Za początek życia można uważać tylko dwa momenty: poczęcie albo urodzenie
![]()
Kompromis polityczny nieraz osiąga się dzięki sformułowaniom niedookreślonym. Pytania, jakie rodzą przyjmowane w ten sposób uregulowania, zostawiane są umyślnie bez odpowiedzi; pewnych zagadnień nie porusza się nawet w debacie parlamentarnej. Gdy jednak wynik kompromisu zaczyna obowiązywać - jeśli nie ma on pozostać pustą literą - rodzi się nagląca potrzeba udzielenia precyzyjnych odpowiedzi tak w teorii, jak i praktyce. Kwestie podstawowe i trudne zarazem, jak prawo do życia, łatwo padają ofiarą owej niedookreśloności. Tym bardziej jednak nie wolno ich na jej żer zostawić. W 1993 r. Trybunał Konstytucyjny odnalazł rangę konstytucyjną zasady godności człowieka, o której dziś mówi art.30 konstytucji, w zasadzie państwa prawnego, z tego powodu, że postrzega ono człowieka i dobra dla niego najcenniejsze jako naczelną wartość. Tuż przed wejściem wżycie obowiązującej dzisiaj konstytucji Trybunał równie słusznie uznał, że z samej istoty demokratycznego państwa prawnego wynika prawo dożycia. Znalazło to w art. 38 konstytucji potwierdzenie, ale nie ostateczne wyjaśnienie. Powstają bowiem przynajmniej dwa zasadnicze pytania: kiedy życie ludzkie cieszy się prawną ochroną; co to znaczy, że prawo dożycia nie ma absolutnego charakteru.
Zdaniem Trybunału jeżeli treścią zasady państwa prawa jest zespół podstawowych dyrektyw wyprowadzanych z istoty demokratycznie stanowionego prawa, a gwarantujących minimum jego sprawiedliwości, to pierwszą taką dyrektywą musi być respektowanie w państwie prawa wartości, bez której wykluczona jest wszelka podmiotowość prawna, tj. życia ludzkiego od początków jego powstania" (orzeczenie z 28 maja 1997 r.; K. 26/96). Nie przyjęto wprost podmiotowego prawa nasciturusa do ochrony życia, ale życie człowieka przed urodzeniem określono jako wartość konstytucyjną. Uznano, że z całokształtu norm i zasad konstytucyjnych wynika obiektywny system wartości, który każe traktować poczęte życie jako samoistne dobro prawne, któremu przysługuje konstytucyjna ochrona.
Pytania o zakres ochrony
Za początek życia można uważać w zasadzie tylko dwa momenty: poczęcie albo urodzenie. Dla zatrzymania się na drugim z nich trudno w świetle współczesnej medycyny, ale i społecznych przekonań, znaleźć zrozumienie. Nie można podać kryterium, które pozwoliłoby ustalić kategorialną zmianę, jaka zachodzi w fazie porodu. Dlatego prawną ochronę zasadnie rozciąga się przed urodzeniem - czyni tak nie tylko Trybunał, ale przede wszystkim ustawodawca zwykły.
Pada wszelako pytanie, jak daleko przed urodzeniem ta ochrona musi się rozciągać: co więc znaczy użyte wart.38 wyrażenie "każdy człowiek", skoro przekonanie Trybunału o konieczności ochrony życia przed urodzeniem nie straciło swej aktualności pod rządami obecnej konstytucji?
Trybunał stwierdził: "Wartość konstytucyjnie chronionego dobra prawnego, jakim jest życie ludzkie, w tym życie rozwijające się w fazie prenatalnej, nie może być różnicowana. Brak jest bowiem dostatecznie precyzyjnych i uzasadnionych kryteriów pozwalających na dokonanie takiego zróżnicowania w zależności od fazy rozwojowej ludzkiego życia. Od momentu powstania życie ludzkie staje się więc wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej".
