Polecam

ekai.pl/blogi/ksignacy

Blog księdza z Opus Dei z Poznania

Ks. Ignacy Soler

Ks. dr Ignacy Soler, urodzony w Alcañiz, w Hiszpanii (1955). Na Uniwersytecie Complutense w Madrycie ukończył studia matematyczne (1977). Stopień naukowy doktora nauk teologicznych uzyskał w 1983 na Uniwersytecie Navarry w Pamplonie. W 1981 został wyświęcony na kapłana prałatury personalnej Opus Dei. Od 1994 mieszka w Polsce.

Na OpusDei.pl
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Opus Dei jest prałaturą personalną Kościoła katolickiego. Założył je w 1928 r. św. Josemaría Escrivá. Jej zadanie polega na przekazywaniu innym, że praca i zwykłe okoliczności są okazją do spotkania z Bogiem, do służenia innym i do poprawy społeczeństwa.
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Szuflada O pracy Powrót do pierwszych chrześcijan
REKLAMA
Reklama

PostHeaderIcon Powrót do pierwszych chrześcijan

Artykuł na temat pracy w chrześcijaństwie. Opublikowany w: "Jednota", Pismo religijno-społeczne poświęcone polskiemu ewangelicyzmowi i ekumenii, Numer: 5-6/2004,  Data wydania: 20 czerwca 2004.

Czy tylko Maria wybrała najlepiej?

Joachim Jeremiasz wielki niemiecki biblista w swojej Jerozolimie za czasów Jezusa zauważa: „pierwsze wrażenie, jakie się odnosi przy przeglądaniu rabinicznych wykazów, to, że niewiele zostaje przyzwoitych zajęć, bo tak wielka jest liczba uznanych za niegodnych Izraelity”. Oto niektóre z listy: poganiacz osłów i wielbłądów, marynarz, pasterz, karczmarz, rzeźnik, grabarz, kamieniarz, krawiec, poborca podatkowy, zdaniem niektórych mistrzów Prawa nawet lekarz i golibroda... I choć mało zwraca się na to uwagę, przywrócenie godności czy wręcz świętości pracy jest całkowicie zgodny z Nowym Testamentem i stanowi niebagatelny czynnik wyzwolenia człowieka.

Klimat wolności wytworzony przez Ewangelię nie tylko uwalnia człowieka od bagażu szczególnych przepisów (rzeczy, których wolno i rzeczy, których nie wolno robić) zawartych w hebrajskim prawie, ale również unieważnia wykaz zawodów „godnych pogardy” i „niebezpiecznych z religijnego punktu widzenia”. Uderzający u chrześcijan II wieku jest ich obecność w życiu ludzi, w sklepikach i warsztatach w obozach i miejscach publicznych. Uczestniczą oni w życiu gospodarczym i społecznym, tkwią w codziennych zajęciach i żyją jak wszyscy. Poprzez uczestnictwo chrześcijan w tym życiu zbiorowym ludzie dojrzewają do nawrócenia. Jak chrześcijanie mogliby być solą ziemi, gdyby nie mieli kontaktu, jak mogliby być duszą świata nie wchodząc weń? Potwierdza to dokument z tego okresu List do Diognieta “Chrześcijanie bowiem nie różnią się od innych ludzi, ani krajem, ani językiem, ani politycznymi instytucjami. Boć ani własnych państw nie zamieszkują, ani nie posługują się specjalnym językiem, ani nie wiodą życia ukrytego (...) Zamieszkują kraje, częścią greckie, częścią barbarzyńskie, jak komu los zdarzył, i zachowując miejscowe przepisy w odzieniu, pożywieniu i innych rzeczach, odnoszących się do życia, przedstawiając oczom naszym dziwny i prawie niepojęty sposób swego życia”

Chrześcijaństwo musiała się w tym okresie zmierzyć z panującą kulturą. Nie wszystko można było bezkrytycznie przyjąć. Z biegiem czasu zaczęła powracać myśl, iż są środowiska i zajęcia niegodne chrześcijanin (np. aktorstwo, bankowość). Pojawiła się też myśl, że „pustynia” to szczególnie uprzywilejowanym miejscem dla obcowania z Bogiem. Równocześnie z powiększaniem się grona wiernych powstało zapotrzebowanie na ludzi, którzy „zawodowo” zajęliby się kultem, kierowaniem gmin, nauką i nauczaniem, zorganizowaną charytatywnością.

