Polecam

ekai.pl/blogi/ksignacy

Blog księdza z Opus Dei z Poznania

Ks. Ignacy Soler

Ks. dr Ignacy Soler, urodzony w Alcañiz, w Hiszpanii (1955). Na Uniwersytecie Complutense w Madrycie ukończył studia matematyczne (1977). Stopień naukowy doktora nauk teologicznych uzyskał w 1983 na Uniwersytecie Navarry w Pamplonie. W 1981 został wyświęcony na kapłana prałatury personalnej Opus Dei. Od 1994 mieszka w Polsce.

Na OpusDei.pl
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Opus Dei jest prałaturą personalną Kościoła katolickiego. Założył je w 1928 r. św. Josemaría Escrivá. Jej zadanie polega na przekazywaniu innym, że praca i zwykłe okoliczności są okazją do spotkania z Bogiem, do służenia innym i do poprawy społeczeństwa.
Opus Dei - Szukając Boga w życiu codziennym
Szuflada Dla księży
REKLAMA
Reklama

PostHeaderIcon ksieza

PostHeaderIcon Adoracja ŚDM

 

PostHeaderIcon Bioetyka

 

Dr Marek Kośmicki, cenne prezentacje.

 

Więcej…

 

PostHeaderIcon Jeszcze dwa drinki temu...

Rzeczpospolita 11-06-2011

Alkohol szkodzi zdrowiu, mówi wytarty slogan. Niestety nadal pozostaje ulubionym kompanem w zabawie

Plakat nowojorskiej kampanii społecznej

Więcej…

 

PostHeaderIcon YOUCAT

 

 

Warto przeczytac komentarz na blogu http://breviarium.blogspot.com/

Więcej…

 

PostHeaderIcon Potrafił czasem walnąć pięścią w stół

Rzeczpospolita, specjalny dodatek 26-IV-2011.

Rozmowa z Pawłem Zuchniewiczem, autorem książek o Janie Pawle  II.

Więcej…

 

PostHeaderIcon LITANIA DO BŁ. JANA PAWŁA II

modlitwa posiada imprimatur Metropolity Krakowskiego, kard. Stanisława Dziwisz, z 12 kwietnia 2011 r.

◊   Kyrie eleison, Christe eleison, Kyrie eleison.
Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże - zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata, Boże - zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże - zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże - zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo - módl się za nami.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Papież do spowiedników o wychowawczym znaczeniu sakramentu pokuty


"W naszych czasach rozmowa penitenta ze spowiednikiem może być jedną z nielicznych okazji, by zostać naprawdę głęboko wysłuchanym".

Więcej…

 

PostHeaderIcon plakat

Plakat dobrej jakości do POBRANIA i wydrukowania

POBIERZ


 

PostHeaderIcon Rekolekcje dla księży


Od października 1992 r. Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża organizuje rekolekcje dla księży diecezjalnych w Dworku w Bożej Woli pod Mińskiem Mazowieckim ( 50 km na wschód od Warszawy). Pobierz film o Dworku

Szczegółowe informacje: http://www.dworek.org.pl/index.php?content=terminy&option=5

Pobierz prezentację z rekolekcji dla księży w czerwcu 2006 Autor ks. Zenon Pipka (Gdańsk).

Więcej…

 

PostHeaderIcon Kard. Cañizares: co się stało z posoborową liturgią?

◊   Benedykt XVI powołując mnie do Watykanu, polecił mi krzewić szeroki i dynamiczny ruch liturgiczny, by przywrócić prawdziwe znaczenie liturgii i odnowić jej ducha w Kościele – powiedział kard. Antonio Cañizares Llovera w wywiadzie dla hiszpańskiego tygodnika Vida Nueva. Jego obszerne fragmenty zostały zamieszczone w watykańskim dzienniku L’Osservatore Romano. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zauważa, że posoborowa liturgia pozostawia wiele do życzenia. Nadszedł czas, aby postawić pytanie o to, co stało się z liturgią po soborze. Właściwa odpowiedź wymaga szczerości i pokory – zaznacza. Co stało się na przykład z wielkim wezwaniem Soboru, by liturgia była źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego? Czy naprawdę posoborowe przemiany były zgodne z wolą Soboru? – pyta szef watykańskiej dykasterii, zaznaczając, że nie są to jedynie pytania retoryczne.


Zapytany, czy w dziedzinie liturgii Kościół nie robi przypadkiem kroku wstecz, kard. Cañizares zaznacza, że nie wszystko, co wydawało się być postępem, rzeczywiście nim było. „W moim przekonaniu musimy uznać, że liturgia nie jest dziś „duszą” życia wielu chrześcijan, zarówno świeckich, jak i kapłanów. Ileż jest w niej rutyny, miernoty, banalizacji i płytkości. Na Mszach brak skupienia albo uczestniczy się w nich bez właściwego przygotowania. Stąd też nasza słabość” – podkreśla szef watykańskiej dykasterii. W jego przekonaniu jednym z najpilniejszych zadań jest uświadomienie wiernym, że liturgia jest w pierwszym rzędzie dziełem Boga i że tylko Bóg, Jego „rewolucja” może odmienić świat.

Przywrócenie liturgii właściwego jej charakteru i miejsca jest zdaniem hiszpańskiego kardynała niezbędne, by Kościół mógł sprostać czekającym go misjom. Chodzi tu zwłaszcza o zadanie nowej ewangelizacji w zsekularyzowanym świecie, w którym Bóg praktycznie przystaje być obecny. Tymczasem to właśnie liturgia jest tym miejscem, w którym stajemy wobec samego Boga – zaznacza hiszpański purpurat.

Wyraził on również zadowolenie z zmian strukturalnych w Kurii Rzymskiej. Zapowiadane już motu proprio Benedykta XVI odciąży Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, przekazując część kompetencji innym dykasteriom. „Tym samym będziemy mogli więcej energii zaangażować w samą liturgię i postulowaną przez Papieża odnowę ruchu liturgicznego. Dzięki temu będziemy też mogli powołać do życia nową sekcję, która zajmie się muzyką liturgiczna i sztuką sakralną” – podkreślił kard. Cañizares. Zaznaczył, że kluczem postulowanego dziś „reformowania reformy liturgicznej” musi być autentyczne nauczanie Soboru oraz magisterium papieży, odczytywane zgodnie z hermeneutyką ciągłości, o którą zabiega Benedykt XVI.

kb/ rv

 

PostHeaderIcon Kard. Schonbrorn o rozwiedzionych

 Kard. Christoph Schonbrorn, Radość kapłańska, Rekolekcje w Ars 2009, Promic Warszawa 2010. s. 132-142.

