Nowy feminizm - Kobiety z Opus Dei
Framgent książki Johna J. Allena Opus Dei.
docenić macierzyństwo
31 maja 2004 roku Kongregacja Nauki Wiary, najważniejsza watykańska instytucja w kwestiach doktryny, wydała “List do biskupów Kościoła katolickiego o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie.” List krytykuje występujące współcześnie tendencje rodzące “rywalizację płci, w świetle której jestestwo i rola jednej z płci są podejmowane na niekorzyść drugiej, co w konsekwencji wprowadza do antropologii zgubne pomieszanie, mające bezpośredni i nieszczęsny wpływ na strukturę rodziny”. Jako źródło tego zamętu dokument podaje “radykalny feminizm”.
Wiele katolickich feministek z miejsca zareagowało bardzo ostro. Benedyktynka, siostra Joan Chittister, zarzuciła dokumentowi “brak elementarnego zrozumienia feminizmu, jego teorii i rozwoju”, twierdząc, że “zarówno użyta terminologia, jak i teoria, do której odwołuje się w argumentacji są żałośnie przestarzałe i żenująco tendencyjne w analizie natury feminizmu”. Ta reakcja oddaje w wielkim skrócie charakter często występującego rozziewu między Kościołem katolickim i wieloma wykształconymi, wyemancypowanymi kobietami.
Intelektualistki związane z Opus Dei przyjęły natomiast watykański dokument w bardziej wyważony sposób. Jutta Burggraf wystąpiła na przykład w obronie Watykanu. “Prawdziwe wspieranie [kobiet] nie polega na tym, by wyzwolić kobietę z jej własnego sposobu bycia”, mówi, “ale by pomóc jej być sobą. Dlatego obejmuje także nowe spojrzenie na macierzyństwo, małżeństwo i rodzinę. Jeśli w tej chwili zwalcza się stare formy nacisku społecznego, które zamykały przed kobietami drogę do wielu zawodów, skąd bierze się taki strach przed przeciwstawieniem się obecnym naciskom, dużo subtelniejszym, które oszukują kobiety, usiłując je przekonać, że znajdą spełnienie tylko poza rodziną?”
Zdaniem Burggraf Kościół opowiada się po stronie kobiet. “Kościół jest największą na świecie instytucją, która stoi po stronie kobiet”, mówi. “Żadna z agend Narodów Zjednoczonych nie ma tylu współpracowników na wszystkich kontynentach, od małej wioseczki w Afryce po najodleglejsze wyspy Pacyfiku, którzy tak jak Kościół pracują nad tym, by dać kobietom formację i pomóc im żyć godnie.”
Inna wypowiedź pochodzi od pani de Solenni, amerykańskiej katoliczki, osoby świeckiej, dyrektorki do spraw życia i kobiet w Radzie Badań nad Rodziną, prorodzinnej organizacji założonej przez Jamesa Dobsona, reprezentanta konserwatywnego nurtu chrześcijaństwa. Pia de Solenni nie należy do Opus Dei, ale zrobiła doktorat na prowadzonym przez Opus Dei rzymskim Uniwersytecie Świętego Krzyża i od ośmiu lat otrzymuje duchowe rady od księży z Dzieła. Za swoją rozprawę doktorską poświęconą rozwojowi integralnego feminizmu w świetle dzieł Tomasza z Akwinu otrzymała w 2001 roku z rąk Jana Pawła II prestiżową Nagrodę Akademii Papieskich Sprawia wrażenie dynamicznej, inteligentnej, ale i trochę aroganckiej młodej kobiety, która świetnie się czuje w wartko toczącym się życiu środowisk medialnych Waszyngtonu. Kiedy ukazał się watykański “List”, skomentowała go w przychylnym tonie na łamach National Catholic Reporter.
“Niestety, wysiłki mające na celu obronę praw kobiet przyjęły w Kościele niepomyślny obrót mniej więcej czterdzieści lat temu i zamieniły się w zażartą rozgrywkę kobiet przeciw mężczyznom. Dyskusję sprowadzono do walki o władzę, która daje nam przelotną iluzję triumfu, tylko po to, by natychmiast okazało się, że różne zdobycze przeciekają nam między palcami i pozbawiają nas zwycięstwa”, napisała. “Rywalizacja i odwet doprowadziły do impasu. Dlatego ten list nie jest listem o kobietach, jak sugeruje większość mediów. Dotyczy on kobiet i mężczyzn oraz ich wzajemnych stosunków w społeczeństwie świeckim oraz w Kościele.”