Stopniowo powstał pogląd, że w Kościele istnieje “pierwsza linia” tych, którzy idą na całego i zajmują się tymi pracami, którymi „naprawdę” warto się zajmować: modlitwą, nauczaniem, dzieła charytatywne... Pozostali chrześcijanie oczywiście mogą iść za Chrystusem, ale na tyle ile pozwalają im na to ich obowiązki w świecie. Ich praca jest potrzebna, ale jako zaplecze i wsparcie dla tych zajęć „naprawdę istotnych”. Odbiciem tego jest fakt, że katolickiej literaturze duchowej aż do połowy XX w. temat pracy jest rzadko poruszany, a jeżeli już to jako lekarstwo na próżnowanie – źródło wielu grzechów – lub jako środek do zdobywania dóbr, aby uczciwie żyć i pomagać bliźniemu.

Niemniej jednak niesprawiedliwą rzeczą byłoby oskarżyć chrześcijaństwo jakoby by popadło w obojętność wobec świata. Wystarczy przytoczyć przypowieść o talentach. Każdy pokolenie chrześcijan musiało sobie odpowiedzieć na pytanie: co pożytecznego robię? Jan Paweł II, w książce Przekroczyć próg nadziei, opisuje istotne różnice pomiędzy mistyką religii Dalekiego Wschodu a mistyką chrześcijańską. W obydwu tradycjach znajdujemy pewne dystansowanie się od świata, mówi się o potrzebie oczyszczenia, oderwania od świata zmysłowego. Jednak w chrześcijaństwie to oderwanie nie jest celem sam w sobie. Oczyszczenie ma na celu zjednoczenia się z Bogiem. Równocześnie to zjednoczenie owocuje w budowaniu Kościoła i świata bardziej ludzkiego. Dla Jana Pawła II, chrześcijaństwo zawsze angażowało się w budowanie cywilizacji. “Jest to owa zachodnia cywilizacja zaznaczona pozytywnym odniesieniem do świata, zbudowana poprzez osiągnięcia nauki i techniki, które w jakimś sensie mają swój wspólny początek zarówno w tradycji filozoficznej starożytnej Grecji jak i w objawieniu judeochrześcijańskim. Prawda o Bogu stwórcy i o Chrystusie odkupicielu świata jest potężną siłą inspirującą, stałą afirmacją stworzenia, stałą potrzebą jego przetwarzania i udoskonalenia.” (Tamże, s. 78).

Chrześcijaństwo musiało zmagać się by nie zboczyć z wyznaczonej ścieżki. Z jednej strony nowość Ewangelii, z drugiej pokusa całkowitego odrzucenia świata i zredukowania chrześcijaństwa do kilku konkretnych stylów życia: księdza, mnicha... Chrześcijaństwo musiało odpowiedzieć na pytanie: czy da się żyć pośród świata i nie zostać pochłonięty przez ten świat? Czy pójścia za Chrystusem jest rzeczą, którą wymaga porzucenie zwykłego życia? Jak w pracy, który nie ma charakteru służebnego zachować ducha chrześcijańskiego?

Z Ewangelii Łukasza znamy jak to Marta ugościła Jezusa i apostołów (por. Łk 11, 38-42). Wiemy też, że gdy Marta poskarżyła się Jezusowi na brak pomocy ze strony swej siostry Marii usłyszała od Pana: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. A więc istnieją „lepsze cząstki”. Praca Marty jest dobra, owszem... Ale nie najlepsza.

Chrześcijański materializm

Postać Marty i Marii stałe się tradycyjnym obrazem dwóch możliwych postaw w naśladowaniu życia Chrystusa. W powszechne interpretacji brzmiało to tak:

Możesz obrać „najlepszą cząstkę” i podjąć drogę kontemplacji. Zostaw ten świat i zajmij się tym, co „naprawdę” jest istotny. Możesz też naśladować Martę przyjmując Jezusa w gościnę. Jeżeli „nie stać cię na tyle”, możesz naśladować dobrego Samarytanina angażując się w dzieła charytatywne. Życie konsekrowane: kontemplatywne lub aktywne. Albo życie pośród świata z jego wszelkimi niebezpieczeństwami.

W pogłębionej refleksji oczywiście, że sprawy nie byłe formułowane w sposób tak radykalny. Kościół w swej trosce duszpasterskiej starał się pamiętać o tej najliczniejszej grupie swoich dzieci. Niemniej większość propozycji dla tych, którzy nie porzucili świat sprowadzała się do duchowości zakonnej dostosowanej do nich.

Wraz z pojawieniem się silnych prądów materialistycznych i pragmatycznych w XVIII i XIX wieku pytania, co do pracy byłe formułowane prawie wyłącznie w kontekście sprawiedliwości społecznej. Trzeba było bronić pracownika przed pazernością pracodawcy. Refleksja o pracy sprowadza się w tym okresie do refleksji na temat sprawiedliwości społecznej a praca redukuje się do pracy fizycznej. Dopiero XX w. podkreśli antropologiczny wymiar pracy. Praca dotyczy tego, kim jesteśmy na równi z tym, co robimy i produkujemy. Bez względu na to, czy pracują na roli, w przemyśle, czy w dziedzinach artystycznych, pracownicy są przed wszystkim osobami, co oznacza, że w pracy, właściwie rozumianej ludzie stają się kimś więcej, nie tylko więcej wytwarzają. Ten duchowy i moralny charakter, nadają pracy jej prawdziwą wartość i obdarza pracowników szczególną godnością.