Pytanie ojca Mariona na temat ludzi rozwiedzionych, żyjących w powtórnych związkach. Jestem proboszczem w regionie Hautes-Vosges, ale przez 33 lata pracowałem w Paryżu jako duszpasterz ośrodków pedagogicznych im. Madeleine Daniélou, założonych przez matkę kardynała Daniélou. Przez cały ten czas pracowałem również w Radio Notre-Dame w programie „Słuchaj w nocy”. Jedną z wielkich łask w moim życiu było animowanie czuwania na stadionie Parc des Princes, gdzie w 1980 roku pięćdziesiąt tysięcy młodych spotkało się z Janem Pawłem II. Moje pytanie wiąże się z miłosierdziem: w naszych parafiach słyszymy, że mamy wychodzić do najuboższych, Kościół soborowy prosił o wrażliwość na najuboższych. Najuboższymi są nie tylko ci, którzy nie mają środków do życia, którzy są odrzuceni, ale moim zdaniem również - i nieustannie ich spotykam - ci, którym nie powiodło się w miłości, którzy napotkali trudności w rozpoczętym życiu miłości, w rodzinie, którą założyli. Jest to dla mnie głęboki ból, tym bardziej, że uczestniczą oni w życiu parafii: w zespołach katechistów, którymi kieruję, są trzy osoby żyjące w powtórnym związku; katechizują, przychodzą na Mszę, a także przystępują do Komunii świętej. Czują taką potrzebę po spotkaniu ze mną, ale też chcą dawać przykład dzieciom. Wobec tego poważnego problemu chciałbym uzyskać jakieś wyjaśnienia, pomoc: jak możemy okazywać miłosierdzie tym ludziom, którzy często mają rozdarte serca, którzy chcieliby odbudować swoje życie, wyposażyć je w większą miłość niż w pierwszym związku.

 

Cieszę się, mogąc wspólnie z Ojcem porozmawiać na ten temat, nawet jeśli sam staję bezradnie wobec tych samych trudności. W Austrii to sprawa dobrze znana, więc mogę o tym powiedzieć z całą prostotą: ja sam pochodzę z rozbitej rodziny, moi rodzicie rozwiedli się, kiedy miałem trzynaście lat. Poznali się podczas wojny i znali się dosłownie trzy dni. Mój ojciec walczył na froncie i pragnął, rzecz zupełnie zrozumiała, mieć kogoś w domu, kiedy sam będzie pod Stalingradem. Po wojnie bardzo szybko się okazało, że ta rodzina nie jest zbudowana na solidnych podstawach, ale mimo wszystko wytrzymali do 1958 roku. Mogę więc mówić o tej rzeczywistości, którą znam z własnego doświadczenia, która także i mnie otacza ze wszystkich stron, tak jak wielu z was, przynajmniej w naszych krajach Europy czy w Ameryce Północnej. Ameryka Łacińska zna bardzo podobną sytuację, wielu mężczyzn ma tam bowiem po trzy czy cztery rodziny, z którymi żyją w sposób bardzo nieuporządkowany. Wszędzie stykamy się z trudnościami związanymi z tą fundamentalną rzeczywistością ludzkiego życia, o której mówią już pierwsze stronice Biblii, a którą jest związek mężczyzny i kobiety zawarty dla utworzenia rodziny, dla przekazywania życia.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Nowe spojrzenie na prawo naturalne.

Międzynarodowa Komisja Teologiczna

W poszukiwaniu etyki uniwersalnej:

Wstęp

[1] Czy istnieją obiektywne wartości moralne zdolne zjednoczyć ludzi i przynieść im pokój i szczęście? Jakie to wartości? Jak je rozpoznać? Jak urzeczywistniać je w życiu osób i wspólnot? Dzisiaj, kiedy ludzie jaśniej zdali sobie sprawę z faktu, iż tworzą jedna, globalna wspólnotę, te odwieczne pytania są, bardziej niż kiedykolwiek, naglące. Wielkie problemy jakie staja przed ludźmi przekraczają obecnie granice państw i urastają do planetarnych rozmiarów tym łatwiej, że rozwój technik komunikacji sprzyja wzajemnemu oddziaływaniu na siebie osób, społeczeństw i kultur.  Wydarzenie lokalne prawie natychmiast może wywołać skutki na całym świecie. W ten sposób rodzi się świadomość ogólnoświatowej solidarności, która swój ostateczny fundament znajduje w jedności rodzaju ludzkiego. Jedność ta wyraża się w poczuciu ogólnoświatowej odpowiedzialności. I tak kwestia równowagi ekologicznej, ochrony środowiska, zasobów naturalnych i klimatu staje się palącym problemem dotyczącym całej ludzkości, a jej rozwiązanie znacznie przekracza perspektywę poszczególnych narodów. Także zagrożenia ciążące na społeczeństwach z powodu terroryzmu, przestępczości zorganizowanej i nowych form opresji i przymusu, przybierają wymiary globalne. Szybki rozwój biotechnologii, który czasami zagraża tożsamości samego człowieka (manipulacja genetyczna, klonowanie…), pilnie domaga się refleksji etycznej i politycznej o wymiarze uniwersalnym… W tym kontekście poszukiwanie wspólnych wartości etycznych zyskuje na aktualności.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Wezwanie do Asyżu

 
Rzeczpospolita 18-01-2011

Więcej…

 

PostHeaderIcon Zapanuj nad czasem

 

Anna Pawłowska, 31-12-2010

 W pracy dostajesz zadanie: przygotować ważne zestawienie. Termin: dwa tygodnie. Mnóstwo czasu – myślisz i… po trzynastu dniach bierzesz się do roboty. A właściwie masz taki zamiar, bo jeszcze tylko zaparzysz kawę, zerkniesz na maila, sprawdzisz czy ktoś nie napisał czegoś nowego na Facebooku. Efekt? Spędzasz całą noc przy biurku, pijąc kolejne kawy. Oddajesz zestawienie nie tak dobre, jak mogłabyś przygotować, gdybyś dobrze zaplanowała pracę. To już ostatni raz – przyrzekasz sobie. Jeśli naprawdę chcesz dotrzymać słowa, zacznij od zmiany kilku nawyków.

Więcej…

 

PostHeaderIcon rachunek sumienia dla wiernych

Tekst przygotowany z myślą powielania. Warto dostosować do włąsnych potrzeb.

Tekst na PDF

Więcej…

 

PostHeaderIcon tendencje doktrynalne w aktualnej psychiatrii

Każda osoba pełniąca funkcje wychowawcze (rodzice, nauczyciele, itd.) potrzebuje wiedzy na temat różnych patologii psychicznych. Nie jest ich zadaniem leczenie chorób umysłowych, ale dzięki temu stają się świadomi wpływu tych zaburzeń na życie duchowe. Umożliwia to ich współpracę z lekarzami.

Najpierw omówimy tendencje doktrynalne, inaczej najważniejsze szkoły psychopatologiczne w naszej epoce. Następnie opiszemy najczęściej występujące choroby psychiatryczne. Rozdział kończy się komentarzem duszpasterskim.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Czas odważnych chrześcijan

 
 
 
Rzeczpospolita 22-12-2010 
 
Abp Józef Michalik

Wyzwania stojące przed Kościołem w Polsce są konsekwencją zachodzących na całym świecie zmian cywilizacyjnych. W nowych okolicznościach pojawiają się zadania, którym chrześcijanie stawiają czoło od dwóch tysięcy lat. Ten spór lub dialog dotyczy trzech kluczowych dla człowieka kwestii: Dlaczego przyszliśmy na ten świat? Co mamy tutaj do zrobienia? Co się stanie z nami po śmierci?

Więcej…

 

PostHeaderIcon Czy celibat jest jeszcze żywy?

źródło

Czy celibat jest jeszcze żywy? Czy w ogóle można wymagać go od współczesnego człowieka? Te pytania stawia się wciąż w kręgach kościelnych i jest zrozumiałe, że martwią się tym rodzice i wychowawcy, a młodzi reagują gniewem lub sceptycyzmem.

