Szuflada Artykuły o Opus Dei Opus Dei od kuchni
REKLAMA

PostHeaderIcon Opus Dei od kuchni

Odkodować Opus Dei. Irena Świerdzewska. Idziemy 10-VI-2006. Tajna organizacja kościelna dążąca do władzy nad światem? Katolicka Al-Kajda? Agentura Watykanu do zadań specjalnych? Czym jest naprawdę Opus Dei? Dzieło Boże, bo tak brzmi dosłowne tłumaczenie łacińskiej nazwy, od czasów powstania budzi skrajne odczucia. Nie tylko w kręgach laickich, ale także kościelnych. Wśród świeckich pokutuje stereotyp elitarnej organizacji dla ludzi zamożnych, dobrze wykształconych i na wysokich stanowiskach. Wśród części duchownych daje się wyczuć dystans wobec Dzieła ze względu na jego ewangeliczny radykalizm i wyłamywanie się z tradycyjnych struktur parafii i diecezji.

Czarna legenda

Opus Dei rodziło się tuż przed wybuchem wojny domowej w Hiszpanii. W Święto Aniołów Stróżów,  2 X 1928 r. młody ksiądz Josemaria Escriva de Balaguer w czasie rekolekcji doznał widzenia. Zobaczył rzesze świeckich różnych ras, którzy szukali Boga w codziennym życiu.

Świętość nie tylko dla zakonnic i księży, ale też dla świeckich wykonujących dobrze swoją pracę, żyjących w rodzinach - takie było objawione mu przesłanie Opus Dei. Jan Paweł II mówił później, że ks. Escriva swoimi tezami o powszechnym powołaniu do świętości wyprzedził, nauczanie Soboru Watykańskiego II.

Bożą wizję Escriva szerzył najpierw wśród studentów, spotykając się z nimi w domach, a potem w zakładanych dla nich akademikach. Dzieło musiało działać coraz ostrożniej. Szczególnie kiedy w Hiszpanii wybuchła rewolucja i "czerwoni", dopuszczali się rzezi na katolikach, a zwłaszcza księżach i zakonnicach. Takie okoliczności przyczyniły się do postrzegania Opus Dei, również przez katolików  przez pryzmat tajemniczości, a nawet spisku.

Coraz częściej pod adresem Dzieła kierowano oskarżenia o działalność paramasońską. W kolejnych dziesięcioleciach takie opinie były kreowane przez media. Do tego stopnia, że kiedy w 1993 r. Mediolanie i Rzymie nastąpiła seria wybuchów samochodów pułapek, jeden z największych włoskich dzienników, jako winowajcę wskazał Opus Dei - "potężną finansową i biznesową agendę Stolicy Apostolskiej". Oskarżenia nie ustały nawet wtedy, gdy Jan Paweł II nadał dziełu jako jedynej organizacji w Kościele katolickim status Parałatury Personalnej. Nie ustają nadal, choć w dniu kanonizacji ks. Escrivy, Jana Paweł II nazwał go świętym na dzisiejsze czasy.


Tajemnicza organizacja

Josemaria Escriva tworząc struktury Opus Dei przeznaczone z zasady dla świeckich unikał używania terminów zaczerpniętych wprost z kościelnego żargonu. Dlatego członków Dzieła tytułował tak samo, jak Hiszpanii nazywani byli urzędnicy państwowi poszczególnych szczebli. I tak używane w Opus Dei określenie „Numerariusz” oznaczało stopień samodzielnego pracownika w administracji państwowej. Odpowiadało też tytułowi profesora zwyczajnego. W odróżnieniu od niego „Suprenumerariusz” to odpowiednik profesora nadzwyczajnego albo urzędnika pracującego pod cudzym nadzorem. Przyjęte nazewnictwo miało podkreślać zwyczajność życia w Dziele a nie budować jego tajemniczość.
 
Nikt z członków Opus Dei, z którymi rozmawiam, pytany o przynależność do Dzieła nie ukrywa tego faktu. Ale z zasady nie afiszuje się z tym. Podobnie zresztą jak członkowie wspólnot w Kościele jak choćby Neokatechumenat czy Odnowa w Duchu Świętym, którzy w pracy i na ulicy nie noszą plakietek identyfikujących ich z konkretnym ruchem

Ks. Escriva w wywiadzie dla amerykańskiego tygodnika "Time" w 1967 r. wyjaśniał: "Członkowie Opus Dei nienawidzą tajności, ponieważ są zwykłymi wiernymi, pod każdym względem takimi jak wszyscy. Fakt przynależności do Dzieła nie zmienia ich statusu. Nie miałoby przecież sensu chodzenie po ulicy z transparentem: "Służę Bogu". Takie zachowanie nie miałoby nic wspólnego z zachowywaniem świeckiego charakteru".

