Rzeczpospolita 19 11 2006. Czesław Warsewicz, od dwóch tygodni
prezes PKP Intercity, za główny cel stawia sobie przygotowanie
kolejowej spółki do wejścia na giełdę. Śmieje się, że nazwisko
Warsewicz przecież zobowiązuje.
Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie ekscentryka. Ma upodobanie do
różowych i pistacjowych koszul oraz przykuwających uwagę krawatów. Mówi
z charakterystyczną egzaltacją, używając sformułowań w rodzaju "tego
wymaga ojczyzna", "takie zadania postawiło przed nami kierownictwo
gospodarki", budząc niekiedy konsternację wśród rozmówców, niepewnych,
czy traktuje ich poważnie, czy z przymrużeniem oka. Ale z całą
pewnością z powagą traktuje swoje kolejowe plany.
(...) Pytany o bilans PKP IC, odpowiada konkretnie, z zaangażowaniem,
używając fachowej terminologii. O zysku netto, wartości księgowej i
planowanych przychodach może rozprawiać bez końca, podobnie jak o
inicjatywie
"Kapliczka polska". Bo choć jego znakiem rozpoznawczym są
pastelowe koszule i barwne krawaty, to wiele o Warsewiczu mówi jego
niestandardowe jak na finansistę hobby. Prezesowi PKP IC marzy się
powrót do tradycji polskich kapliczek. Chciałby, aby Polacy stawiali je
dla upamiętnienia ważnych wydarzeń rodzinnych, np. ślubu, narodzin
dziecka, pierwszej komunii. Pod domem, blokiem, nawet na balkonie.
Oczywiście ogród państwa Warsewiczów w podwarszawskim Chotomowie zdobi
kapliczka. - Na pomysł wpadli moi przyjaciele - mówi prezes Warsewicz. -
Chciałbym, by w polskim krajobrazie to drewniane kapliczki dominowały,
a nie gipsowe krasnale.