1.Wstęp

Najpierw trzeba po prostu odpowiedzieć, że celibatem się żyje: to jest jego najpoważniejszy argument. Wbrew wszystkim falom zmysłowości i egoizmu, którymi zagrażają nam mas media, wbrew wszystkim sugestywnym ostrzeżeniom z piętnem Freuda i skandalizującym publikacjom o seksualnych zachowaniach w Kościele i poza nim, faktycznie są także jeszcze dzisiaj ludzie, którzy nim żyją, którzy znaleźli swoje szczęście w chrześcijańskiej bezżenności. Żyją wewnętrznie wolni i niezależni według tego ideału Ewangelii, mocną, odważną i buntowniczą miłością, setki i tysiące na całym świecie.

Jestem przekonana, że celibat także dzisiaj wciąż jest żywy. Im uporczywiej czyni się z niego tabu, im mocniej sprzedaje się go za bezcen lub też oszpeca, tym bardziej, wydaje mi się, dociera do chrześcijańskiej świadomości jego wartość, aby znów zająć przysługujące mu miejsce. Postaram się przedstawić, przynajmniej w zarysach, głęboki sens chrześcijańskiej bezżenności mężczyzn i kobiet.

2.Wartość małżeństwa

Nie chodzi przy tym o to, by wygrywać celibat przeciwko małżeństwu. Dla większości ludzi małżeństwo jest odpowiednim i (mimo wszystkich trudności) także uszczęśliwiającym sposobem życia. Tutaj przeżywa się ludzką miłość, tutaj urzeczywistnia się gotowość bycia dla drugiej osoby. Osobiste oddanie się partnerowi osiąga swoją najbardziej wewnętrzną i głęboką formę w zjednoczeniu płciowym. To zjednoczenie, obejmuje, ze swej istoty, nie tylko cielesny ale także psychiczno-duchowy wymiar człowieczeństwa. Istotą małżeństwa jest wzajemne i zupełne oddanie się sobie, osobowa i integrująca miłość, życie ze sobą i przeżywanie, wspólna egzystencja, zadania i odpowiedzialność. Wraz z przysięgą małżeńską kobieta i mężczyzna zdecydowali się na siebie. Gdy wyznali to jako chrześcijanie i przed Bogiem, wówczas związali się z partnerem i w jakiś sposób poprzez niego także z Chrystusem. Przysięga wierności dotyczy także Chrystusa. „Oddaje się nie tylko sobie wzajemnie....., oddaje się też Chrystusowi w drugim”1. Małżonkowie nie żyją wobec tego tylko dla siebie. W gruncie rzeczy żyją razem dla Chrystusa. W ich miłości jest obecny Chrystus. Gdy zbliżają się wzajemnie do siebie, jednoczą się zarazem ściślej z Chrystusem. Bowiem ich wspólnota przedstawia się jako sakrament, jeden z siedmiu pełnych tajemnicy źródeł udziału w życiu Bożym.

Tak więc małżeństwo jest także drogą do Boga. Dlatego celibat w prawdziwej tradycji Kościoła nie mógł nigdy oznaczać pogardliwego traktowania wspólnoty małżeńskiej, także żadnego kierunku w drugą stronę w poglądach manicheizmu odnośnie ciała, płci i płodności2. Niezmysłowy człowiek nigdy nie był ideałem chrześcijańskim! Ten kto nie jest zdolny do uczuć, namiętności, tęsknoty, cierpi na brak, ponieważ pozostaje przed nim zamknięta bardzo głęboka sfera ludzkiej natury. Celibat nie ma z tym nic wspólnego! Oznacza, że dobrowolnie „rezygnuje się” z tego, co z woli Stwórcy prowadzi do małżeństwa3, a mianowicie potrzebę, żeby ofiarować się całkiem drugiemu człowiekowi, co jest głębsze niż tylko tendencja seksualna. Zamiast o „rezygnacji” powinniśmy chyba lepiej mówić o „ofierze”. Człowiek, który wybiera celibat, ofiaruje Bogu całkiem konkretny, bardzo osobisty dar, gdy rezygnuje z małżeństwa. Nie pogardza tym sposobem życia, przeciwnie: w religiach wszystkich narodów praktykuje się zawsze ofiarowanie czegoś najcenniejszego, nie czegoś złego czy nieudanego, co byłoby przecież obrazą Bóstwa!

Tak jak człowiek jest zdolny do wybrania małżeństwa, tak niektórzy są zdolni do zrezygnowania z małżeństwa. W ten sposób świadomie przeżywana bezżenność przedstawia się nie tylko jako stan, lecz także jako samodzielna wartość. Tworzy „inną” możliwość, „inną” drogę, na której mężczyzna i kobieta mogą znaleźć spełnienie.

3. Miłość do Chrystusa

Jednak nie można definiować celibatu tylko w sposób negatywny. Widzielibyśmy w nim wówczas jedynie rezygnację i brak, mielibyśmy podobne spostrzeżenia, jak ktoś, kto w ogrodzie zauważa tylko płot, a podczas gry w tenisa myśli tylko o bólu mięśni. Wtedy nic nie zrozumiemy z piękna i wielkości chrześcijańskiego celibatu! Kto wybiera bezżenność, nie decyduje się na egzystencję nieczułą i bezduszną, nie czuje się jak wygnany na pustynię. Przeciwnie, wybiera szczególną wspólnotę miłości: życie z Chrystusem i Jego Kościołem. Świadczy o tym, że człowiek całą siłę swej miłości może skierować ku Bogu. Oczywiście rezygnuje przy tym z określonej formy urzeczywistnienia ludzkiej miłości – ale rezygnuje, dla większej Miłości. Czyż wartość miłości lub entuzjazmu nie zależy przede wszystkim od tego, kogo kochamy i kim się zachwycamy! A w tym przypadku sam Bóg jest bezpośrednim celem wszystkich naszych dążeń. Augustyn pisze w jednej z uwag do kobiet poświęconych Bogu: „Jeśli więc jesteście winne wielką miłość waszym małżonkom, o ileż bardziej musicie kochać Tego, dla którego nie chciałyście małżonka?... Nie wolno wam kochać mniej Tego, dla którego nie kochacie tego, co byłoby dla was dozwolone”4. Teolog Josef Arquer kontynuuje: „Aby być tym, czym być powinna, musi ...(bezżenność chrześcijańska) być przeżywanym sam na sam z Bogiem, świadomym.... zwróceniem ku Bogu. Z zewnątrz rezygnacja, jest w swoim wnętrzu ustawiczną modlitwą”.5

Jak wiadomo, małżeństwo opiera się także na tajemnicy związku Chrystusa z Kościołem. Jednak ono samo nie jest tym związkiem, przedstawia go tylko w sposób obrazowy. Natomiast przez decyzję życia w celibacie mężczyźni i kobiety są w pewnej mierze włączeni w tajemnicę tych stosunków oblubieńczych6. Zapowiadane tylko w małżeństwie „mysterium caritatis” wkracza w ich życie bezpośrednio i pozwala znaleźć wyższe spełnienie niż w płaszczyźnie naturalnej. Kobieta i mężczyzna żyją teraz w całkowitym oddaniu miłości do ‘Ty’, w bezpośrednim stosunku ‘ja-Ty’, ale nie do siebie, lecz w danym wypadku jako pojedyncze osoby do żyjącego i obecnego Chrystusa, w ostatecznej bezpośredniości z samym Bogiem. Jan Paweł II podkreśla jasno: „Nie można tego porównywać z samą bezżennością w znaczeniu nie zawarcia małżeństwa, gdyż dziewictwo nie ogranicza się do samego ‘nie’, lecz zawiera głębokie ‘tak’ w porządku oblubieńczym: oddanie siebie z miłości w sposób zupełny i niepodzielny”7. Kto żyje w celibacie, odkrył, że jest kochany przez Boga dla siebie samego i odpowiada na to całym życiem, energią, duszą i ciałem: „Osoba ludzka, która jest tak bardzo kochana przez Boga, oddaje się Mu, Jemu samemu”8. Jej naśladowanie Chrystusa jest radykalne. Niektórzy zwracają uwagę, że celibat chrześcijański ma tak mało wspólnego z faktycznym, być może niechcianym, ciężkim losem znoszenia bezżenności, jak dobrowolne ubóstwo z faktyczną, niechcianą i bolesną nędzą.