Nie chodzi więc tylko o granicę, jaką stanowi urodzenie, lecz także o sam początek. Medyczne argumenty z faz kolejno następujących po zapłodnieniu nie przekonują do ingerencji normą prawną. A wobec wątpliwości nie pozostaje nic innego, jak uznać, że ochrona obejmuje cały początek życia. Nie oznacza to oczywiście, że na sciturusowi przysługuje tym samym pełna ochrona z tytułu wszystkich konstytucyjnych praw i wolności. Trybunał mówił o różnej intensywności ochrony. Nie wiem, czy to najbardziej fortunne sformułowanie, jednak z pewnością część z tych praw i wolności - a przynajmniej możliwość ich realizacji - wiąże się z poziomem dojrzałości fizycznej, psychicznej czy społecznej. Dla zakresu ochrony w konkretnych wypadkach będzie miał znaczenie wynik rozstrzygnięcia sytuacji kolizyjnych, kiedy realizacja jednego prawa lub wolności wpływa na zakres realizacji innego prawa lub wolności.
Konflikt dóbr
Trybunał za zasadę przyjął zakaz przerywania ciąży, podobnie jak sądy konstytucyjne większości państw europejskich, które dopuszczalność aborcji konstruują jako wyjątki od tej zasady.
Ocena wyjątków przyjmowanych przez ustawodawcę zwykłego obraca się wokół konfliktu dóbr. Jak podkreślił sędzia TK Lech Garlicki w zdaniu odrębnym do orzeczenia z 28 maja 1997 r., nie ma wątpliwości co do istnienia konstytucyjnego nakazu ochrony życia płodu. Zgodził się, że ochrona nie może mieć charakteru absolutnego oraz że aborcję trzeba traktować, nawiązując do zasady proporcjonalności, jako sytuację wyjątkową. Wobec tego spór dotyczy kryterium ważenia wartości, gdy chce się odpowiedzieć, czy ustawodawca zwykły może w określonych sytuacjach przyzwalać na przerywanie ciąży.
Życie narodzone odżycia nienarodzonego odróżnia się przez związek z organizmem matki. Do urodzenia nasciturus jest samoistny, ale i ukryty w ciele matki. Konflikt jego prawa do życia z prawem dożycia matki nie budzi wątpliwości. Nasuwają się one natomiast, gdy pytamy o prawidłowość dokonanego bilansu oraz o adekwatność przyjętych przez ustawodawcę kryteriów rozstrzygania możliwych kolizji z jej prawem do zdrowia, godności, prywatności czy życia rodzinnego. Wynika to głównie z tego, że ochrona godności matki nie staje na równi z prawem do życia jej dziecka. Uzasadnienia zdania przeciwnego budzą poważne wątpliwości. Po pierwsze: nikt poważnie nie twierdzi, że aborcja jest obiektywnie dobra. Jeśli się ją dopuszcza, to ze względu na realizację innego dobra, ale nigdy dla niej samej. Wobec tego sama aborcja stanowi zamach na godność matki. Po drugie: w perspektywie konstytucyjnej dostrzega się obowiązki matki związane z ciążą, porodem i wychowaniem dziecka. Toteż in abstracto interes kobiety nie może być uznany za stojący wyżej w hierarchii wartości od prawa nasciturusa do życia. Pomijając poezję czy uniesienia kaznodziejów, trudno na gruncie prawa upierać się, że od matki oczekuje się heroizmu. W tym sensie bowiem wszystkie matki, babki, prababki, aż do Ewy, są bohaterkami, i to wielkimi: ich organizm stał się gwarantem życia dziecka. Dziwnie natomiast - zwłaszcza gdy mowa o godności -brzmi pogląd, że nie można żądać od kobiety ofiar i poświęceń, które w sposób oczywisty przekroczą zwykłą miarę obowiązków związanych z ciążą, porodem i wychowaniem dziecka. Gdy chodzi o wychowanie dziecka, absurdalność tej tezy jest w praktyce uznana. Co zaś się tyczy ciąży i porodu, nie można zakładać, że kobieta, decydując się na poczęcie (czy nawet wówczas, gdy poczęcie nie jest świadome), godzi się na ciążę i poród nieprzekraczające zwyczajnej miary dolegliwości (utrzymujących się w medycznej normie?).
