Ekrany
„Rok 1984” : Wielki Brat z ekranów śledzi każdego obywatela. Minęło ponad ćwierć wieku od roku 1984, roku wybranego przez George’a Orwella na tytuł dla jego powieści. Na razie dominują cztery „małe ekrany”: ekran telewizji, ekran telefonu, ekran komputera i ekran play-station. Zdobyły rząd dusz młodego pokolenia. Otwarta jest dyskusja o dywersyfikacji treści, czy jej spłaszczeniu, o możliwości konwergencji tych ekranów lub dojścia do nich nowych. Toczy się też debata o wpływie na psychikę człowieka tego sztucznego sposobu poznawania świata. Niedyskusyjny jest fakt, że ekrany te dla swego życia potrzebują treści. Konieczne są tysięcy godzin programów telewizyjnych, newsów dla milionów stron internetowych, mnóstwo wciągających nowych gier, niebywałych ofert dla komórek… Dziś, miliony osób na świecie zarabiają na chleb poprzez produkowania treści dla nowopowstałej przestrzeni.
Jak na razie ta „treść” wygląda? - każdy widzi. Jest jakimś swoistym miksem dobra ze złem, prawdy z manipulacją, piękna z kiczem. Często zawiera poważne błędy co do natury człowieka i jego godności, co do życia Jezusa i Jego Kościoła. Wirtualny świat dziedziczy bolączki świat sztuki XX wieku. Choruje na mutowane wersje ideologii tamtych czasów: nihilizm, marksizm, pozytywizm, freudyzm, etc. Dlatego trudno „w wirtualu” odnaleźć harmonię dobra, prawdy i piękna. Są rzeczy piękne skażone kłamstwem, jest zło w dobrym opakowaniu... Ale również są przestrzenie napełniające nadzieją. Na szczęście „treści” nie zależą od anonimowego Wirtualnego Brata. Jeżeli przyjmiemy, że taki brat istnieje, to jego władza nie jest niepodzielna i całkowita, a jeżeli już, to można mu to panowanie odebrać.
„Treści” są w rękach konkretnych osób pracujących i decydujących w tych obszarach. W pewnym stopniu każdy użytkownik ma na nie wpływ. Potrzebna jest mocna wola wykorzystywania wszelkich okazji, aby komunikować prawdę, przekazywać dobro i piękno. Parafrazując św. Pawła „wirtualny świat z upragnieniem oczekuje na dobrą treść objawiającą dzieci Bożych”. Jednak, jak w innych dziedzinach, „świat wirtualu” rządzi się własnymi prawami. Wymaga dobrej jakości dla swych treści - buble nie mają szans. Nie wystarczy sama etykieta „prawdy”, aby treść chwaliła Boga, sama treść musi jakościowo być dobra. Ta dobroć stanie się pełna, gdy będzie przekazywać całą prawdę. „Bitwa o treści” wymaga profesjonalizmu połączonego z gorliwością apostolską.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







