Coaching
Idziemy, 26-IV-09.
Codzienne doświadczenie obnaża porażkę wszelkich teorii o „nadczłowieku”. Niemalże każdy telefonom przypomina nam jakąś zawaloną sprawę. Kilka lat pracy zawodowej, wystarczą do tego, by każdego „supermana” sprowadzić do parteru. Takie są ludzkie realia: nie jesteśmy samowystarczalni! By zaradzić tym potrzebą, pojawiła się szeroka oferta usług wspierających. Określa się je bardzo różnie: doradztwo, warsztaty wzrostu, consulting, terapia, mentoring…
Sporo dziś słychać o „coachingu”. Termin wywodzi się ze sportu, gdzie „coach” to osobisty trener zawodnika. Sukcesy nie biorą się z tego, że zna się dobrze cele i strategię, ale z tego, że się je prawidłowo wdraża. Coaching to system poprawiające kompetencje zawodowe, by każdy w pełni rozwinął swój potencjał. Trener ma pomagać w poszerzeniu horyzontów. Zrobić, by podopieczny poznał swe mocne i słabe strony i określił zawodowe wyzwania. Wreszcie wypracować system ćwiczeń, aby zdobyć pewne dobre nawyki. On też mobilizuje do pracy nad sobą aż do skutku – stała poprawa w działaniu.
Niektóre instytucje korzystają z pomocy „coacha” z zewnątrz. Jednak według najnowszych teorii zarządzania, „coachem” podwładnych ma być przełożony, który stoi wyżej w hierarchii. Jest rzeczą bardzo pozytywną fakt, że firmy coraz częściej dbają o rozwój swych pracowników. Zazwyczaj czynią to z przyczyn czysto ekonomicznych. Niemniej jednak ten sposób działania prowadzi do humanizacji środowiska pracy. Pracodawca jest pierwszym zainteresowanym aby pracownik rozwijał swoje talenty i stawał się lepszym fachowcem.
W życiu duchowym potrzebę wsparcia doświadczamy jeszcze bardziej niż na odcinku zawodowym. Biblia wyraża to poprzez relację pasterz - owca. Pasterz poniekąd jest „coacherem” owcy. Jego misja jest pomaganie jeje, prowadzenie tak, aby się nie zagubiła. Rolę pasterza pełnią rodzice, przyjaciele, przełożeni, duszpasterzy. Do sprostania Bożych oczekiwań człowiek potrzebuje jeszcze większego wsparcie. Przez wieki taką pomoc znajdywało się u kierowników duchowym. W ostatnich dziesięcioleciach ta praktyka została ostro skrytykowana jako wsteczna, paternalistyczna, nieuwzględniająca autonomię człowieka. Warto byśmy za przykładem świata biznesu powrócili na szerszą skalę do tej sprawdzonej praktyki. W naśladowaniu Jezusa święci najlepszych wyników nie osiągnęliby w żaden sposób bez korzystania z „duchowego coachingu”.
Codzienne doświadczenie obnaża porażkę wszelkich teorii o „nadczłowieku”. Niemalże każdy telefonom przypomina nam jakąś zawaloną sprawę. Kilka lat pracy zawodowej, wystarczą do tego, by każdego „supermana” sprowadzić do parteru. Takie są ludzkie realia: nie jesteśmy samowystarczalni! By zaradzić tym potrzebą, pojawiła się szeroka oferta usług wspierających. Określa się je bardzo różnie: doradztwo, warsztaty wzrostu, consulting, terapia, mentoring…
Sporo dziś słychać o „coachingu”. Termin wywodzi się ze sportu, gdzie „coach” to osobisty trener zawodnika. Sukcesy nie biorą się z tego, że zna się dobrze cele i strategię, ale z tego, że się je prawidłowo wdraża. Coaching to system poprawiające kompetencje zawodowe, by każdy w pełni rozwinął swój potencjał. Trener ma pomagać w poszerzeniu horyzontów. Zrobić, by podopieczny poznał swe mocne i słabe strony i określił zawodowe wyzwania. Wreszcie wypracować system ćwiczeń, aby zdobyć pewne dobre nawyki. On też mobilizuje do pracy nad sobą aż do skutku – stała poprawa w działaniu.
Niektóre instytucje korzystają z pomocy „coacha” z zewnątrz. Jednak według najnowszych teorii zarządzania, „coachem” podwładnych ma być przełożony, który stoi wyżej w hierarchii. Jest rzeczą bardzo pozytywną fakt, że firmy coraz częściej dbają o rozwój swych pracowników. Zazwyczaj czynią to z przyczyn czysto ekonomicznych. Niemniej jednak ten sposób działania prowadzi do humanizacji środowiska pracy. Pracodawca jest pierwszym zainteresowanym aby pracownik rozwijał swoje talenty i stawał się lepszym fachowcem.
W życiu duchowym potrzebę wsparcia doświadczamy jeszcze bardziej niż na odcinku zawodowym. Biblia wyraża to poprzez relację pasterz - owca. Pasterz poniekąd jest „coacherem” owcy. Jego misja jest pomaganie jeje, prowadzenie tak, aby się nie zagubiła. Rolę pasterza pełnią rodzice, przyjaciele, przełożeni, duszpasterzy. Do sprostania Bożych oczekiwań człowiek potrzebuje jeszcze większego wsparcie. Przez wieki taką pomoc znajdywało się u kierowników duchowym. W ostatnich dziesięcioleciach ta praktyka została ostro skrytykowana jako wsteczna, paternalistyczna, nieuwzględniająca autonomię człowieka. Warto byśmy za przykładem świata biznesu powrócili na szerszą skalę do tej sprawdzonej praktyki. W naśladowaniu Jezusa święci najlepszych wyników nie osiągnęliby w żaden sposób bez korzystania z „duchowego coachingu”.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







