Abp Życiński o Założycielu Opus Dei
Błogosławiony Josemaria Escriva, nauczyciel stylu
[Fragment książki "Szlakiem Miłości. Rozważania", wyd. Petrus, 2009, Stron: 182]Błogosławiony Josemaria Escrivá de Balaguer potrafił żyć duchem ewangelicznych błogosławieństw wówczas, gdy w Hiszpanii szalała wojna domowa; potrafił ukazywać duchowe piękno niebieskiej ojczyzny wówczas, gdy rodacy doświadczali piekła wojennej zawieruchy.
„Jesteśmy za bardzo uziemieni, a zapomnieliśmy o antenie życia wewnętrznego” — te słowa pozostawił w swych młodzieńczych zapiskach założyciel Opus Dei, w okresie, gdy w Hiszpanii narastały napięcia, które wkrótce miały doprowadzić do wojny domowej. Przypadające 9 stycznia stulecie jego urodzin stanowi okazję, by zainteresować się duchowym dziedzictwem autora, który — zamiast narzekać na trudne czasy czy dzielić frustrację elit uwikłanych w wewnętrzne konflikty — poszukiwał wzorców duchowości łączących zwyczajną pracę zawodową z traktowanym bardzo serio dążeniem do osobistej świętości. Na fundamentach tej duchowości kształtuje obecnie swe życie ponad 84 tysiące członków Opus Dei. Są wśród nich zarówno duchowni, jak i osoby prowadzące życie rodzinne.
Miłym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, iż bardzo często w rodzinach, gdzie oboje rodzice należą do Opus, kolejne generacje dzieci identyfikują się z ideałami wybranymi przez ojców. Świadczy to, iż wspólnota wybieranych wartości jest silniejsza od zwyczajnego konfliktu pokoleń. W moich osobistych kontaktach najczęściej spotykam tych spośród nich, którzy wybrali pracę w środowisku akademickim lub dziennikarskim. Za znamienne cechy ich stylu uważam poczucie odpowiedzialności i zdyscyplinowanie, pragmatyczny realizm, umiejętność łączenia wysokich standardów intelektualnych z głębokim życiem duchowym, wielką troskę o wierność nauczaniu papieskiemu.
Przed kilkoma laty zwiedzałem prowadzony przez Opus Dei ośrodek Tajamar w ubogiej dzielnicy Madrytu, która tradycyjnie stanowiła wdzięczny teren działania dla populistów lewicy. Członkowie Opus Dei stworzyli tam ośrodek kształcenia zawodowego dla ubogiej młodzieży, dając jej możliwość startu życiowego. Swoją opieką duchową objęli całe środowisko, w którym przedtem z nabożeństwem odnoszono się jedynie do sloganów o świętej sprawie socjalizmu. W krótkim czasie udało się radykalnie zmienić styl życia i zainteresowania młodzieży edukowanej wcześniej głównie przez ulicę i przez ideologów oferujących rozwiązania równie proste co nierealne.
W duchowości ks. Escrivy za bardzo istotny uważam rys maryjny, wyrażony w konsekwentnym nawiązywaniu do stylu Matki Bożej. W stylu tym nie ma miejsca na patos, pokrzykiwania ideologów czy niepotrzebne utarczki. Maryja jawi się w nim jako „Mistrzyni ukrytej i cichej ofiary, która (...) wie wszystko i milczy” (Droga, 509). Nie chce Ona koncentrować uwagi na sobie, ani też nie usiłuje odgórnie instruować innych. Nie ma u Niej ani łatwych zgorszeń, ani poszukiwania rozgłosu. Przeciwnie, „przechodzi przez życie niepostrzeżenie, jak gdyby była jedną z wielu kobiet ze swego miasteczka”. Nie widać Jej wśród triumfujących uczestników Niedzieli Palmowej, jest za to przy krzyżu. Łącząc prostotę działania z naturalnością i dyskrecją potrafi dokonywać wielkich dzieł w samotności i milczeniu wypełnionym całkowitym zaufaniem Bogu (Droga, 498—503).
Jest zrozumiałe, że skuteczność działania wyzwala zawsze reakcje krytyków, którzy wszystko wiedzą lepiej. Oskarżają oni członków Opus Dei o prawicowość, nadmierne skupienie uwagi na formacji elit czy wręcz o mafijne związki w skali międzynarodowej. Próbkę zarzutów utrzymanych na tym poziomie zawierał opublikowany niedawno w prasie polskiej atak na Joaquina Navarro-Valsa, należącego do Opus Dei, rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej. Do oskarżeń takich można się z czasem przyzwyczaić. Mali intryganci swego czasu usiłowali oskarżać nawet prałata Escrivę, że jest masonem i że usiłuje tworzyć nową lożę masońską. Podobne zarzuty można by nawet uznać za śmieszne, gdyby nie to, że formułowano je z pozycji kanapowo-patetycznej prawicy wówczas, gdy różnorodne środowiska europejskiej lewicy okazywały swą solidarność, posyłając do Hiszpanii ochotników, którzy zbrojnie włączali się w dramat wojny domowej.
Z perspektywy czasu duchowe dziedzictwo założyciela Opus Dei okazuje się znacznie trwalsze niż insynuacje jego przeciwników. W 1992 roku, zaledwie 17 lat po śmierci Escrivy, Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. W polskich realiach, wśród młodych księży, pracowników nauki czy polityków spotykam osoby, dla których rozważania Escrivy, zaopatrzone tytułami Droga, Bruzda, Kuźnia, stanowią już klasykę duchowości porównywalną z pracą Tomasza Kempis O naśladowaniu Chrystusa. Należałoby sobie życzyć, aby wśród absurdalnych polskich sporów spotykał się z rosnącym zainteresowaniem styl, w którym troska o uświęcenie pracy idzie w parze z głębokim zaangażowaniem intelektualnym i autentyczną pobożnością maryjną. Jest to ewangeliczny styl, w którym potrafi się działać długofalowo, wybierając refleksję, modlitwę i milczenie, wówczas gdy alternatywę stanowi retoryka spektakularnego sukcesu.
Odpowiadając na zarzuty, iż Opus Dei ma zbyt duże wpływy w środowiskach elit, św. Josemaria Escriva odpowiadał: „Spośród stu dusz interesuje mnie zbawienie całej setki; zarówno wieśniaka w Andach, jak i bankiera z Wall Street”. Jego kontynuatorzy zwracają uwagę, iż wśród pierwszych wyznawców Chrystusa znajdowali się zarówno ubodzy rybacy z Galilei, którzy zostawili wszystko, by pójść za Mistrzem, jak i bogaty Etiopczyk, urzędnik królowej etiopskiej, zarządzający całym jej skarbcem (por. Dz 8, 27). Wszystko przemawia za tym, iż był on pierwszą osobą ochrzczoną spoza środowiska żydowskiego. Otwartość chrześcijaństwa wyraża się w tym, by nie wykluczać ze wspólnoty wiary nikogo ze względu na kolor jego skóry, przynależność etniczną czy stan konta bankowego. Biznesmen czy polityk nie powinien czuć się w Kościele katolikiem drugiej kategorii, jeśli traktuje zasady Ewangelii równie serio, jak uboga wdowa, którą Chrystus ukazał jako wzór do naśladowania (por. Łk 21, 1—4).
Dziękujmy Bogu za odwagę i duchową głębię tych wszystkich, którzy wzorem błogosławionego ks. Escrivy potrafią szukać własnego stylu, aby dotrzeć z Chrystusowym przesłaniem nadziei i łaski do środowisk pragnących żyć duchem ewangelicznych błogosławieństw.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






