Biała Masoneria
Nie ma we współczesnym świecie bardziej tajemniczej organizacji niż działające od 2 października 1928 roku Dzieło Boże - Opus Dei. Na wyobraźnię masowego czytelnika długo jeszcze będzie oddziaływać obraz Opus Dei przedstawiony na kartach bestsellerowej powieści Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci". Postać zbrodniczego mnicha Sylasa mordującego wrogów tej tajemniczej organizacji stała się dla wielu jej symbolem.
Opus Dei nigdy nie miało dobrej prasy. Od początku jego działalność budziła gorący sprzeciw znacznej części opinii katolickiej. Niejasność struktur, sposób pozyskiwania nowych adeptów, tajemnicze obrzędy inicjacyjne, stopnie wtajemniczenia, sekretna symbolika, wielkie pieniądze, skryte wpływy na władzę, nakazy posłuszeństwa i w końcu, praktyki cielesnych umartwień stosowane przez członków, to wszystko niepokoiło niektórych hierarchów kościelnych.
Już w 1942 roku generał jezuitów, Polak, Włodzimierz Ledóchowski, w wysłanej do Watykanu skardze na twórcę Dzieła Bożego - hiszpańskiego księdza Josemarie Escrive - pisał, że w stworzonym przez niego Dziele znaleźć można„ślady skrytej tendencji do opanowania świata przez rodzaj chrześcijańskiej masonerii". W rodzinnej Hiszpanii inny wybitny, charyzmatyczny kaznodzieja, jezuita ojciec Angel Carrillo de Albornoz oskarżał publicznie Opus Dei o to, ze jest „tajnym, heretyckim stowarzyszeniem sterowanym przez
masonerię". W lipcu 1941 r. trybunał do zwalczania masonerii, na polecenie gen. Franco, podjął formalne śledztwo.
Opus Dei zarzucono, że jest „odgałęzieniem masonerii powiązanym z żydowskimi sektami". Za wszystkimi tymi działaniami stali jezuici, widzący w inicjatywie Escrivy groźną dla siebie konkurencję.
W czterdzieści pięć lat później włoski parlament rozpoczął dochodzenie przeciw Opus Dei. Miało to związek z prowadzonym we Włoszech śledztwem w sprawie zakulisowych wpływów tajnych ugrupowań, takich jak mafia czy też loża masońska P2. Również francuska komisja parlamentarna sporządzając listę 172 sekt i niebezpiecznych ugrupowań religijnych we Francji wpisała w 1996 r. na tę listę Opus Dei.
Pomimo tych kontrowersji dziś do Opus Dei należy 1850 duchownych, w tym 2 kardynałów i 41 biskupów, oraz 83.641 osób świeckich. Szacuje się, że organizacja ta dysponuje kapitałem wynoszącym około 2,8 mld dolarów. Dla porównania roczny budżet Watykanu wynosi 260 mln dolarów. Do korporacyjnych dzieł Opus Dei należy piętnaście uniwersytetów kształcących około 80 tysięcy studentów, w tym hiszpański Uniwersytet Nawarry w Pampelunie; siedem szpitali; jedenaście szkół biznesu, w których uczy się 10 tysięcy studentów, z modnym obecnie wśród Polaków IESE w Barcelonie. Do tego trzeba dodać trzydzieści sześć szkół podstawowych i średnich, dziewięćdziesiąt siedem zawodowych szkół technicznych oraz sto sześćdziesiąt domów akademickich. Są to wielkości imponujące. W roku 1992 Jan Paweł II beatyfikował zmarłego w 1975 roku Escrivę, a w dziesięć lat później go kanonizował.
Czy Opus Dei jest faktycznie tak potężna i wpływowa, jak uważają jej przeciwnicy? Czy członkowie Dzieła Bożego penetrują Kościół, wpływają na decyzję Kurii Rzymskiej, stali za wynikami ostatniego konklawe? Czy przypadek włoskiego arcybiskupa Luigiego de Magistrisa, który w przededniu nominacji kardynalskiej wysłany został na emeryturę, dowodzi o sile tej organizacji? Czy była to zemsta Opus Dei, długo odwlekana zapłata za rok 1992, kiedy jako sędzia wchodzący w skład Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych de Magistris był jedną z dwóch osób głosujących przeciwko beatyfikacji Escrivy? Czy można odejść z Opus Dei? Co przyciąga ludzi, przeważnie młodych, dobrze wykształconych do Dzieła Bożego? Czy wszyscy członkowie Opus Dei noszą cilice, drucianą opaskę zawiązywaną na górnej części uda sprawiającą ból podczas chodzenia? Którzy członkowie Dzieła chłoszczą się raz w tygodniu podczas modlitwy? Po czym można poznać członków Opus Dei? Czy prawdziwa jest opinia, ze członka Dzieła może zdradzić mała figurka osiołka?