Kolizję można rozwiązać
Z poglądem, że prawo do życia nie ma charakteru absolutnego, wszyscy się zgadzają. Jego treść w sposób najbardziej spójny należałoby postrzegać następująco: życie czy to po urodzeniu, czy przed urodzeniem jest zawsze prawnie chronione, ale są sytuacje, w których nie ma odpowiedzialności za pozbawienie życia lub jest ona zmniejszona. Inaczej rozpoczyna się dość śliska interpretacja, kiedy życie wychodzi spod ochrony i co to znaczy, że spod niej wychodzi. Kwestia dotyczy zarówno oceny norm pozwalających funkcjonariuszom na użycie broni, jak i dopuszczalności przerywania ciąży. Państwo nie musi więc środkami prawa karnego doprowadzać zawsze do donoszenia ciąży. Co innego bowiem podstawa kryminalizacji, a co innego zastosowanie sankcji karnej i jej rodzaj. Zasada konieczności sankcji nakazuje, aby spośród środków skutecznych wybierać te najmniej uciążliwe dla jednostki.
Dotychczasowe rozważania prowadzą do wniosku, że konsekwencją uznania prawa nasciturusa do życia nie jest pozbawienie kobiety ochrony zdrowia czy wolności. Kolizję ustawodawca może rozwiązywać przy zachowaniu zasady proporcjonalności i uwzględnieniu sytuacji kobiety. Dlatego postanowienia konstytucji warto doprecyzować: po pierwsze, by stworzyć przeszkodę zmianom ustawodawczym, które negowałyby konstytucyjną wartość życia ludzkiego przed urodzeniem; po drugie, by nie można było wnioskować, że przy wyjątkach istnieje prawo do aborcji. Zmiana konstytucji w tej materii nie przesądza o rozstrzygnięciach ustawodawcy zwykłego. Najdziwniejsze, także z punktu widzenia techniki legislacyjnej, byłoby wpisywanie obecnych uregulowań ustawowych do konstytucji. Lepiej pozostawiać ustawodawcy zwykłemu rozstrzygnięcie kolizji realizacji nakazu ochrony życia przed urodzeniem z obowiązkiem ochrony lub zagwarantowaniem realizacji innych praw lub wolności. Ustawodawca zwykły będzie mógł dokonać bardziej szczegółowego ich ważenia i zdecydować przede wszystkim, czy oraz ewentualnie jaką sankcję zastosować.
Reasumując: uregulowań obowiązującej ustawy nie należałoby uważać co do zasady za sprzeczne ze zmienioną konstytucją: czy to przez poszerzenie art. 38 (dopisanie "od momentu poczęcia do naturalnej śmierci", co jest przedmiotem obecnej debaty parlamentarnej), czy też przez nowelizację art. 30 (jak proponował sędzia Mariusz Żelichowski w "Rz" z 21 grudnia 2006 r.).
Pozostawienie ustawodawcy zwykłemu rozstrzygnięcia kolizji pozwala na większą elastyczność regulacji, gdy chodzi o odstąpienia czy ograniczenia sankcji karnej. Jej stosowanie powinno przecież brać pod uwagę aktualne oceny społeczne dotyczące karygodności zachowań. Proponowane zmiany konstytucji w zasadzie nie godzą w rezygnację z karalności za przerwanie ciąży w warunkach przewidzianych w ustawie. Natomiast opinia społeczna może się w przyszłości na tyle zmienić, że akceptacja ochrony życia dziecka poczętego spowoduje wzrost przekonań o potrzebie zaostrzenia także ochrony karnoprawnej. Podobnie jak dziś za sprawę niecierpiącą zwłoki należy uznać wprowadzenie ustawowej klauzuli sumienia, pozwalającej lekarzowi odmówić wykonania oczekiwanego od niego zabiegu przerwania ciąży.
Ks. Franciszek Longchamps de Bérier
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