Szyldów z napisem: „Opus Dei” nie ma również na budynkach, w których Dzieło ma swoje siedziby. Jednym z nich jest piętrowy dom przy ul. Krzyckiego w Warszawie. Od sąsiednich nie różni się prawie niczym. Może tylko tym, że jest bardziej zadbany. Wewnątrz oprócz jadalni, salonu i sypialni mieści również kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Podobnie wyglądają inne domy Dzieła  w stolicy: dla mężczyzn przy Górnośląskiej, dla studentów przy ul. Filtrowej, dla studentek przy ... Informacje o tym co dzieje się w Opus Dei nie należą do tajnych. Można je znaleźć na stronie www.opusdei.org.pl czy www.episkopat.pl

Zabawne jest to, że wielu próbowało się doszukiwać tajemnego przesłania w symbolice, którą można spotkać w ośrodkach Opus Dei. Jest to krzyż wpisany w okrąg – symbol uświęcenia wszystkiego, co ziemskie (to jest oficjalna pieczęć prałatury Opus Dei) u; róża mistyczna – symbol życia wewnętrznego oraz osiołek i kaczka. Św. Josemaria często bowiem  mówił swoim duchowym synom aby naśladowali osiołka, który na własnym grzebiecie niósł Chrystusa do Jerozolimy i podobnie nieśli współczesnemu światu Ewangelię. Bo chociaż osiołek jest zwierzęciem upartym, to jest również bardzo wytrwały w pracy. Z kolei swoim córkom duchowym założyciel Opus Dei często mówił o kaczkach, które rzucone na głęboką wodę, szybko uczą się pływać.

Tylko dla elit?

Do Opus Dei może przyjść każdy. - Jeśli ktoś sądzi, że Dzieło jest klubem dla elit czy ma wymiar towarzyski, to przychodząc na spotkania, szybko się przekona, że tak nie jest. Przychodzą tu ludzie różnych zawodów. Wszyscy słyszą, że trzeba więcej od siebie wymagać, częściej chodzić na Mszę św. i częściej się spowiadać -  mówi ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski.  

Sylwia Watrakiewicz, matka trójki dzieci, pracuje w zakładzie poprawczym dla nieletnich. Od 10 lat związana jest z Opus Dei, - Nigdy nie stawiano warunków  kto może przychodzić do ośrodka, a kto nie. Jeśli ktoś przychodzi tylko po to, aby nawiązać dobre kontakty, to u nas tego nie znajdzie. Nie jesteśmy towarzystwem wzajemnej adoracji. Przychodzimy po to, by zaczerpnąć coś dla życia duchowego i wrócić do środowisk, w których żyjemy i pracujemy.

W ośrodku rekolekcyjnym Dworek koło Mińska Mazowieckiego, Opus Dei prowadzi kursy dla dziewcząt z wiosek i małych miasteczek. Tu uczą się wielu praktycznych rzeczy, które przydadzą im się w staraniach o pracę i w życiu rodzinnym. Dla kobiet z wiosek prowadzi się kursy agroturystyki. W planach jest utworzenie szkoły gastronomiczno-hotelarskiej.

W rzeczywistości Opus Dei otwiera się także na współpracę z ludźmi innych wyznań chrześcijańskich i z niewierzącymi. Każdy może zostać współpracownikiem, a więc korzystać z formacji Dzieła i wspierać różne jego inicjatywy swoją pracą albo finansowo.

Członkowie i przyłączeni
By zostać członkiem Opus Dei, a więc numerariuszem, supernumerariuszem lub  przyłączonym, trzeba mieć do tego powołanie. To zaś pochodzi od Boga.

Członkowie zawierają z Dziełem pewien rodzaj umowy: "zobowiązanie". Jest ono przedłużane co rok. Później może zostać zawarte na dłuższy czas. W każdym momencie zobowiązanie może zostać zerwane, jeśli tak zdecyduje kandydat.