Czy w Opus Dei funkcjonuje także coś w rodzaju hasła i odzewu, po którym rozpoznają się członkowie Dzieła? Jak wygląda rekrutacja do Opus Dei? Czy jest podobna do tej, jaka jest stosowana przy werbunku w organizacjach wywiadowczych? Dlaczego tak wielu, stosunkowo, członków Dzieła funkcjonuje w świecie dużego biznesu, mediów i służb tajnych?
Na te i inne pytania można znaleźć odpowiedzi w książce Johna L. Allena jr, solidnej monografii traktującej o początkach i dniu dzisiejszym Dzieła Bożego. Autor jest akredytowanym przy Stolicy Apostolskiej korespondentem „National Catholic Reporter” niezależnego amerykańskiego tygodnika katolickiego, cenionym watykanistą którego twórczość dziennikarską uhonorowało Stowarzyszenie Prasy Katolickiej.
Na polskim rynku znany jest z pracy dotyczącej konklawe, z której chętnie korzystali autorzy piszący o wyborze następcy Jana Pawła II. Tym razem w swej najnowszej książce postanowił zmierzyć się z mitem Opus Dei. Zastosował w niej bardzo ciekawą metodę badawczą, opartą na wykorzystaniu solidnych źródeł w postaci dokumentów wytworzonych, tak przez przeciwników Dzieła, jak również przez samą Opus Dei. Przeprowadził setki wywiadów z członkami wspólnoty, jak i z tymi, którzy ją nieraz w dramatycznych okolicznościach, opuścili. Przekazuje mnóstwo informacji, faktów z reguły nieznanych szerszej opinii Co ważne, nie rozstrzyga sporów, ich rozwiązanie pozostawia czytelnikom. Nie odpowiada też na pytanie, jak to się dzieje, że w tym naszym zlaicyzowanym świecie 85 tysięcy ludzi rożnych narodowości, ras, zawodów wybrało świecką drogę ewangelizacji świata oddając się bezkompromisowej ortodoksji, bezgranicznemu posłuszeństwu wobec swoich przełożonych oraz bezwzględnej lojalności wobec papieża?
Jak zostaje się członkiem Opus Dei? Z reguły to Dzieło zwraca się do upatrzonej osoby z propozycją wstąpienia do niego. Choć formalnie to kandydat pisemnie zwraca się o przyjęcie. Ten formalny akt nosi nazwę zagwizdnięcia. Można zagwizdnąć, mając szesnaście i pół roku, chociaż trzeba skończyć osiemnaście, żeby zostać formalnie przyjętym. W pół roku po napisaniu listu nowy członek, podczas ceremonii zwanej admisją, składa ustne zobowiązanie „życia w duchu Opus Dei", rozpoczyna tym samym trwający pięć lat okres próbny członkostwa w Dziele. Zobowiązanie to odnawia się co roku 19 marca, w dniu świętego Józefa, głównego patrona Dzieła. Ten, kto tego nie zrobi, automatycznie przestaje być członkiem organizacji. W pięć lat po oblacji podejmuje się dożywotnie zobowiązanie wobec Opus Dei.
Najwyższą grupę członków Opus Dei tworzą numerariusze, spośród których rekrutują się osoby kierujące Dziełem Bożym. Stanowią około 20 proc. członków Opus Dei. Zobowiązani są oni do życia w celibacie, mieszkają w ośrodkach, a zarobione pieniądze przeznaczają na wspieranie działalności Opus Dei. Przez parę godzin dziennie, z wyjątkiem niedziel i świąt, zobowiązani są nosić na udzie sprawiającą ból drucianą opaskę. Używają ponadto podczas modlitwy dyscypliny, małego kańczuga ze sznurków, którym raz w tygodniu chłoszczą swój grzbiet. Nie wszyscy mogą tym wymaganiom sprostać. Większość członków Dzieła to supernumerariusze. Do tej kategorii należy około 70 proc. Członków Opus Dei. Żyją we własnych domach, a nie w ośrodkach Dzieła, oczekuje się od nich wsparcia finansowego w postaci comiesięcznej składki, uczestnictwa raz w roku w kilkudniowych rekolekcjach z kilkoma naukami dziennie. Szczególną grupę w Opus Dei stanowią numerarie pomocnicze.
Tworzy ją około 4000 kobiet, które poświęcają cały swój czas obowiązkom gospodyń w ośrodkach Dzieła, co oznacza gotowanie, sprzątanie i gospodarowanie ich finansami.