W dwudziestym wieku też odkrywa się, że praca jest istotnym elementem tego, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Człowiek naśladuje Boga poprzez swoje działanie. Poprzez to działanie staje się współtwórcą świata (na podobieństwo Boga-Stwórcy). Praca jest sposobem bycia człowieka na tym świecie. Jak czytamy w Księdze Rodzaju człowiek został umieszczony w ogrodzie Eden, aby opiekować się nim (por Rdz 2). W ostatni dziesięcioleciach nauczanie w Kościele Katolickim stało się bardziej Chrystologiczny. Całe życie Chrystusa posiada wymiar odkupieńczy, od samego poczęcia aż do śmierci. Zostaje w ten sposób zauważony długi okres życia Jezusa w Nazarecie. Był to okres ukrytej pracy. Pracy całkowicie świeckiej nie „kaznodziejskiej” jak w ostatnich trzech latach życia Zbawiciela.

Streszczając. W ostatnich latach refleksja katolicka podjęła następny kierunek: Bóg stworzył świat i stworzył go pięknym i dobry. Człowiek został stworzony, aby opiekować się światem, czyli by pracować na tym świecie. Grzech naruszył piękno tego świata i twórczość człowieka. Praca stała się ciężarem. Poprzez Wcielenie, Bóg podnosi człowieka. Długi okres ukrytej pracy Chrystusa w Nazarecie jest najlepszym świadectwem tego, że wszystkie zajęcia są częścią Odkupienia. Tak to formułował pewny święty XX wieku: ”Autentyczny sens chrześcijaństwa, które głosi zmartwychwstanie wszelkiego ciała, zawsze, sprzeciwiał się odcieleśnieniu ducha, bez obawy uznania tego za materializm. Słuszne jest mówienie o swojego rodzaju materializmie chrześcijańskim, który stawia śmiały opór materializmu nieuznającym ducha. Jest zrozumiałe, że Apostoł mógł napisać: wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus - Boga (1 Kor 3, 22). Ta nauka Pisma Świętego ma prowadzić do wykonywania waszej pracy z doskonałością, do tego, by kochając Boga i ludzi, dodawać miłości do małych rzeczy zwyczajnego dnia i odkrywać to coś Bożego ukrytego w szczegółach. Zapewniam was, że gdy chrześcijanin nawet najmniej znaczącą codzienną czynność spełnia z miłością, to wtedy wypełnia się ona transcendencją Bożą. Dlatego powtarzałem, że powołanie chrześcijańskie polega na układaniu wierszy z prozy dnia powszedniego. Niebo i ziemia, dzieci moje, zdają się łączyć na horyzoncie. Ale tak naprawdę łączą się one w waszych sercach, gdy żyjecie uświęcając życie codzienne” (Św. Josemaria Escriva, 1902-1975).

Praca jako część powołania

Dla Kościoła Katolickiego najważniejszym wydarzeniem XX wieku był Sobór Watykański II. Wówczas zostało mocno zaznaczone, że każdy ochrzczony powinien być nie tylko świętym, ale i apostołem. Kościół zachowując swoją tradycyjną naukę, że droga prowadząca do klasztoru, zakonu, na plebanię, do eremu, jest niezbędna i błogosławiona od Soboru głosi, że nie jest ona jedyna droga prowadząca do doskonałości. Śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa, składane zgodnie z tradycją są cennym znakiem eschatologii dla Kościoła i całej ludzkości. Ta mniejszość ochrzczonych, będąc niezbędna w planach Bożych nie ma jednak „monopolu” na doskonałość a więc na świętość i naturalnie związane z nią apostołowanie.

Tym samym kościół Katolicki głosi swoim wiernym, że trzeba się uświęcać w codziennym życiu przez zwykłe rzeczy, nie zostawiając rodziny ani nie rezygnując ze zwyczajnych zajęć i kłopotów normalnego człowieka biorąc na serio wezwanie powtórzony trzykrotnie przez Pawła w jego pierwszym liście do chrześcijan w Koryncie: Niech każdy postępuje tak, jak mu Pan wyznaczył, zgodnie z tym, do czego Bóg go powołał (1 Kor 7,17). Można powiedzieć, iż po wielu wiekach Kościół ponownie odkrywał sposób życia pierwszych chrześcijan. Dla nich spotkanie z Chrystusem nie oznaczało porzucenia zajęcia pośród świata, oznaczało zmiany i sposobu przeżywania tych zajęć. Gdy Kościół przypomina o powszechnym wezwaniu do świętości mówi o tym, że każde uczciwe zajęcie powinno być przemieniona w ofiarę składaną Bogu. Tym samym praca w swym najszerszym znaczeniu (nie tylko praca zarobkowa) staje w samym centrum życia chrześcijańskiego.