 Numerariusze żyją w celibacie w ośrodkach Opus Dei. Pracują w wyuczonych zawodach. Supernumerariusze mieszkają poza ośrodkami. Żyją w rodzinach lub samotnie. Zaś przyłączeni – żyją w celibacie jak numerariusze ale ze względu na obowiązki rodzinne i inne sprawy osobiste mieszkają z rodzinami lub w miejscach gdzie pracują.

Oddzielną grupę stanowią współpracownicy, którzy formalnie nie są członkami Dzieła. Mogą jednak korzystać z formacji w Opus Dei i wspierać jego działalność. Formacja odbywa się przez udział raz w miesiącu w dniu skupienia (dwie 30-minutowe katechezy), uczestnictwio co dwa tygodnie w spotkaniu formacyjnym w małych grupach, odprawianie raz w roku 3-dniowych  rekolekcji i częste korzystanie ze spowiedzi.

Członkowie Opus Dei mają pogłębioną formację, zobowiązani są do lepszej znajomości doktryny Kościoła katolickiego oraz większej gorliwości w apostolstwie.

W ramach Opus Dei istnieje też Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża. Skupia duchownych Opus Dei oraz księży diecezjalnych. Ci ostatni  uczestniczą tylko w formacji doktrynalnej i ascetycznej  - biorą udział w comiesięcznym dniu skupienia, raz w roku odbywają 4-dniowe rekolekcje i spowiadają się u duchownych Opus Dei. Duchowni ci dalej podlegają biskupom ordynariuszom diecezji, w których pracują.

Umartwienia

Biczowanie aż do krwi i noszenie opaski z kolcami wpinającej się w ciało na granicy omdlenia - wpisują się w opowieści grozy o Opus Dei. Leszek Dietrich, supernumerariusz, ojciec trójki dzieci opowiada: czasem w duchu umartwienia nie obejrzę programu który lubię. Innym razem zrezygnuję z części ulubionej potrawy. Staram się nie narzekać i uśmiechać kiedy jestem zmęczony. Tak wyglądają moje umartwienia. Uczą lepszego przezwyciężania życiowych trudności. I jeśli ucieknie mi autobus, albo ktoś samochodem zajedzie mi drogę, mniej się denerwuję - wyznaje.

Ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski dodaje: Dla osób w Opus Dei umartwieniem może być np. punktualność, uśmiech, zachowanie porządku na biurku, dobrze wykonana praca. W stosunku do członków, którzy nie zakładają rodzin i grozi im większe niebezpieczeństwo wygodnictwa wymagania są nieco większe. Stosują okresowo drobne umartwienia jakimi są cilicium - łańcuszek z ostrymi zakończeniami oraz tzw. dyscyplina. Myśmy nie wymyślili nic nowego. W Kościele ascetyka istnieje od zawsze. O umartwieniach mówili wszyscy święci, m.in. św. Faustyna, Jan od Krzyża, bp Pelczar - mówi ks. Moszoro-Dąbrowski.

Pieniądze Opus Dei

Ośrodki Opus Dei utrzymują się m.in. z pieniędzy wypracowanych przez numerariuszy. Sumy, których nie wykorzystają na własne potrzeby w całości przekazują na Dzieło. Budżet Dzieła zasilają także dobrowolne składki supernumeriuszy, przyłączonych i współpracowników oraz pieniądze za pobyt na rekolekcjach od ich uczestników.

 - Z wielkim wysiłkiem zbieramy pieniądze na utrzymanie ośrodków. Nie korzystamy z funduszy Kościoła. Nasze ośrodki są zadłużone. Korzystamy z dotacji instytucji zachodnich - mówi ks. Stefan. - Odkąd jestem numerariuszem, przestałem chodzić do kina. 300-400 zł jakie zaoszczędzam można przeznaczyć na różne dzieła, a ten czas mogę poświęcić dla innych ludzi - wyznaje.

Czasem zarzuca się Opus Dei, że swoje siedziby ma w najdroższych dzielnicach miast, jak w Nowym Jorku w wieżowcu na Manhattanie. - Otrzymaliśmy w darze 70% budynku. Darczyńca zostawił nam w spadku akcje koncernu farmaceutycznego. Lokalizacja naszych siedzib nie wynika ze snobizmu. Staramy się być w miejscach, w których trzeba apostołować - mówi ks. Moszoro-Dąbrowski.
    