Komentarze te oddają ton, w jakim wypowiada się wiele kobiet związanych z Opus Dei w kwestiach feminizmu, płci i stosunków między nimi. Odmianie feminizmu istniejącej w Opus Dei w sumie znacznie bliżej jest do Jana Pawła II niż do Glorii Steinem.
Oto przykład Janne Haaland Matlary, matki czworga dzieci, a jednocześnie byłej wiceminister spraw zagranicznych Norwegii i profesora na wydziale nauk politycznych Uniwersytetu w Oslo, gdzie wykłada stosunki międzynarodowe. Pani Matlary, zdeklarowana katoliczka, reprezentowała Watykan 1995 roku w Pekinie, na konferencji Narodów Zjednoczonych poświęconej sprawom kobiet. Jako współpracowniczka Opus Dei często wygłasza prelekcje na spotkaniach członków Dzieła. Jest autorką książki zatytułowanej: A Time to Blossom: New Feminism (polskie wydanie: Nowy Feminizm – kobieta i świat wartości, Poznań 2000).
Mówiąc o potrzebie “nowego feminizmu”, doceniającego macierzyństwo i rodzinę, Janne Matlary sięga do własnych doświadczeń. Kiedy złożyła podanie o zatrudnienie jej na obecnym stanowisku na Uniwersytecie w Oslo, kontrkandydatem był mężczyzna. Powiedziano im, że oboje mają równe kwalifikacje, choć mężczyzna był o sześć lat młodszy. Janne zastanawiała się, jak właściwie przy tej różnicy wieku mógł osiągnąć tyle samo, co ona? Rozumowała tak: mam czworo dzieci; cztery ciąże dają w sumie trzy lata; karmienie piersią każdego dziecka przez dziewięć miesięcy to następne trzy lata. Same ciąże i opieka nad niemowlętami zajęły sześć lat. Na dodatek, jak wyliczyła, spędziła w domu z dziećmi jeszcze ze dwa lata. Kiedy więc odjąć cały czas poświęcony wychowaniu dzieci, okaże się, że osiągnęła więcej niż jej rywal. Zwróciła na to uwagę komisji i została przyjęta.
W przemówieniu wygłoszonym w Irlandii w 2000 roku tak przedstawiła swoje poglądy: „Bardzo niewiele [feministek] mówi o wadze macierzyństwa w kategoriach praktyczno-politycznych czy traktuje je poważnie. W tym sensie współczesny feminizm jest bardzo ubogi z punktu widzenia antropologii, a może nawet odczuwa jej całkowity brak. Zamiast dociekać, co naprawdę znaczy być kobietą, czym jest kobiecość w sensie ontologicznym i egzystencjalnym, feminizm zdaje się zakładać i proponować agresywną postawę wobec mężczyzn w toczącej się między dwiema płciami walce o władzę [...] Współczesny feminizm nie wypowiada się w kwestii czym kobieta jest w swej istocie, dlatego nie ma nic do powiedzenia na temat roli macierzyństwa.”
Specyficzy wkład
Inny głos z Opus Dei dotyczący spraw kobiet zawdzięczam Marcie Manzi, która występuje też pod swoim panieńskim nazwiskiem Brancatisano. Jako włoska supernumeraria była rzecznikiem komitetu organizacyjnego uroczystości kanonizacji świętego Josemarii Escrivy w 2002 roku. Poznali się z mężem na uniwersytecie, mają siedmioro dzieci. Pani Brancatisano napisała kilka książek zajmujących się kobiecością i rodziną, między innymi The Great Adventure (Wielka przygoda) i The Gospel Explained to My Son (Jak tłumaczyłam synowi Ewangelię). Jeden z najbardziej systematycznych wykładów zawarła w książce Approach to an Anthropology of Difference (Wprowadzenie do antropologii zróżnicowania) opublikowanej w 2004 roku przez wydawnictwo Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie.