Dzisiaj jest modne, aby ten temat określać jako idealistyczną niedorzeczność. Jednak nie możemy dać się przez to obezwładnić. Może pomogłoby nam przypomnienie wielkiej misyjnej rewolucji pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wówczas całkiem oczywiste było to, że wiele osób wybierało celibat9. W młodym Kościele uważano go za świetlane świadectwo wiary, porównywano z męczeństwem. Widziano w nim wyraz miłości do Chrystusa, znak witalności ludu Bożego.

4. „Dla Królestwa niebieskiego”

Zwykle określa się celibat jako „bezżenność dla Królestwa niebieskiego”. Oznacza to mniej więcej: że jeśli ktoś z miłości do Chrystusa decyduje się na celibat, wskazuje wyraźnie na „Królestwo niebieskie”. Antycypuje w swojej fizycznej egzystencji to, co wszystkim ludziom będzie podarowane w przyszłym zmartwychwstaniu10, ponieważ „nie mogą się więcej żenić” i będą „jak aniołowie w niebie11. W ten sposób staje się „profetycznym świadkiem w czasie dla przyszłego świata, w którym mieszka sprawiedliwość12.

Chrześcijanin żyje patrząc naprzód. Żyje w niedościgłej przyszłości, która nazywa się niebem. Niebo jest pełnią dobra, którego bezgranicznie wypatruje ludzkie serce, w czym może mieć udział w życiu ziemskim, to jest najwyższa pełnia wynagrodzenia człowieka przez Boga13. „Dlatego - tak twierdzi Ladislaus Boros - smak szczęścia, bezpieczeństwo, radość z wielkości nie należą także do chrześcijaństwa, one określają całą chrześcijańską rzeczywistość jako widok i skierowanie naprzód…, jako jutrzenkę oczekiwanego dnia”14. Chrześcijanin nie ma żadnego powodu, by być przegranym, smutnym czy tchórzliwym, zadowalać się stanem obecnym, a przy tym zapominać o nadziei.

Jednak, gdy wybiera się celibat, nie tylko wskazuje się na przyszły świat. Świadczy się o wiele bardziej o tym, że przyszłość zaczęła się już tu i teraz. Nadzieja w sensie chrześcijańskim nie znaczy, że zwraca się ku czemuś, co mogłoby się wydarzyć, zawiera o wiele więcej, że już w pewnym sensie posiada się to, co jest oczekiwane, chociaż jeszcze niedoskonałe i bardzo prowizoryczne. Według znanego w teologii twierdzenia łaska Boża, z której żyje, mający nadzieję, jest „początkiem wspaniałości15. To znaczy, że w mającym chrześcijańską nadzieję, życie wieczne już teraz jest w tajemniczy sposób obecne. Bóg udziela nam szczęścia, które zaczyna się już na tym świecie! Nie tylko wolno nam życzyć sobie i oczekiwać Jego Miłości, ale można także jej doświadczyć już teraz. Tak zwane „ostatnie” rzeczy są w rzeczywistości pierwszymi, przynajmniej rzucają swoje światło i cień. To od nas zależy, abyśmy otwierali się coraz bardziej, aby wspólnota miłości z Chrystusem stale się poszerzała. Dopiero wtedy spełni się bez reszty praludzka tęsknota za szczęściem.

Bezżenność „dla Królestwa niebieskiego” może nam dać przedsmak wiecznej radości. Obejmuje najgłębsze osobiste i egzystencjalne wymiary bytu ludzkiego i pozwala nam nieco odczuwać pełni życia, które Chrystus chciałby nam podarować. Bez wątpienia jest to droga, która tak jak małżeństwo może prowadzić do afektywnej dojrzałości i pełnej integracji osobowości. Jednak powstaje pytanie, kto potrafi zatem zrezygnować z miłości małżeńskiej. Komu wolno przyjąć, że nie potrzebuje pomocy partnera? Z pewnością tylko ten, kogo Chrystus osobiście powołuje i zaprasza. Dobrowolna bezżenność jest powołaniem chrześcijańskim. Nie można jej samemu uzyskać, „wypracować”. Tylko Bóg może ją ofiarować, w wolnej, wspaniałomyślnej, rozrzutnej miłości. Jednak każda chrześcijanka czy chrześcijanin powinni być gotowi do przyjęcia tego daru. A gdy człowiek rzeczywiście otrzymuje szczególne powołanie Boże, powinien mieć odwagę, porzucić swoje naturalne, mocno określone miejsce, aby całkiem poddać się planom boskiej Opatrzności. „W zatrzymaniu się, gdy rozbrzmiewa powołanie, pośród wszystkich pilnych obowiązków i relacji, w porzuceniu wszystkiego, co właśnie trzyma się w ręku, aby skierować spojrzenie na zawsze tylko na Niego.... leży specyficzny wyraz bezgranicznej, adorującej miłości”.16

Gdy człowiek został dotknięty Bożą miłością, gdy otrzymał łaskę chrześcijańskiej bezżenności i pozwala jej w sobie działać, wtedy coraz wyraźniej doświadcza, że celibat jest bardziej darem niż stratą, bardziej bogactwem niż biedą. Pojmie, że przy Bogu można czuć się całkiem zrozumianym i bezpiecznym, że może mówić o wszystkim, co go nurtuje – tak, że życie z Chrystusem jest największym szczęściem, którego można sobie życzyć.Pytanie o udaną bezżenność jest dla mnie pytaniem o moją prawdziwą ojczyznę”, mówi benedyktyn, ojciec Anselm Grün. „Gdzie czuję się w domu? Czy tam, gdzie się dobrze urządziłem? Czy tam, gdzie są kochane osoby, z którymi mogę przebywać? Czy rzeczywiście z Bogiem czuję się w domu? Bezżenność będzie udana, jeśli czuję się z Bogiem w domu.17

5. Trudności

Jak każda radykalna i ostateczna decyzja, która angażuje całego człowieka, celibat jest naturalnie także „ciężkim i trudnym węzłem miłości”.18 Nie wolno pomniejszać w nieświadomej naiwności ani ukrywać w duchowej małostkowości wymagań, jakie stawia skłonnościom ludzkiej natury. Całkiem przeciwnie, jest koniecznie potrzebne dla „uszczęśliwionego” życia w oddaniu Bogu, aby je zrozumieć głęboko po ludzku i realistycznie.