Wraz z tą radykalną zmianą optyki w literaturze katolickiej coraz częściej pojawia się myśl o tym, że praca jest Bożym darem. Dar, który jest rozdawany w różny sposoby. Wszyscy wzajemnie siebie potrzebujemy. Wszyscy potrzebujemy pracę innych. Dlatego nie ma żadnego sensu dzielenie ludzi na różne kategorie w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, uważając jedne zajęcia za godniejsze od innych. Wszelka praca, jest świadectwem godności człowieka, jego panowania nad stworzeniem. Jest okazją do rozwoju własnej osobowości. Jest więzią jedności z innymi ludźmi, źródłem środków do utrzymania własnej rodziny; sposobem przyczyniania się do ulepszenia społeczności, w której żyjemy i do postępu całej ludzkości. Praca jest jakby pierwszym powołaniem człowieka i staje się częścią jego chrześcijańskiego powołania.

Pracować z miłości

Wielkim przywilejem człowieka jest możliwość miłowania, dzięki której wychodzi on poza to, co ulotne i przemijające. Może miłować inne istoty ludzkie i może miłować Boga. Dlatego człowiek nie powinien ograniczać się do robienia rzeczy, do wytwarzania przedmiotów. Praca rodzi się z miłości, wyraża miłość, jest skierowana ku miłości. W ten sposób praca staje się modlitwą, dziękczynieniem, ponieważ daje nam świadomość, że to Bóg umieścił człowieka na ziemi, że go miłuje, i że on jest spadkobiercom Jego obietnic. Dlatego słusznie mówi się: Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie (1 Kor 10, 31).

Im więcej życia wewnętrznego i duchowego tym większe zaangażowanie się w pracy. Taka duchowa motywacja (człowieku pamiętaj, dla kogo pracujesz: pracujesz dla Boga!) prowadzi do tego, że człowiek pragnie lepiej pracować. W jego działaniu najważniejsze to fakt, że praca staje się ofiarą składaną Bogu. Już na pierwszych stronach Pisma czytamy o ofierze Abla. On ofiarowywał Bogu to, co najlepszy, inaczej niż jego brat Kaim. Nie można Bogu ofiarować byłe, czego. Uświęcenie pracy nie sprowadza się do tego, że zewnętrznie doczepiam nadprzyrodzoną intencję. Ta nowa optyka sprawia, że muszę lepiej pracować, sumiennie pracować. Przy takich intencjach jakość samej pracy się polepsza. W codziennym trudzie mogę też naśladować Chrystusa, który w Nazarecie czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2, 52). Praca jest tym miejscem gdzie człowiek staje się bardziej człowiekiem, nie dlatego, że zdobywa „więcej” lecz dlatego że staje się lepszym. W pracy wzrastamy w męstwie, cierpliwości, duchu współpracy, lojalności... W pracy też odnajduję krzyż dnia codziennego. Krzyż, który daje okazje do współudziale w odkupieniu i w budowaniu Kościoła (raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół Kol 1, 24).

Dobrze wykonana praca sama w sobie stanowi wkład w życie społeczne. Równocześnie dobre wykonanie pracy wymaga uczciwości. Zawodowy prestiż pozwala też na to, by z większą skutecznością rozpowszechniać smak chrześcijański. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5, 14-16). Aktywna obecność w świecie ułatwia podjęcie dialogu z niewierzącymi lub z członkami innych wspólnot kościelnym. W tym sensie praca staje się miejscem ekumenii i budowy jedności z braćmi.


* * *


Duchowość świecka, czyli duchowość budowana wokół samego sposobu zakorzenienia się chrześcijan w świecie przezwycięża stary dualizm: albo duchowość albo troski świata. Nie oznacza, że odchodzi się od radykalizmu Ewangelii. Przyjmuje się ten radykalizm w całej pełni: Słowo ciałem się stało... Czyż nie jest On synem cieśli? (Mk 13, 55). Taka optyka niesie ze sobą nie tylko dowartościowanie wszelkich uczciwych zajęć (a są nimi prawie wszystkie) ale i lekarstwo na różne ówczesne patologie: pracoholizm, karierowictwo, korupcja.


Ks. dr Stefan Moszoro-Dąbrowski. Duchowny Opus Dei, instytucja kościoła Katolickiego, której istotą jest uświęcanie codziennej pracy.