W oku cyklonu
W pustym Luwrze kustosz Sauniere nie ma szans uciec przed bezwzględnym mężczyzną w kapturze. Ten bawi się swoją ofiarą. Strzela mu w brzuch i odchodzi skazują starca na powolną śmierć. Tak zaczyna się "Kod Leonarda da Vinci", w którym Dan Brown ukazuje członk Opus Dei jako morderców i manipulatorów.
Opus Dei oskarżana była z jednej strony o przynależność do masonerii, z drugiej - o reakcyjność i manipulatorstwo. Legendy o tej najpotężniejszej świeckiej organizacji kościelnej powstały trochę na jej własną prośbę. Działa jawnie, ale się nie afiszuje; jej członkowie grają na giełdzie, jednak nie wiadomo dokładnie jakie ma dochody. Cieszyła się dużym poparciem Jana Pawła II i kardynała Ratzingera, obecnego papieża Benedykta XVI, ale ma tez w Kościele wielu przeciwników.
Masoneria w Kościele?
Środowiska świeckie i antyklerykalne nazywają często Opus Dei (Dzielo Boże) kościelną mafią, masonerią. Czy rzeczywiście władza Dzieła, które za hasło postawiło sobie niewinna. maksymę: „Uświęcać przez pracę", jest tak rozległa jak niegdyś wpływy masońskich lóż?
- Bałbym się takich porównań. Dzieło to bardziej skomplikowana kwestia -mówi prof. Andrzej Chwalba, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
OD oskarżano o współpracę z reżimem Franco. Wielu członków walczyło po jego stronie w wojnie domowej, było tez kilku ministrów OD w ostatnim rządzie Franco. Ocena historyków nie jest jednak jednoznaczna.
- Po pierwsze, to silnie zdecentralizowana organizacja: należeli tam ci, którzy wspierali system, ale tez jego ofiary. Po drugie, przygotowywali de facto demokratyzację Hiszpanii. Stopniowo wchodzili w system, aby go osłabić, ułatwili tez zbudowanie gospodarki rynkowej - mówi profesor. Przyznaje jednak, ze oportunistyczna postawa wobec systemu jest moralnie nie do obrony.
Po upadku reżimu ludzie Dzieła rzeczywiście zajmowali wysokie stanowiska w chadeckim rządzie Jose Marii Aznara, który cenił ich jako znających mechanizmy i potężnych ludzi biznesu.
Profesor Chwalba zwraca uwagę, ze na mit wszechmocnej organizacji nałożył się element popkulturowy, wytworzony wokół Dzieła przez media.
- To nowoczesna korporacja katolicka. Jej szefowie zrozumieli, ze np. uniwersytety mogą być doskonale funkcjonującymi przedsiębiorstwami. Jednocześnie podważają standardy laickiej Europy, zwracając uwagę na chrześcijańskie wartości - mówi profesor.
Dyskretni działacze
Jedną z cech charakterystycznych Dzieła jest- jak to określają jej członkowie - dyskrecja. Osoby świeckie naleząc do OD same decydują, czy ujawniać swoje członkostwo.
Na świecie wielu wpływowych ludzi finansistów, polityków, ludzi mediów należy do organizacji, jednak niechętnie o tym mówią.
Wiadomo, ze sympatykami bądź członkami Dzieła są m.in. minister kultury Michał Ujazdowski czy poseł Jarosław Sellin. Nie chcą jednak się wypowiadać. Czyżby członkostwo w OD było wstydliwe?
- To prywatna sprawa każdego członka. Nie chcemy, żeby poszczególne osoby korzystały z tego, ze należą. do Dzieła -mówi Kazimierz Ginter, numerariusz (świecki członek) z Krakowa.
Paweł Kowal, szef sejmowej komisji ds. kultury i środków przekazu, który ma kontakt z członkami Dzieła, przyznaje, ze hamulcem może być również swoiste tabu, jakim jest dziś otoczone życie religijne.
- Proste pytania o wyznanie czy praktyki religijne stały się skomplikowane, otoczone mnóstwem barier. Sam się łapię na tym, ze juz ich nie zadaję, żeby nie być o cos posądzonym - mówi.