Gdy rezygnuje się z miłości do Boga z jedynej w swoim rodzaju wspólnoty miłości małżeńskiej, wtedy oddziela się niezaprzeczalnie od głębokiego źródła szczęścia, a także od wielkiej naturalnej pomocy na drodze do zjednoczenia z Bogiem. Prawdziwa miłość do człowieka jest (na płaszczyźnie naturalnej) chyba najbardziej skutecznym środkiem przezwyciężenia pychy, egoizmu i nieuporządkowanych namiętności. Czyni serce łagodnym i pełnym zrozumienia, pomaga, aby być wielkodusznym i gotowym do uczenia się. Gdy rezygnuje się z tej ludzkiej miłości, można czuć się samemu odrzuconym, i powstaje wymuszona koniecznością próżnia w sercu. Z tą próżnią trzeba się poważnie skonfrontować. Może się ona w końcu wypełnić tylko wtedy, gdy pojmuje się celibat jako „szansę na życie szczególnie zakochane19. Gdy Chrystus wypełnia serce, samotność zostaje radykalnie zwyciężona! Oby nie był to jednak przypadek, wtedy człowiek może bardzo łatwo stać się zdziwaczałym i suchym, ze skarlałym sercem i umysłem. Może się też zdarzyć, że pogrąży się w małostkowości i szuka wypełnienia pustki w niskich ambicjach – na przykład przez pragnienie panowania nad innymi, czy dążenie do sukcesu, pieniędzy i aplauzu. Staje się to często powodem do jego krytyki ze strony innych. Trzeba przyznać, że celibat jest rzeczywiście niezrozumiały, o ile Chrystus nie jest już w nim istotą, normą i rzeczywistością.

Jednak także wtedy, gdy rezygnacja z małżeństwa udzielona została w akcie radosnego wyrzeczenia się siebie, nie oznacza to, że jego następstwa nie mogą być obciążające z biegiem życia. Rutyna może zobojętnić serce albo pozwolić mu zdrętwieć, codzienna praca może męczyć. Istnieje niebezpieczeństwo powracania do tego, co się opuściło z miłości do Boga – albo właśnie wewnętrznego skostnienia i zgorzknienia. Akurat w połowie życia – którą nazywa się odnośnie sytuacji decyzyjnej „drugim nawróceniem” – może ogarnąć człowieka ociężałość i przesyt. I tak ktoś jest rozczarowany przez życie, być może także znudzony, że odczuwa słabość i nie chce czy nie potrafi już wymagać od siebie wielkości. Rozczarowanie powiększa się, niekiedy znajduje swój wyraz w krytykowaniu, małostkowym zrzędzeniu i urazach, w ciekawości, gadaninie, gorączkowości, aktywizmie albo w tępej obojętności. Może się tak zdarzyć, że celibat opóźnia psychiczną dojrzałość, a czasem nawet ją blokuje. Ale nie może ostatecznie przeszkodzić normalnemu człowiekowi, który wciąż próbuje od nowa żyć swoją wiarą.

Zapewne bywają sytuacje tragiczne! Musimy jednak wyjaśnić, że celibat sam w sobie jest tak samo mało odpowiedzialny za możliwe zranienia serca, jak małżeństwo stanowiłby gwarancję przeciw takim zranieniom.. Czyż nie widzimy tak wielu osób żyjących w małżeństwie – kobiet i mężczyzn – opanowanych przez egoizm, których serca oziębły, którzy w ogóle sprawiają wrażenie smutnych, rozdrażnionych, ograniczonych? Także ludzka miłość i życie seksualne mogą być powodem frustracji, i nie tylko dlatego, pozwalają doświadczyć wciąż granic i względności związku, który tęskni za nieskończonością, za wiecznością i absolutem, co w tym życiu w końcu zupełnie nie jest osiągalne. Prędzej czy później każdy człowiek odczuwa, że jego pragnienie zjednoczenia na tym świecie nie może być nigdy w pełni zaspokojone20. To jednak nie oznacza, że nie będzie mógł być szczęśliwy – i coraz szczęśliwszy - w małżeństwie.

 

6. Konieczność walki

To jest zapewne truizm: wszędzie tam, gdzie chodzi o wyższe dobra, trzeba prowadzić walkę przeciwko wielkiemu niebezpieczeństwu zobojętnienia, popadnięciu w bezwład, „zaniedbaniu siebie”, a także nieuporządkowanemu życiu uczuciowemu. Walka ta jest konieczna w każdym małżeństwie, i odgrywa również znakomitą rolę naturalnie dla każdego, kto zdecydował się na celibat.

Tak to już jest, że jesteśmy w takim samym stopniu bardzo ciałem i duszą, i wszystkie nasze działania duchowe są najgłębiej związane z naszym życiem uczuciowym. Poza tym nasza natura jest osłabiona przez grzech. Byłoby daremną rzeczą, bronić się przed tą rzeczywistością i po prostu zaprzeczać porywom ludzkiej natury. Prowadziłoby to do zasklepienia się w nieludzkim stoicyzmie. Fałszem byłoby także uleganie wszystkim porywom i przy tym wypieranie własnej sytuacji życiowej. Najlepiej brać sprawy takimi, jakimi są. Zapewne trzeba też być gotowym do wyciągnięcia konsekwencji dla swego postępowania, a to znaczy konkretnie: trzeba być mądrym i czujnym. Nie wolno nam się wstydzić tego, co w tradycji chrześcijańskiej rozumiane jest jako asceza, walka lub też samodyscyplina. Te słowa brzmią dla wielu dzisiaj obco i nieprzyjemnie. Być może rzeczywistość, na którą wskazują, była dawniej faktycznie bardzo przesadna. Jednak jest też faktem, że konieczność walki ascetycznej dzisiaj w szerokich kręgach jest odrzucana, nierzadko czyni się za to współodpowiedzialnym niepowodzenia życia w celibacie. Nie chodzi o to, żeby rezygnować z wszelkiej ascezy, lecz musi być ona sensownie uzasadniona i używana. Znana siostra zakonna Isa Vermehren jasno podkreśla, że musi istnieć samodyscyplina „w miłości i z miłości do Pana”, „w wolnej od strachu, pełnej zaufania miłości, wtedy prowadzi do wielkiej wolności i poszerzenia serca21. Asceza pozostaje w służbie odniesienia do Boga. Nie własna perfekcja, lecz większa miłość Boga jest jej celem. W pierwszym rzędzie nie chodzi o to, by zupełnie niczego nie zrobić źle i nigdy nie upaść. Trzeba mieć tylko odwagę, wciąż powstawać. Bogu jest chyba przyjemniej, jeśli podajemy Mu nasze złamane serce, niż gdy wykazujemy się naszymi osiągnięciami ascetycznymi i moralną nieskazitelnością.

Na każdej drodze życia można mieć wątpliwości co do raz powziętej decyzji, ciemności i rozczarowania. Wewnętrzna stabilność i dojrzałość duchowa w normalny sposób zwycięża je dopiero z czasem, w rozwoju nie linearnym, lecz przez mniejsze lub większe kryzysy, ale przecież kryzys nie jest żadną katastrofą. Przeciwnie, powinniśmy odkryć szansę, która jest w nim ukryta. Przez trudności miłość staje się dojrzalsza i głębsza, każda burza może ją odnowić. Pragnienie oddania się całkiem drugiej osobie, może w biegu osobistej historii życia coraz bardziej się oczyścić i pomnożyć. Przy tym zapewne jest wymagane, żeby dobrze zrozumieć, co się w tej „burzy” przeżywa, aby nie uciekać, nie odwracać się i przede wszystkim nie okłamywać się możliwą „zmianą partnera”. Bowiem jedyne, co musi się zmienić, to własne ’ja22.