Życie duchem Opus Dei

Roman Polak z bratem prowadzi mały zakład samochodowy. Opus Dei poznał 8 lat temu. - Wcześniej do kościoła chodziłem w każdą niedzielę. A potem życie codzienne płynęło swoim torem i nie "mieszało" się w nie Pana Boga. Zawsze miałem takie poczucie rozdźwięku. W Opus Dei, usłyszałem o uświęcaniu pracy. To znaczy, że powinna być dobrze wykonana i ofiarowana Bogu. W warsztacie samochodowym klient nie widzi czy mechanik wszystko sprawdzi w jego aucie. Od kiedy jestem w Opus Dei starannie dokręcam wszystkie śrubki. Kiedy przyjeżdża kolejny klient w myślach ofiaruję swoją pracę Bogu.

Opus Dei stawia sobie za cel wskazywanie jak realizować ewangelię w dzisiejszym świecie. – Apostołuje się nie tylko wyjeżdżając na misje czy angażując się w nadzwyczajne dzieła. Także wtedy kiedy żyje się miłością w swojej rodzinie, w pracy, wśród sąsiadów, znajomych. Modlitwy i ofiary łączy mocno z miejscem, w którym się jest - mówi ks. Stefan.

Agnieszka Dietrich, księgowa, matka 3 dzieci w Opus Dei jest od 10 lat. - Dla mnie ważne było uświadomienie sobie, że można starać się o świętość pośród codziennych spraw, które wykonuję w domu jak sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi. Staranie się by być dobrą żoną, troszczyć się o relacje małżeńskie by mimo upływających lat były świeże. Byśmy znaleźli czas na rozmowę, wspólne wyjście, potrafili się pokłócić i przeprosić, a nie obrażać się na siebie. Staranie się by być dobrą matką, powściągać swój choleryczny charakter, wsłuchiwać się w potrzeby dziecka. Dla mnie to też walka z moimi wadami. Teraz nowym wyzwaniem jest dla mnie praca do której chcę wrócić, bo dzieci już podrosły – mówi Agnieszka Dietrich.

Wiele osób z Opus Dei włącza się w tworzenie inicjatyw poza Dziełem. Sylwia Watrakiewicz,  włączyła się w tworzenie szkoły „Sternik” oraz przedszkola. W Polsce ludzie z Opus Dei prowadzą też Akademię Familijną, która uczy jak dobrze wychować dziecko od pierwszych dni jego życia.

- Zdaję sobie sprawę, że jako członkowie Dzieła jesteśmy znakiem sprzeciwu. Można sobie tylko stawiać pytanie dlaczego osoby, które mają rodziny wielodzietne i radzą sobie w życiu są atakowane? Dlaczego dyskredytuje się kobiety, które potrafią łączyć pracę zawodową z zajmowaniem się domem i jeszcze codziennie rano są na Mszy św. – mówi ks. Moszoro-Dąbrowski.

Wokół Opus Dei zrobiło się głośno po raz kolejny gdy wyszła książka "Kod Leonarda da Vinci", a potem jej ekranizacja. Prałatura Dzieła wystąpiła do producenta by przed projekcją znalazła się informacja iż film nie opiera się na faktach. Nie uzyskała odpowiedzi.

- Ktoś mi kiedyś zapytał jakie pytanie chciałbym postawić Danowi Brownowi, autorowi książki - mówi ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski. I dodaje: w 2002 r. w związku z kanonizacją założyciela Opus Dei uruchomiliśmy program Harambee - pomoc dla Afryki. Dotychczas na ten cel zebraliśmy prawie 1 mln euro. Na produkcję filmu wydano 200 mln $, książka przyniosła dochód 40 mln $. Chciałbym zapytać Dana Browna, czy gotów byłby podzielić się tym co zarobił z ubogimi w Afryce?
Irena Świerdzewska

Szukaj
Na OpusDei.pl
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Opus Dei jest prałaturą personalną Kościoła Katolickiego, założoną w 1928r. przez świętego Josemarię Escrivá. Jej zadanie polega na przekazywaniu innym, że praca i zwykłe okoliczności są okazją do spotkania z Bogiem, do służenia innym i do poprawy społeczeństwa.
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Kup książki