Przytakuje mu ks. prałat Piotr Prieto, wikariusz prałata Opus Dei w Polsce.
- Artysta, który należy do ochrzczonej jako konserwatywna organizacji katolickiej, może budzić kontrowersje. Działa tutaj mechanizm nietolerancji osób tolerancyjnych, czyli dopóki nie masz zasad, nie jesteś groźny, a jeśli masz - to jesteś fundamentalista. - mówi.
Wewnętrzne spory
Jednak Dzieło jest kontestowane również w łonie samego Kościoła. Najbardziej jest znany ich konflikt z zakonem jezuitów, któremu Opus Dei wszedł w drogę rozwijając działalność edukacyjną. Na Filipinach i w Japonii organizacja przejęła uniwersyteckie ośrodki jezuitów. Mówi się też, ze Dzieło ma przejąć zarządzane przez jezuitów Radio Watykańskie. Opus Dei obawiają. się tez niektóre kręgi rzymskiej kurii. Zarzucają, ze powstał kościół w Kościele; ciało niezależne od urzędników.
OD miało jednak - i ma - potężnych sprzymierzeńców w Watykanie. Zmarły Papież był jego entuzjastą. Przekształcił Dzieło w prałaturę personalną (niepodlegającą lokalnej władzy kościelnej), a w 2002 r. kanonizował założyciela OD Josemarię Escrivę. Każdego roku spotykał się ze studentami OD. Członków tej organizacji zaczęto z czasem nazywać „papieskimi komandosami".
Wielu wysokich rangę (członków Opus Dei pełniło znaczące funkcje m.in. w watykańskiej Kongregacji ds. Nauki Wiary, kierowanej przez kard. Ratzingera. Wikariusz generalny Dzieła, prałat Fernando Ocariz, był jednym z głównych autorów dokumentu „Dominus Iesus" (odnosił się m. in. do możliwości zbawienia wyznawców różnych religii). Członkiem Dzieła jest również wieloletni rzecznik Watykanu, Joaquin Navarro-Valls.
Bogaci czy biednie
Do elementu władzy w legendzie Dzieła dołącza się mit bogactwa. Porównuje się OD do zakonu templariuszy. Duża część wpływów pochodzi z datków członków, którzy oddają organizacji część dochodów. Wielu z nich to poważne figury w świecie finansjery (m.in. Luis Valls, b. prezes hiszpańskiego Banco Popular). Członkowie OD posiadają wiele obiektów na świecie - najbardziej prestiżowe z nich to uniwersytety: Navarry w Pampelunie i Santa Croce w Rzymie, ale tez spektakularne siedziby, jak np. 17-piętrowy wieżowiec w najdroższym miejscu Manhattanu. Jak obliczył dziennikarz John Allen w książce „Opus Dei", aktywa dziel korporacyjnych (majątek np. nieruchomości zarządzane przez członków Opus Dei ale nie należące do organizacji) wyniosły w 2004 r. 2,8 mld dolarów, z czego większość pieniędzy była zamrożona w szkołach, szpitalach etc.
Pablo Elton, administrator generalny OD w Rzymie, przyznał, ze rzymska centrala OD nie otrzymuje od nich raportów finansowych. Tłumaczył, ze są to instytucje zarządzane przez osoby sowieckie i organizacja nie ma prawa ich kontrolować.
Wysoki poziom
Zupełnie inny obraz organizacji wylania się w Polsce, gdzie Opus Dei dopiero kiełkuje (powstało w 1990 r. i posiada 14 ośrodków w czterech miastach). To głownie akademiki i tzw. ośrodki formacyjne, w których odbywają się rekolekcje i wykłady.
Organizacja ma juz jednak ugruntowaną opinię solidnej instytucji.
- Uczestniczyłem kilka razy w rekolekcjach. Przyznam, ze było to świetnie zorganizowane i stojące na wysokim poziomie, zarówno religijnym, jak i intelektualnym, przedsięwzięcie - podkreśla Paweł Kowal.