W czasie kryzysu jest się praktycznie wezwanym do powrotu do początku więzi miłości i powtórzenia go ponownie. Jest się wezwanym do tego, aby jeszcze raz z całego serca powiedzieć ‘tak’. Filozof Dietrich von Hildebrand mówi, komentując to: „Teraz nie wolno jednak zamienić powrotu do początku, do momentu gdy Bóg poruszył do głębi naszą duszę, co należy do istoty każdego odnowienia, na powrót do wszystkich szczegółów początku. To jest powrót do początkowej czujności, żaru, początkowego zapału – ale niekoniecznie do początkowej struktury”23. To znaczy, że nie trzeba zaprzeczać wiedzy i doświadczeniom, które nagromadziły się na mojej drodze życia. Gdy powtarzam początkowe ‘tak’, to dzieje się to w sposób bardziej świadomy i wolny, niż za pierwszym razem w uniesieniu młodości, z dojrzałością lat. Z czasem kocham coraz bardziej, ponieważ chcę kochać i jestem gotowa także ponieść ofiarę.

Możliwości dojrzewania osoby – mężczyzny czy kobiety, w celibacie czy w małżeństwie – są tak wielkie, jak miłość, z której żyją. Jeśli troszczy się tylko o siebie samego i swoje znaczenie, jest się wewnętrznie ubogim, ciasnym i nudnym, odpychającym dla innych. Decydującą przeszkodą w harmonijnej osobowości i uszczęśliwionym życiu w społeczności jest egocentryzm, zamknięty w sobie, może nawet neurotyczny stosunek ‘ja’ do świata i do innych. Jeśli ktoś wybrał celibat, musi uczyć się wyzwalać się na coraz głębszym poziomie. Musi całkiem i wciąż na nowo spoglądać na Tego, na którego się zdecydował. Innymi słowy, musi być gotów, coraz bardziej oddzielać się od wszystkich mniejszych dóbr – może to być potrzeba spokojnego i uporządkowanego życia. Naturalnie musi najpierw próbować wyzwolić się od wszystkich błędów i niedoskonałości, na przykład od małostkowej rywalizacji, od zazdrości, złośliwego zadowolenia, przesadnej uczuciowości i dążenia do kariery, aby jego serce mogło stać się coraz bardziej czyste i wolne dla miłości Boga.

Nie zawsze jest konieczne, żeby wola i życie uczuciowe łączyły się ze sobą w sposób harmonijny. Ten stan jest co prawda wart wysiłku i urzeczywistni się ostatecznie w niebie. Można chyba jednak bez przesady powiedzieć, że u wielu, którzy poważnie zdecydowali się na miłość do Boga, istnieje już tu i teraz. Kochają oni Boga nie tylko na podstawie szlachetnej decyzji, kochają Go wszystkimi siłami swego serca. Są szczęśliwi, że wolno im Go kochać! Właśnie ta miłość może też czasem prowadzić do walki z pewnymi głębokimi porywami własnego serca. Tak było w przypadku Abrahama, gdy oświadczył, że jest gotowy ofiarować własnego syna. Hildebrand przedstawia tę sytuację w sposób bardzo poruszający: „Abraham musiał swoją wolą powiedzieć tak, gdy usłyszał nakaz Boga... Ale jego serce musiało krwawić i odpowiedzieć z największym bólem. Jego posłuszeństwo nie byłoby doskonałe, jeśli serce radośnie zgodziłoby się na to. Przeciwnie, byłoby to zachowanie potworne. Według woli Bożej wymagana była ofiara... najgłębszego bólu jako odpowiedź serca24. Czegoś podobnego doświadczał także Chrystus w Ogrodzie Oliwnym, przy tym oczywiście trzeba uwzględnić nieskończony dystans między Abrahamem a Synem Bożym.

Co to dla nas oznacza? Czy w małżeństwie czy w celibacie – także my musimy czasami ponosić ofiarę dla większej miłości. Musimy ponosić ofiarę, aby być wiernym temu, z kim dobrowolnie się związaliśmy. Myślę, że gdy przychodzą próby i trudności w obszarze afektywnym, przede wszystkim może nam pomóc zagłębienie się w męce Chrystusa. Gdyby wszystkie zrządzenia Boga tylko nas cieszyły, gdybyśmy nigdy nie cierpieli z powodu sprzeciwu porywu serca wobec decyzji naszej woli, wtedy musielibyśmy się chyba zapytać, jak żywotne jest nasze życie wiarą. Może idziemy za Chrystusem w tak dalekiej odległości, że nie potrafimy wcale odczuć Jego krzyża!

Gdybyśmy z drugiej strony, doświadczając bólu w naśladowaniu Chrystusa, przy tym dziwili się i uskarżali, byłby to też znak tego, że nie jesteśmy jeszcze wystarczająco blisko Pana. „Pewna intonacja skargi ... stoi w sprzeczności z istotą miłości,” podkreśla Arquer. „Kochający przyjmuje chętnie ofiarę na siebie i nie wylicza stale ukochanemu, że mu wszystko podarował! W centralnej warstwie swego istnienia żyjący w celibacie mówi szczęśliwe ‘tak’ na to cierpienie, wita je jako krzyż, który go wiąże z Chrystusem25.

Naturalnie w celibacie chodzi o oddanie się, które niesie ze sobą głupstwo krzyża. Trzeba przy tym jednak podkreślić, że nie kocha się samego krzyża, lecz Ukrzyżowanego. Jeśli pragnie się być blisko Chrystusa, to nie chce się mieć lepiej od Niego! „Miłość dąży do wyrażenia się, do obiektywizacji oddania... Cieszy się z ofiary dla ukochanego, tęskni, aby mu pokazać, że kocha go przed wszystkim i nade wszystko. Narzeczona opuszcza dom rodziców i traci wspólnotę życia z tymi, którzy ją do tej pory otaczali miłością, i do których należała, aby pójść za mężem, którego wybrała w miłości26. O ile więcej powodów ma ten, kto zdecydował oddać się Chrystusowi, radykalnie i na serio!

7. Pomoc boskiej i ludzkiej miłości

W celibacie – jak i w małżeństwie – mogą pojawić się trudności i konflikty. Niezaprzeczalnie jest konieczna pewna gotowość do przezwyciężenia się, jeśli chce się pozostać wiernym przez całe życie. Mówię o tym wyczerpująco, ponieważ dzisiaj prawie się o tym nie wspomina. Jednak nie myślę, że walka i asceza są najważniejsze. „Jeśli masz serce, możesz być uratowany” mówi jeden z autorów duchowych. „Chodzi o to w naszym życiu duchowym, że mamy serce, które potrafi kochać, które daje się zranić, które jest pełne tęsknoty i dobra, czułości i oddania”.27 Aby w ten sposób uformować serce, nasze własne siły nie wystarczą. Decydującą pomoc wolno nam otrzymać od samego Boga, a także oczekiwać od innych ludzi. Chciałabym teraz krótko poruszyć ten temat.

Dzisiaj lubi się podkreślać długo i z upodobaniem wszystkie czynniki psychologiczne, które jakoby sprawiają, że nie jest możliwe wytrwanie w celibacie. Jednak zapomina się przy tym o bardzo znaczącym fakcie. Nie uwzględnia się specjalnej łaski, której Bóg udziela tym, którzy mu zaufają i w ten sposób fałszuje się obiektywny stan rzeczy. Przede wszystkim to sama nieskończona miłość Chrystusa przepędza otępienie naszego serca i uspokaja wahania ducha. Łaska potrafi otworzyć najgłębsze warstwy naszego serca, uleczyć, ogrzać, „zmiękczyć”. Przenosi nas ludzi w sam środek zasięgu działania Boga, w Jego miłość. „On, który powołuje duszę, wypełni ją samym sobą, jeśli pójdzie za Jego powołaniem”.28 Od nas ludzi wymagana jest zaledwie minimalna gotowość, aby otwierać się wciąż na nowo na tę miłość. „Jeśli dziś usłyszycie głos, nie zatwardzajcie serc waszych!” (Ps 94, 7-8).

