i prosić innych. Takie zaangażowanie może sprawić, że spotkamy upokorzenia. Dobry Bóg to wynagrodzi „owocami na życie wieczny” - przecież to dla Niego kwestujemy.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