W Krakowie Dzieło ma dwa kilkunastoosobowe akademiki (dla dziewcząt i chłopców) - wyposażenie, jak na warunki studenckie, jest bardziej niż przyzwoite, Na pytanie, skąd takie wygody, dyrektor Aneta Motyczyńska tłumaczy:
- Zamożność organizacji to kwestia względna. Podobnie jak fundacje, na wszystko szukamy sponsorów, dostajemy też pieniądze z Unii Europejskiej -podkreśla. Ośrodek jest mały, ale prężny - organizuje m.in. warsztaty dzienni-karskie i filmowe dla młodzieży, wyjazdy za granicę, kursy językowe.
W ośrodkach panują, według slow ich szefów, dość liberalne kryteria.
- Przyjmujemy każdego, kto chce tu mieszkać - nie pytając, czy jest katolikiem, a nawet czy jest wierzący. Nie stosu-jemy zasady „cos za cos", nie narzucamy się z rekolekcjami czy spotkaniami. Czekamy aż student sam o nie zapyta - zapewnia Kazimierz Ginter, dyrektor bursy Opus Dei „Barbakan" w Krakowie.
Posłuszeństwo kontrolowane?
Skoro jednak Opus Dei nic nie narzuca, skąd się biorą opowieści o zakonnym drylu i sekciarstwie?
- Nie jesteśmy zakonem, nie składamy ślubów ubóstwa ani posłuszeństwa -mówi Kazimierz Ginter.
Wśród części członków, którzy odeszli z OD, panuje przekonanie, ze organizacja wywiera presję w celu wymuszenia posłuszeństwa. Opisywali oni wiele metod kontroli sprawowanej przez OD nad członkami organizacji: spowiedź tylko u księży z OD, wyznawanie swoich błędów przed całą grupą przegląd prywatnej korespondencji przez przełożonych, kontrola dostępu do prasy, straszenie potępieniem tych, którzy chcą z Dzieła odejść. Na ile zasadne są te zarzuty?
- Wyznanie błędów przed grupą nie jest obowiązkowe. To takie szukanie wsparcia - zapewnia Ginter. Dodaje również, ze kontrolę korespondencji dawno zniesiono. Natomiast co do straszenia tych, co odchodzą... - Mówi się, ze jeśli ktoś ma powołanie i je traci, to może powodować skutki moralne. Bóg czegoś od niego oczekuje i przykro, by było to stracone - tłumaczy. Przyznaje również, ze kontroluje się dostęp do telewizji.
Wiele legend krąży tez na temat ascetyzmu członków Dzieła. Członkowie (nie wszyscy) biczują się specjalnym sznurkowym pejczem i noszą. tzw. cilicio (rodzaj kolczastej obręczy) na udzie godzinę dziennie.
Czy to nie dowodzi, ze Dzieło ma charakter sekty? Czemu ma to służyć?
- Powściąganiu pokus - wyjaśnia z uśmiechem Kazimierz Ginter.
- To część starej katolickiej tradycji. Ale nie bardzo boli. Sq gorsze rzeczy, np. zimny prysznic - dodaje.
Mieszanie w głowach
Przyznaje, ze od momentu wejścia „Kodu Leonarda" na rynek księgarski, zdarza mu się odpowiadać na wiele pytań dotyczących Dzieła. - Studenci przychodząc do bursy pytają mnie, gdzie są ukryte zwłoki - śmieje się Ginter.
Jednak sama premiera ksiązki nie była okazją do śmiechu. Władze OD negocjowały z producentami filmu, by zmienić watek dotyczący Opus Dei. Odebraliśmy ją jako atak na sam Kościół i próbę mieszania ludziom w głowach - przyznaje ks. Prieto. Książka, w której sugeruje się m.in., ze Jezus miał potomstwo z Maria. Magdalena, została skrytykowana przez Benedykta XVI i Episkopat Polski, który nazwał ją komercyjnym przedsięwzięciem mającym na celu podważenie autorytetu Kościoła".
- Podobne chwyty są nieładne -przyznaje Kazimierz Ginter. Zwraca uwagę na paradoks, który wiąże się z popularnością tej ksiązki - zainteresowanie metafizyka. - Ludzie zaczynają. na nowo czytać Ewangelię, pytać.
„Kod..." sprawił, ze ludzie checą wiedzieć, jak było naprawdę - mówi.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