Jeszcze inną kategorią są przyłączeni, tak samo jak numerariusze, żyjący w celibacie, ale ze względu na obowiązki rodzinne i inne sprawy osobiste mieszkający z rodzinami. Numerariusza od przyłączonego odróżnia miejsce zamieszkania, natomiast ich powinności są podobne. Kolejną grupę stanowią współpracownicy. Formalnie nie nalezą oni do Dzieła. Są jego sympatykami, wspierającymi Opus Dei, także finansowo. Na świecie Dzieło Boże może liczyć na 264 tysiące współpracowników, z czego 57 proc. stanowią kobiety.
Najwięcej członków Opus Dei jest w Hiszpanii, gdzie mieszka ich 35 tysięcy. Oficjalnie Dzieło funkcjonuje w 62 państwach. Pierwsze ośrodki Dzieła Bożego w Polsce powstały w 1989 roku. W Opus Dei jej członków obowiązuje zakaz ostentacyjnego demonstrowania członkostwa. Do niedawna nakazywano im ukrywanie związków z Opus Dei nawet przed członkami najbliższej rodziny. Najwięcej emocji budzi sprawa członkostwa osób wpływowych w Dziele. Raz po raz opinia publiczna jest epatowana, tym, kto ze znanych i wpływowych osób ze świata polityki, biznesu oraz mediów jest powiązany z Opus Dei. Nie ucieka od tego problemu tez autor książki. Na podstawie dogłębnych badań potwierdza, bądź dementuje, związki niektórych znanych osób z Dziełem Bożym. Również i polska opinia publiczna nie raz posądzała o związki z Opus Dei znanych polityków i dziennikarzy. Mówi się o związkach z Dziełem marszałka Sejmu, ministra kultury, byłych prezesów telewizji publicznej i komercyjnej. Z polskich polityków J. L. Allen wymienia tylko Romana Giertycha, który jest według niego supernumerariuszem, stojącym na czele konserwatywnej Ligi Polskich Rodzin z którą pragnie bronić „Polski chrześcijańskiej" przed Unią Europejską Jego ambicją jest - pisze autor - stworzenie siły politycznej, która „przypominałaby Partię Ludową Aznara w Hiszpanii, albo brytyjską Partię Konserwatywną".
W samym rządzie Aznara zasiadało trzech członków Dzieła, w tym ministrowie obrony i finansów. W dodatku przyłączonym do Opus Dei był szef policji hiszpańskiej. Allen wyklucza natomiast związki Mela Gibbsona z Dziełem, jak również nie potwierdza w nim członkostwa wieloletniego szefa FBI, Louisa Freeha. Numerariuszem był natomiast jego brat - John, zaś jego synowie uczyli się w Heights, męskiej szkole Dzieła na przedmieściach Waszyngtonu.
Potwierdza zaś przynależność do Opus Dei grupy wpływowych republikańskich kongresmanów, jak również trzech konserwatywnych sędziów Sądu Najwyższego USA. Członkiem wspólnoty był też Robert Hanssen, rosyjski kret w FBI.
Generalnie, zauważa autor, Dzieło przyciąga przeważnie osoby o konserwatywnych poglądach, zarówno religijnych, jak również i politycznych. Jest to swoista fabryka fundamentalizmu.
Czym jest we współczesnym świecie Opus Dei? Katolicką odmianą kalwinizmu? Dobrowolnym związkiem ludzi odrzucających średniowieczne wyobrażenia, że praca jest skutkiem grzechu pierworodnego i formą kary, pragnących odnajdywać Boga w pracy, osiągnąć świętość przez aktywność zawodową. Stąd może właśnie, dlatego tak dużo młodych katolików odnoszących sukcesy zawodowe w biznesie wiąże się z Opus Dei? A może mamy do czynienia z octopus Dei - Bożą Ośmiornicą. Wszak, jak się oblicza, członkowie Dzieła działają w 479 wyższych uczelniach i 604 czasopismach, 52 stacjach radiowych, 38 agencjach prasowych i PR, a także 12 firmach produkujących dla TV. Dane te pochodzą z poufnego sprawozdania sporządzonego dla Watykanu przez następcę Escrivy, prałata Opus Dei, Alvaro del Portillo. Czy można mu wierzyć, gdy mówi, że prałat Opus Dei nie może wpływać na działalność banków, towarzystw i kancelarii prawniczych, w których pracują jego członkowie? Może to tylko plotka, że mocna pozycja Opus Dei w Watykanie została zbudowana dzięki pieniądzom przeznaczonym, na przykład, na wsparcie ruchu „Solidarność" w Polsce oraz wydobyciu z tarapatów finansowych Banku Watykańskiego?
• ZBIGNIEW SIEMIATKOWSKI
pracownik naukowy Uniwersytetu
Warszawskiego, zastępca redaktora naczelnego
„Myśli Socjaldemokratycznej”
John L. Allen jr, „Opus Dei”, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2006.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