Marta Brancatisano jest krytyczna wobec “klasycznego” feminizmu. “W rewolucyjnej mgle” ruchu wyzwolenia seksualnego z 1968 roku, pisze, “kobiety ruszyły męską drogą wyrażania siebie przez działania, zrównując się we wszystkim, często w sposób przesadny, z męską mentalnością, która jednak potrzebuje otwarcia się na współistnienie z kobiecością. W ten sposób wykreowałyśmy nie tylko walkę płci – na ulicach, w mediach, a także w parlamentach i w prywatnych domach – charakteryzującą się przemocą i dążeniem do dominacji, ale także szybką i postępującą zmianę w ubiorze i stylu, obejmującą modę, język, a nawet sylwetkę.”
W tekście przeznaczonym na obrady okrągłego stołu w roku 1998, pani Brancatisano twierdziła, że kobiety powinny natomiast włączać się w pracę nie jako „ktoś tam jeszcze”, ale jako “ktoś inny”, zakładając że “jedyna ontologiczna różnica między istotami ludzkimi określona jest przez płeć” i że opieka nad rodziną i domem jest rzeczą zdecydowanie kobiecą.”
“Specyfika kobieca wyróżnia się predyspozycjami kobiety do przyjęcia drugiego człowieka”, mówi, “zapisanymi w jej organizmie i przenikającymi całą jej osobowość. W przeciwieństwie do mężczyzny, dla niej drugi człowiek nie jest tajemnicą, ale czymś, co do niej należy, kimś, o kim wie wszystko, ponieważ nosiła go w sobie. Nikt tak jak ona nie potrafi radzić sobie z ludźmi i nawiązywać z nimi kontaktów; to ona wie, jak robić to mądrze i ze szczególnym wdziękiem [...] Tę wiedzę otrzymuje genetycznie, niezależnie od warunków środowiskowych i kulturowych.” Tym samym, argumentuje Brancatisano, kobieta podchodzi do pracy polityka, pilota czy naukowca po swojemu, “zaskakująco odmiennie, a nie jako klon mężczyzny.” Jej zdaniem tylko dzięki temu społeczeństwo zacznie doceniać, tak jak powinno, wkład kobiet jako osób prowadzących dom i dbających o rodzinę. “Nie możemy oczekiwać, że rządy będą cenić pracę domową, jeśli same jako kobiety nie będziemy głęboko przeświadczone o jej znaczeniu ? nie tylko w sensie użyteczności, ale także godności i pełnej satysfakcji, jaką nam daje”, powiedziała.
Obawy związanych z Opus Dei kobiet takich jak Jutta Burggraf i Marta Brancatisano odzwierciedlają refleksje samego Escrivy, który w 1967 roku powiedział w wywiadzie: “Myślę, że upieranie się przy systematycznym przeciwstawianiu tych dwóch sfer aktywności zawodowej – zmieniając tylko akcent – doprowadziłoby łatwo ze społecznego punktu widzenia do błędu, większego niż ten, który staramy się naprawić. Wielkim błędem byłoby, gdyby kobieta porzuciła pracę wśród swoich bliskich. Również na płaszczyźnie osobistej nie można twierdzić jednostronnie, jakoby kobieta mogła osiągać swoją doskonałość jedynie poza ogniskiem domowym, tak jak gdyby czas, który poświęca swojej rodzinie, był czasem skradzionym, ze szkodą dla rozwoju i dojrzewania jej osobowości. Ognisko domowe – jakiekolwiek by było, bo kobieta samotna także ma swój dom – jest miejscem szczególnie nadającym się do osobistego wzrastania. Troska o dobro rodziny będzie zawsze dla kobiety największą chwałą. Mając pieczę nad swoim mężem i dziećmi, albo, mówiąc w sensie ogólniejszym, w codziennej pracy i trosce o to, aby wokół siebie stworzyć środowisko przytulne i kształtujące, kobieta wypełnia najważniejsze zadanie swej misji, osiągając w konsekwencji swoją doskonałość osobistą.”
"jestem wyczulona na to, czego doświadczają kobiety.”