Zapewne na innej płaszczyźnie serce ludzkie tęskni też za tym, aby dawać i otrzymywać ludzką miłość. Być może fakt, że wciąż próbuje się temu zaprzeczać w pewnych nurtach duchowości, sprawia, że niejeden żyjący w celibacie działa w sposób nienaturalny i skrępowany, i odczuwa w końcu swoje religijne zobowiązania jako ciężar. Zdrowe życie duchowe jest chyba w normalny sposób możliwe wtedy, gdy żyje się w dobrych więziach międzyludzkich. Myślę, że nie powinniśmy się wstydzić ludzkiej miłości. Gdy życie afektywne ugruntowane jest w Chrystusie i przeniknięte Jego łaską (i gdy jesteśmy gotowi do tego, co nazwałam wcześniej samodyscypliną), wtedy także miłość ludzka może stać się dla żyjących w celibacie wielką pomocą do głębszego zjednoczenia z Bogiem. Nie jest w końcu ograniczona tylko do miłości małżeńskiej! Ludzka miłość ma wiele postaci. Wydaje mi się, że dla powołanych do celibatu chrześcijańskiego przyjaźń zyskuje szczególne znaczenie29. To znaczy, że oprócz miłości do Boga, przyjacielska miłość do mających podobne zapatrywania może się przede wszystkim w sposób całkiem decydujący przyczyniać do tego, żeby z radością pozostać na raz obranej drodze i płynnie podążać naprzód.

Wartość przyjaźni była wielokrotnie opiewana w chrześcijańskiej tradycji. Augustyn powiedział nawet: „Bez przyjaciela nie zdarza się nam w świecie nic przyjaznego”.30 Ten wielki ojciec Kościoła czuł się wciąż utwierdzany, zachęcany i mobilizowany do wielkich dzieł przez swoich przyjaciół. Właśnie po swoim nawróceniu, przeżywał takie przyjaźnie. Jeśli ktoś ma przy sobie ludzi, których kocha i którym ufa, wszystko idzie mu lżej. Jeśli te osoby starają się nawet dzielić z nim wszelkie trudy (albo przynajmniej dobrze go rozumieją), wtedy może się nawet zdarzyć, że trudności raczej ożywiają niż paraliżują.

Przyjaźń jest wielkim dobrem, które – jak mi się wydaje – należy właśnie do życia prawdziwie chrześcijańskiego. Chrystus mówi w głównym miejscu Ewangelii do swoich uczniów: „Nazwałem was przyjaciółmi” (J 15, 15). Wolno nam i powinniśmy zawierać przyjaźnie – z Bogiem i z ludźmi. Przy tym chyba jest dla każdego jasne, że w odniesieniu do przyjaźni między kobietą a mężczyzną, jest konieczne zachowanie dużej ostrożności – przed Bogiem i przed samym sobą.

Przecież bliskość z Chrystusem nie oznacza w żadnym wypadku pogardy dla ludzkiej miłości, która każe milknąć sercu. Przeciwnie, Dietrich von Hildebrand mówi, że  bliskość Chrystusa powoduje, „że serce staje się nieporównanie delikatniejsze, żarliwe i teraz jest natchnione przedtem niesłychaną uczuciowością. Równocześnie zostaje oczyszczone z wszystkich innych nieprawnych uczuć31. Gdy ktoś rzeczywiście kocha Boga, nie potrzebuje się obawiać, że za bardzo przywiąże się do stworzeń. C.S. Lewis, znany filozof anglikański, podkreśla wyraźnie, że niebezpieczeństwo istnieje nie tylko wtedy, gdy kocha się ludzi bałwochwalczo, lecz także wielkie niebezpieczeństwo tkwi w tym, że kocha się ich za mało. Myśli tutaj o tych, którzy z religijnych (bądź pseudo-religijnych) motywów są skąpi w uczuciach, aby uniknąć jakiegokolwiek uwikłania. „Jestem przekonany”, mówi, „że najbardziej bezmierna miłość mniej sprzeciwia się woli Bożej, niż chciany, w obronie własnej brak serca... Prawdopodobnie jest niemożliwe, aby ktoś kochał drugiego człowieka za bardzo. Być może kochamy go za bardzo w porównaniu z naszą miłością do Boga, ale nie wielkość naszej miłości do człowieka jest fałszywa, ale małość naszej miłości do Boga32. Chrześcijańska bezżenność nie może prowadzić do izolacji. Jeśli pojmujemy ją prawidłowo, poprowadzi nas, z łaską Bożą, do tego, by namiętnie kochać Boga i ludzi – i pozwolić, żeby oni nas kochali.

8. Zakończenie

Streszczając chciałabym jeszcze raz podkreślić, że celibat jest drogą do życia pełnią, którą obiecuje nam Chrystus. Tak jak małżeństwo - wymaga wiele witalności, aby się powiodło, żeby utrzymać przez całe życie żywą, początkową motywację oddania się. Jest to ostatecznie możliwe w prawdziwym życiu modlitwy: Tylko w rozmowie z samym Bogiem można coraz głębiej pojąć sens bezżenności, tylko obcowanie z Chrystusem może wypełnić próżnię serca, tylko w świadomym przeżywaniu Krzyża zraniona natura może zostać uleczona.

W takiej mierze, w jakiej człowiek oddaje się uwielbieniu Boga, zwraca się ku innym, staje się zdolnym do miłości. Celibat „dla Królestwa niebieskiego” może – ponieważ właśnie opiera się na nierozsądnym zaparciu się siebie, ponieważ jest wspaniałomyślnym oddaniem się – wydobyć ponadprzeciętnie dojrzałą i zdolną do przyjaźni osobowość. Stopień jej ciepła i oddania zależy od głębokości i żywotności miłości Boga. Wielka wewnętrzna bliskość z Chrystusem, doskonała zażyłość z Nim, czyni człowieka mistrzem miłości, także miłości małżeńskiej, ponieważ urzeczywistnia przecież w swoim życiu to, czego małżeństwo jest tylko znakiem: oblubieńczego zjednoczenia z Chrystusem33.

Jeszcze jedno słowo na koniec: najwyższa, wewnętrzna więź z Chrystusem nie jest jako taka naturalnie związana z określonym sposobem życia. Jest cechą świętych, możliwą dla wszystkich – zarówno dla żyjących w małżeństwie, jak i w celibacie. Jest ważne, aby każdy odkrył swoją drogę i podążał nią wiernie, z mocną wiarą, że Bóg już w wieczności, bardzo osobiście, powołał go na tę drogę.

