Celebrities
| Spis treści |
|---|
| Celebrities |
| Page # |
| Wszystkie strony |
Strona 2 z 2
W ostatnich czasach „popyt na sławnych” wzrasta w szalonym tempie. Media potrzebują znanych twarzy. Tyle miejsca do wypełnienia w eterze, na cyberprzestrzeni i na tradycyjnym papierze. Dzień w dzień coś ciekawego trzeba wymyślić. A do tego walka o rynek. Nic dziwnego, że jeżeli nie ma ciekawych twarzy, to trzeba je stworzyć. Z drugiej strony, w marketingu znani ludzie wzmacniają przekaz swą popularnością. Do świata mediów i marketingu dochodzi polityka. Wyborca ma już dość wyborów i trudniej go zmobilizować, jemu też trzeba pokazać przyciągające postacie.
Jako odpowiedź na tak wielkie zapotrzebowanie rynku zrodziła się nowa kategoria osób – „celebrities”. Są znane albo z uwagi na działalność na jakimś polu - muzyka, sport, rozrywka, albo dlatego, że zostały wykreowane przez media, jako bohaterowie „reality show” lub teleturniejów. Często sam celebryci – bo jest już polski odpowiednik tego słowa - ciężko harują nad własnym wizerunkiem, uprawiając marketing wokół własnej osoby. O niektórych złośliwi mówi się, że „są znani, z tego, że są znani” (100% marketingu, 0 % treści).
Zdolność docierania do ludzi i skupienia zainteresowanie innych jest wielkim talentem. Jak każdy dar, trzeba odpowiedzialnie go wykorzystać. Wpływ na wielką liczbę ludzi to okazja, by czynić wiele dobra – lub ogromną szkodę. Na ile jest to w naszym zasięgu, warto pomagać, by „celebrities” dobrze się prowadzili i byli, szczególnie dla młodzieży, pozytywnym źródłem inspiracji. Jak wiemy, pokusa próżności, która towarzyszy wielkiej sławie, jest szalenie trudnym wezwaniem.
Próżność nie jest nowoczesnym wynalazkiem. Pojawiła się u zarania świata. Na ten haczyk diabeł wziął naszych praojców: „Będziecie jak Bóg”. Od tamtej pory człowiekowi nie jest łatwo oprzeć się wciągającej mocy „vanitatis splendor” – splendorowi próżności. Upaja jak narkotyk. Wymaga coraz większej dawki, aby sprawiać przyjemność. Uzależnieni szukają nowych sposobów, by na siebie zwracać uwagę. A współczesny świat daje w obfitości nowe środki, by próżny utwierdzał się w przekonaniu, co do własnej wielkości.
Pięć wieków temu reforma protestancka zakwestionowała kult świętych widząc w nich rodzaj celebrytów, którym nie należy się sława i cześć. Według Kościoła katolickiego blask świętych należy nie do nich, ale do Chrystusa. Zasłużyli na szacunek dlatego, że pozwolili Bogu uczynić wielkich rzeczy w ich życiu. I to jest wspaniałe: dzięki Bożej dobroci, każdy może zostać świętym - nawet celebritą z wielkoformatowego bildbordu. Ale pod warunkiem, że nie ulegnie „amokowi sławy”.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