Na temat feminizmu wypowiedział się bezpośrednio biskup Javier Echevarr(a, obecny prałat Opus Dei, w wywiadzie udzielonym w 1996 roku chilijskiemu El Mercurio: “U podstaw prawdziwego feminizmu musi się znaleźć, co oczywiste, rosnąca świadomość godności kobiety”, powiedział. “To coś zupełnie innego niż inne, zwykle agresywne rodzaje feminizmu, które usiłują głosić, że płeć człowieka jest sprawą czysto fizyczną, pozbawioną głębszego znaczenia ludzkiego albo społecznego.” Kobiety powinny mieć takie same szanse jak mężczyźni, mówił biskup, i podkreślił, że kobiety z Opus Dei osiągają sukcesy w różnych zawodach. Zacytował wypowiedź Jana Pawła II, z której wynika, że w tym znaczeniu ruch feministyczny jest “w zasadzie pozytywny”. W sytuacji równych szans “kobieta może zachować swoją tożsamość nie wpadając w pułapkę przekonania, że znajdzie tę tożsamość małpując mężczyzn lub naśladując ich gesty i zachowania.” Kobiety, mówił biskup, powinny zbuntować się przeciw pornografii tak samo jak i przeciw „żałosnym, mylnym twierdzeniom o prawie do aborcji i przeciw rozwodom, które można określić jako społeczną katastrofę, niezależnie od tego, że są wykroczeniem przeciw Bogu.”
Byłoby niesprawiedliwe, sprowadzać poglądy Jutty Burggraf, Pii de Solenni, Janne Matlary czy Marty Brancatisano jedynie do wpływów Opus Dei, jako że mają one własne, sprecyzowane zdanie. Pia de Solenni i Janne Matlary nie są nawet członkami Dzieła, a w rozmowie, którą przeprowadziłem z panią de Solenni w listopadzie 2004 roku, dała mi jasno do zrozumienia, że nie zamierza do niego wstąpić. Ponadto nikt w Opus Dei nie podpowiadał ani Jutcie Burggraf, ani Pii de Solenni, w jaki sposób mają zareagować na list wydany przez Watykan.
Nie jest też prawdą, że osoby w rodzaju Jutty Burggraf są niewrażliwe na tradycyjne nurty zainteresowania ruchu feministycznego. Jutta Burggraf opowiada, że kiedy w latach osiemdziesiątych wróciła do Niemiec po studiach na uniwersytecie, ośrodek badań mariologicznych zaproponował jej, by wystąpiła z publiczną krytyką feminizmu. Potrzebowali młodej kobiety-teologa, a Jutta świetnie się do tego nadawała. “Przeczytałam wszystkie książki z nurtu teologii feministycznej i niektóre z nich wydawały mi się nieco powierzchowne”, mówi. “Wypowiedziałam się więc szalenie krytycznie, wykazując kompletny brak wrażliwości na problemy, przed jakimi stawały kobiety, zupełnie nie próbując wyobrazić sobie siebie samej na ich miejscu. Wygłaszałam prelekcje na ten temat, wszędzie mnie zapraszano, ponieważ mówiłam dokładnie to, co konserwatyści chcieli usłyszeć. Moje teksty na ten temat ukazywały się za granicą. Dziś umieram ze wstydu, kiedy na nie patrzę. Kiedy zaczęto mnie krytykować, pomyślałam: ‘Te kobiety mają rację. Dużo przeszły, a mnie zabrakło wrażliwości w tej sprawie.’ Teraz uważam się za chrześcijańską feministkę; nie sprzeniewierzam się, oczywiście, chrześcijańskim zasadom, ale jestem wyczulona na to, czego doświadczają kobiety.”
Jednak ten nurt opinii, który reprezentują kobiety z Opus Dei stoi w sprzeczności z podejściem do spraw kobiet w szeroko rozumianej kulturze. Wyrażają one poparcie dla obowiązującego w Kościele katolickim zakazu udzielania kobietom święceń kapłańskich, są nieufne wobec klasycznego feminizmu, który ich zdaniem niweluje różnice między kobietami i mężczyznami oraz traktowały Jana Pawła II jako autentycznego feministę. Nie są to oczywiście poglądy wyłącznie członkiń Opus Dei, albo kobiet wykształconych w duchu Dzieła. Jednak spoistość opinii wewnątrz Opus Dei mocno kontrastuje z tym, co dzieje się w Kościele katolickim w ogóle, nie mówiąc już o świecie zewnętrznym.
Fragment z książki „Opus Dei” (Świat Książki 2006).
docenić macierzyństwo
31 maja 2004 roku Kongregacja Nauki Wiary, najważniejsza watykańska instytucja w kwestiach doktryny, wydała “List do biskupów Kościoła katolickiego o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie.” List krytykuje występujące współcześnie tendencje rodzące “rywalizację płci, w świetle której jestestwo i rola jednej z płci są podejmowane na niekorzyść drugiej, co w konsekwencji wprowadza do antropologii zgubne pomieszanie, mające bezpośredni i nieszczęsny wpływ na strukturę rodziny”. Jako źródło tego zamętu dokument podaje “radykalny feminizm”.
Wiele katolickich feministek z miejsca zareagowało bardzo ostro. Benedyktynka, siostra Joan Chittister, zarzuciła dokumentowi “brak elementarnego zrozumienia feminizmu, jego teorii i rozwoju”, twierdząc, że “zarówno użyta terminologia, jak i teoria, do której odwołuje się w argumentacji są żałośnie przestarzałe i żenująco tendencyjne w analizie natury feminizmu”. Ta reakcja oddaje w wielkim skrócie charakter często występującego rozziewu między Kościołem katolickim i wieloma wykształconymi, wyemancypowanymi kobietami.
Intelektualistki związane z Opus Dei przyjęły natomiast watykański dokument w bardziej wyważony sposób. Jutta Burggraf wystąpiła na przykład w obronie Watykanu. “Prawdziwe wspieranie [kobiet] nie polega na tym, by wyzwolić kobietę z jej własnego sposobu bycia”, mówi, “ale by pomóc jej być sobą. Dlatego obejmuje także nowe spojrzenie na macierzyństwo, małżeństwo i rodzinę. Jeśli w tej chwili zwalcza się stare formy nacisku społecznego, które zamykały przed kobietami drogę do wielu zawodów, skąd bierze się taki strach przed przeciwstawieniem się obecnym naciskom, dużo subtelniejszym, które oszukują kobiety, usiłując je przekonać, że znajdą spełnienie tylko poza rodziną?”
Zdaniem Burggraf Kościół opowiada się po stronie kobiet. “Kościół jest największą na świecie instytucją, która stoi po stronie kobiet”, mówi. “Żadna z agend Narodów Zjednoczonych nie ma tylu współpracowników na wszystkich kontynentach, od małej wioseczki w Afryce po najodleglejsze wyspy Pacyfiku, którzy tak jak Kościół pracują nad tym, by dać kobietom formację i pomóc im żyć godnie.”
Inna wypowiedź pochodzi od pani de Solenni, amerykańskiej katoliczki, osoby świeckiej, dyrektorki do spraw życia i kobiet w Radzie Badań nad Rodziną, prorodzinnej organizacji założonej przez Jamesa Dobsona, reprezentanta konserwatywnego nurtu chrześcijaństwa. Pia de Solenni nie należy do Opus Dei, ale zrobiła doktorat na prowadzonym przez Opus Dei rzymskim Uniwersytecie Świętego Krzyża i od ośmiu lat otrzymuje duchowe rady od księży z Dzieła. Za swoją rozprawę doktorską poświęconą rozwojowi integralnego feminizmu w świetle dzieł Tomasza z Akwinu otrzymała w 2001 roku z rąk Jana Pawła II prestiżową Nagrodę Akademii Papieskich Sprawia wrażenie dynamicznej, inteligentnej, ale i trochę aroganckiej młodej kobiety, która świetnie się czuje w wartko toczącym się życiu środowisk medialnych Waszyngtonu. Kiedy ukazał się watykański “List”, skomentowała go w przychylnym tonie na łamach National Catholic Reporter.
“Niestety, wysiłki mające na celu obronę praw kobiet przyjęły w Kościele niepomyślny obrót mniej więcej czterdzieści lat temu i zamieniły się w zażartą rozgrywkę kobiet przeciw mężczyznom. Dyskusję sprowadzono do walki o władzę, która daje nam przelotną iluzję triumfu, tylko po to, by natychmiast okazało się, że różne zdobycze przeciekają nam między palcami i pozbawiają nas zwycięstwa”, napisała. “Rywalizacja i odwet doprowadziły do impasu. Dlatego ten list nie jest listem o kobietach, jak sugeruje większość mediów. Dotyczy on kobiet i mężczyzn oraz ich wzajemnych stosunków w społeczeństwie świeckim oraz w Kościele.”
Komentarze te oddają ton, w jakim wypowiada się wiele kobiet związanych z Opus Dei w kwestiach feminizmu, płci i stosunków między nimi. Odmianie feminizmu istniejącej w Opus Dei w sumie znacznie bliżej jest do Jana Pawła II niż do Glorii Steinem.
Oto przykład Janne Haaland Matlary, matki czworga dzieci, a jednocześnie byłej wiceminister spraw zagranicznych Norwegii i profesora na wydziale nauk politycznych Uniwersytetu w Oslo, gdzie wykłada stosunki międzynarodowe. Pani Matlary, zdeklarowana katoliczka, reprezentowała Watykan 1995 roku w Pekinie, na konferencji Narodów Zjednoczonych poświęconej sprawom kobiet. Jako współpracowniczka Opus Dei często wygłasza prelekcje na spotkaniach członków Dzieła. Jest autorką książki zatytułowanej: A Time to Blossom: New Feminism (polskie wydanie: Nowy Feminizm – kobieta i świat wartości, Poznań 2000).
Mówiąc o potrzebie “nowego feminizmu”, doceniającego macierzyństwo i rodzinę, Janne Matlary sięga do własnych doświadczeń. Kiedy złożyła podanie o zatrudnienie jej na obecnym stanowisku na Uniwersytecie w Oslo, kontrkandydatem był mężczyzna. Powiedziano im, że oboje mają równe kwalifikacje, choć mężczyzna był o sześć lat młodszy. Janne zastanawiała się, jak właściwie przy tej różnicy wieku mógł osiągnąć tyle samo, co ona? Rozumowała tak: mam czworo dzieci; cztery ciąże dają w sumie trzy lata; karmienie piersią każdego dziecka przez dziewięć miesięcy to następne trzy lata. Same ciąże i opieka nad niemowlętami zajęły sześć lat. Na dodatek, jak wyliczyła, spędziła w domu z dziećmi jeszcze ze dwa lata. Kiedy więc odjąć cały czas poświęcony wychowaniu dzieci, okaże się, że osiągnęła więcej niż jej rywal. Zwróciła na to uwagę komisji i została przyjęta.
W przemówieniu wygłoszonym w Irlandii w 2000 roku tak przedstawiła swoje poglądy: „Bardzo niewiele [feministek] mówi o wadze macierzyństwa w kategoriach praktyczno-politycznych czy traktuje je poważnie. W tym sensie współczesny feminizm jest bardzo ubogi z punktu widzenia antropologii, a może nawet odczuwa jej całkowity brak. Zamiast dociekać, co naprawdę znaczy być kobietą, czym jest kobiecość w sensie ontologicznym i egzystencjalnym, feminizm zdaje się zakładać i proponować agresywną postawę wobec mężczyzn w toczącej się między dwiema płciami walce o władzę [...] Współczesny feminizm nie wypowiada się w kwestii czym kobieta jest w swej istocie, dlatego nie ma nic do powiedzenia na temat roli macierzyństwa.”
Specyficzy wkład
Inny głos z Opus Dei dotyczący spraw kobiet zawdzięczam Marcie Manzi, która występuje też pod swoim panieńskim nazwiskiem Brancatisano. Jako włoska supernumeraria była rzecznikiem komitetu organizacyjnego uroczystości kanonizacji świętego Josemarii Escrivy w 2002 roku. Poznali się z mężem na uniwersytecie, mają siedmioro dzieci. Pani Brancatisano napisała kilka książek zajmujących się kobiecością i rodziną, między innymi The Great Adventure (Wielka przygoda) i The Gospel Explained to My Son (Jak tłumaczyłam synowi Ewangelię). Jeden z najbardziej systematycznych wykładów zawarła w książce Approach to an Anthropology of Difference (Wprowadzenie do antropologii zróżnicowania) opublikowanej w 2004 roku przez wydawnictwo Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie.
Marta Brancatisano jest krytyczna wobec “klasycznego” feminizmu. “W rewolucyjnej mgle” ruchu wyzwolenia seksualnego z 1968 roku, pisze, “kobiety ruszyły męską drogą wyrażania siebie przez działania, zrównując się we wszystkim, często w sposób przesadny, z męską mentalnością, która jednak potrzebuje otwarcia się na współistnienie z kobiecością. W ten sposób wykreowałyśmy nie tylko walkę płci – na ulicach, w mediach, a także w parlamentach i w prywatnych domach – charakteryzującą się przemocą i dążeniem do dominacji, ale także szybką i postępującą zmianę w ubiorze i stylu, obejmującą modę, język, a nawet sylwetkę.”
W tekście przeznaczonym na obrady okrągłego stołu w roku 1998, pani Brancatisano twierdziła, że kobiety powinny natomiast włączać się w pracę nie jako „ktoś tam jeszcze”, ale jako “ktoś inny”, zakładając że “jedyna ontologiczna różnica między istotami ludzkimi określona jest przez płeć” i że opieka nad rodziną i domem jest rzeczą zdecydowanie kobiecą.”
“Specyfika kobieca wyróżnia się predyspozycjami kobiety do przyjęcia drugiego człowieka”, mówi, “zapisanymi w jej organizmie i przenikającymi całą jej osobowość. W przeciwieństwie do mężczyzny, dla niej drugi człowiek nie jest tajemnicą, ale czymś, co do niej należy, kimś, o kim wie wszystko, ponieważ nosiła go w sobie. Nikt tak jak ona nie potrafi radzić sobie z ludźmi i nawiązywać z nimi kontaktów; to ona wie, jak robić to mądrze i ze szczególnym wdziękiem [...] Tę wiedzę otrzymuje genetycznie, niezależnie od warunków środowiskowych i kulturowych.” Tym samym, argumentuje Brancatisano, kobieta podchodzi do pracy polityka, pilota czy naukowca po swojemu, “zaskakująco odmiennie, a nie jako klon mężczyzny.” Jej zdaniem tylko dzięki temu społeczeństwo zacznie doceniać, tak jak powinno, wkład kobiet jako osób prowadzących dom i dbających o rodzinę. “Nie możemy oczekiwać, że rządy będą cenić pracę domową, jeśli same jako kobiety nie będziemy głęboko przeświadczone o jej znaczeniu ? nie tylko w sensie użyteczności, ale także godności i pełnej satysfakcji, jaką nam daje”, powiedziała.
Obawy związanych z Opus Dei kobiet takich jak Jutta Burggraf i Marta Brancatisano odzwierciedlają refleksje samego Escrivy, który w 1967 roku powiedział w wywiadzie: “Myślę, że upieranie się przy systematycznym przeciwstawianiu tych dwóch sfer aktywności zawodowej – zmieniając tylko akcent – doprowadziłoby łatwo ze społecznego punktu widzenia do błędu, większego niż ten, który staramy się naprawić. Wielkim błędem byłoby, gdyby kobieta porzuciła pracę wśród swoich bliskich. Również na płaszczyźnie osobistej nie można twierdzić jednostronnie, jakoby kobieta mogła osiągać swoją doskonałość jedynie poza ogniskiem domowym, tak jak gdyby czas, który poświęca swojej rodzinie, był czasem skradzionym, ze szkodą dla rozwoju i dojrzewania jej osobowości. Ognisko domowe – jakiekolwiek by było, bo kobieta samotna także ma swój dom – jest miejscem szczególnie nadającym się do osobistego wzrastania. Troska o dobro rodziny będzie zawsze dla kobiety największą chwałą. Mając pieczę nad swoim mężem i dziećmi, albo, mówiąc w sensie ogólniejszym, w codziennej pracy i trosce o to, aby wokół siebie stworzyć środowisko przytulne i kształtujące, kobieta wypełnia najważniejsze zadanie swej misji, osiągając w konsekwencji swoją doskonałość osobistą.”
"jestem wyczulona na to, czego doświadczają kobiety.”
Na temat feminizmu wypowiedział się bezpośrednio biskup Javier Echevarr(a, obecny prałat Opus Dei, w wywiadzie udzielonym w 1996 roku chilijskiemu El Mercurio: “U podstaw prawdziwego feminizmu musi się znaleźć, co oczywiste, rosnąca świadomość godności kobiety”, powiedział. “To coś zupełnie innego niż inne, zwykle agresywne rodzaje feminizmu, które usiłują głosić, że płeć człowieka jest sprawą czysto fizyczną, pozbawioną głębszego znaczenia ludzkiego albo społecznego.” Kobiety powinny mieć takie same szanse jak mężczyźni, mówił biskup, i podkreślił, że kobiety z Opus Dei osiągają sukcesy w różnych zawodach. Zacytował wypowiedź Jana Pawła II, z której wynika, że w tym znaczeniu ruch feministyczny jest “w zasadzie pozytywny”. W sytuacji równych szans “kobieta może zachować swoją tożsamość nie wpadając w pułapkę przekonania, że znajdzie tę tożsamość małpując mężczyzn lub naśladując ich gesty i zachowania.” Kobiety, mówił biskup, powinny zbuntować się przeciw pornografii tak samo jak i przeciw „żałosnym, mylnym twierdzeniom o prawie do aborcji i przeciw rozwodom, które można określić jako społeczną katastrofę, niezależnie od tego, że są wykroczeniem przeciw Bogu.”
Byłoby niesprawiedliwe, sprowadzać poglądy Jutty Burggraf, Pii de Solenni, Janne Matlary czy Marty Brancatisano jedynie do wpływów Opus Dei, jako że mają one własne, sprecyzowane zdanie. Pia de Solenni i Janne Matlary nie są nawet członkami Dzieła, a w rozmowie, którą przeprowadziłem z panią de Solenni w listopadzie 2004 roku, dała mi jasno do zrozumienia, że nie zamierza do niego wstąpić. Ponadto nikt w Opus Dei nie podpowiadał ani Jutcie Burggraf, ani Pii de Solenni, w jaki sposób mają zareagować na list wydany przez Watykan.
Nie jest też prawdą, że osoby w rodzaju Jutty Burggraf są niewrażliwe na tradycyjne nurty zainteresowania ruchu feministycznego. Jutta Burggraf opowiada, że kiedy w latach osiemdziesiątych wróciła do Niemiec po studiach na uniwersytecie, ośrodek badań mariologicznych zaproponował jej, by wystąpiła z publiczną krytyką feminizmu. Potrzebowali młodej kobiety-teologa, a Jutta świetnie się do tego nadawała. “Przeczytałam wszystkie książki z nurtu teologii feministycznej i niektóre z nich wydawały mi się nieco powierzchowne”, mówi. “Wypowiedziałam się więc szalenie krytycznie, wykazując kompletny brak wrażliwości na problemy, przed jakimi stawały kobiety, zupełnie nie próbując wyobrazić sobie siebie samej na ich miejscu. Wygłaszałam prelekcje na ten temat, wszędzie mnie zapraszano, ponieważ mówiłam dokładnie to, co konserwatyści chcieli usłyszeć. Moje teksty na ten temat ukazywały się za granicą. Dziś umieram ze wstydu, kiedy na nie patrzę. Kiedy zaczęto mnie krytykować, pomyślałam: ‘Te kobiety mają rację. Dużo przeszły, a mnie zabrakło wrażliwości w tej sprawie.’ Teraz uważam się za chrześcijańską feministkę; nie sprzeniewierzam się, oczywiście, chrześcijańskim zasadom, ale jestem wyczulona na to, czego doświadczają kobiety.”
Jednak ten nurt opinii, który reprezentują kobiety z Opus Dei stoi w sprzeczności z podejściem do spraw kobiet w szeroko rozumianej kulturze. Wyrażają one poparcie dla obowiązującego w Kościele katolickim zakazu udzielania kobietom święceń kapłańskich, są nieufne wobec klasycznego feminizmu, który ich zdaniem niweluje różnice między kobietami i mężczyznami oraz traktowały Jana Pawła II jako autentycznego feministę. Nie są to oczywiście poglądy wyłącznie członkiń Opus Dei, albo kobiet wykształconych w duchu Dzieła. Jednak spoistość opinii wewnątrz Opus Dei mocno kontrastuje z tym, co dzieje się w Kościele katolickim w ogóle, nie mówiąc już o świecie zewnętrznym.
Fragment z książki „Opus Dei” (Świat Książki 2006).
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