Jutta Burggraf

1 Dietrich von Hildebrand: Die Ehe, Monachium 1929, s.32.
2 Por. Jan Paweł II.: Zbawienie ciała i sakramentalność małżeństwa, Katechezy 1981-1984, Vallendar 1985, s.84, 105 i 112.
3 Por. Tamże, s.110.
4 Aurelius Augustinus, cytowany u Josefa Arquera: "Zölibatär leben bringt doch überhaupt nichts!" Die charismatische Ehelosigkeit und ihre Bedeutung für die Gesamtkirche, in: Kirche und Sex, wyd. przez Michael Müller, Aachen 1994, s.262.
5 Tamże, s. 263.
6 Por. Jan Paweł II: List apostolski Mulieris dignitatem, nr.20.
7 Jan Paweł II: Mulieris dignitatem, nr.20.
8 Karol Wojtyła: Miłość i odpowiedzialność, Monachium 1979, s.218.
9 Por. Marc Trémeau: Der gottgeweihte Zölibat, Wien 1981, s.17-30.
10 Por. Jan Paweł II.: Zbawienie ciała, s.87.
11 Por. Mk 12, 25.
12 Alvaro del Portillo: Der Zölibat des Priesters, Köln 1973, s. 28.
13 Por. Jan Paweł II.: Zbawienie ciała, s.116.
14 Ladislaus Boros: Im Menschen Gott begegnen, Mainz 1967, s.103 f.
15 Św.Tomasz z Akwinu: Summa theologiae II-II, q.24 a.3 ad 2.
16 Dietrich von Hildebrand: Reinheit und Jungfräulichkeit, 4. wyd., St. Ottilien 1981, s.180.
17 Anselm Grün: Ehelos - des Lebens wegen, s.57.
18 Alvaro del Portillo: Der Zölibat des Priesters, s.40.
19 Josef Arquer: "Zölibatär leben bringt doch überhaupt nichts!", s.251.
20 Por. Karol Wojtyła: Miłość i odpowiedzialność, s.220.
21 Isa Vermehren: Vom Reichtum der Ehelosen, w: Der Zölibat des Priesters, wyd. Klaus M. Becker und Jürgen Eberle, St. Ottilien 1995, s.95.
22 Por. Fritz Künkel, cytowany u Johannesa B. Torello: Zölibat und Persönlichkeit, Köln 1972, s. 16 f.
23 Dietrich von Hildebrand: Zölibat und Glaubenskrise, Regensburg 1970, s.40.
24 Dietrich von Hildebrand: Über das Herz, Regensburg 1967, s.189.
25 Josef Arquer: "Zölibatär leben bringt doch überhaupt nichts!", s.265.
26 Dietrich von Hildebrand: Reinheit und Jungfräulichkeit, s.189.
27 Anselm Grün: Ehelos - des Lebens wegen, Münsterschwarzach 1989, s.30 f.
28 Dietrich von Hildebrand: Reinheit und Jungfräulichkeit, s.174.
29 Por. tutaj także wypowiedzi Jana Pawła II: Homilia na temat Księża, diakoni, seminarzyści w Katedrze w Fuldzie, 17. XI1980, nr 4, w: Komunikaty Stolicy Apostolskiej 25, Bonn 1980, s.110 f.
30 Aurelius Augustinus, cyt. u Anselma Grüna: Ehelos - des Lebens wegen, s.45.
31 Dietrich von Hildebrand: Über das Herz, s.192..
32 Clive Staples Lewis: Was man Liebe nennt, 3. Wyd. Basel-Gießen 1982, s.122.
33 Por. Johannes B. Torello: Zölibat und Persönlichkeit, s.26.

 

 

 

PostHeaderIcon Peter Seewald o swoich spotkaniach z Benedyktem XVI

 "Ratzinger stał się moim przeznaczeniem"

◊     W przyszłym tygodniu trafi do księgarń nowy wywiad-rzeka z Benedyktem XVI pt. „Światło świata”. Na kilka dni przed tym wydarzeniem autor książki, Peter Seewald, opowiedział włoskiem dziennikowi Il Foglio o swej kolejnej rozmowie z Papieżem i wieloletnich kontaktach z Josephem Ratzingerem, które odmieniły jego życie; sprawiły, że z komunisty ponownie stał się katolikiem. „Wierzę w przeznaczenie. I w jakimś sensie mogę powiedzieć, że Ratzinger stał się moim przeznaczeniem” – wyznaje Seewald, opowiadając historię znajomości z dzisiejszym Papieżem.

Wszystko rozpoczęło się w 1993 r. Pracował wówczas jako dziennikarz w monachijskiej gazecie Süddeutsche Zeitung. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić wywiad z kard. Ratzingerem, który w Monachium nigdy nie cieszył się dobrą sławą. Jeszcze jako arcybiskup tego miasta zyskał miano Panzerkardinala. Kiedy odszedł do Watykanu nazywano go również Wielkim Inkwizytorem. Wywiad z pochodzącym z Bawarii kardynałem miał się ukazać w sobotnim dodatku do Süddeutsche Zeitung. Zadanie zlecono Seewaldowi. „W owej epoce wystarczyło znać jako tako dziesięć przykazań, by uchodzić za specjalistę od teologii” – wspomina dziennikarz.

Tak rozpoczęła się seria wywiadów. W 1996 r. ukazała się ona w formie książki „Sól ziemi”, a w roku 2000 – „Bóg i świat”. 23 listopada ukaże się natomiast najnowsza publikacja: „Światło świata”. W pierwotnym zamyśle chodziło o bilans pięciu lat pontyfikatu. Książka wykracza jednak poza ten pierwotny plan. Papież podejmuje w niej podstawowe kwestie, które dotyczą ludzkiej egzystencji, takie jak sens życia, postęp, wartości, rola wychowania... Jest też mowa o kwestiach eschatologicznych, jak koniec świata czy ponowne przyjście Chrystusa, które we współczesnym Kościele stały się swoistym tabu.

Seewald zapewnia, że będzie to będzie to wciągająca lektura. „Przede wszystkim dlatego, że znajdujemy się w momencie wielkich przemian. Momencie bardzo delikatnym dla Kościoła i dla wiary. Jest wielu, którym ta książka nie będzie się podobać. Jednym nie spodoba się, że Papież trwa jednak przy swoich poglądach. Inni będą niezadowoleni, bo obraz Papieża, jaki się z niej wyłania, w najmniejszym stopniu nie odpowiada temu, który kształtuje poważna część mediów. Ta książka nie zadowoli również części świata kościelnego” – zaznacza Seewald. Jest jednak przekonany, że „Światło świata” przemówi do wielu ludzi dzięki „jasności poglądów, bronionej w niej prawdzie, i wyrażonym tu prorockim słowom”.

Niemiecki dziennikarz jest świadomy przywileju, jaki go spotkał. Jeszcze nikt nie robił z Papieżem wywiadu w taki sposób, twarzą w twarz. To prawda, że już Paweł VI udzielił wywiadu Jeanowi Guittonowi, a Jan Paweł II André Frossardowi i Vittorio Messoriemu. Były to jednak pisemne odpowiedzi na nadesłane pytania, a nie typowe dziennikarskie wywiady. Po raz pierwszy o wywiad z Benedyktem XVI Peter Seewald poprosił przed dwoma laty. W tym samym czasie uczynił to również Vittorio Messori. Papież odmówił obu, bo jak stwierdził, miał wówczas zbyt dużo obowiązków. Zamiast wywiadu Seewald opublikował wtedy biografię Josepha Ratzingera pt. „Benedykt XVI: portret z bliska”.

Poprzedni wywiad z Josephem Ratzingerem przeprowadził on w 2000 r. Na rozmowy miał cały tydzień, który wraz z dzisiejszym Papieżem spędził w opactwie na Monte Cassino. Tym razem spotkanie miało miejsce w Castel Gandolfo i trwało sześć dni, a dokładniej tylko sześć godzin. Codziennie po godzinie. Trochę z mojej głupoty – przyznaje Seewald. Rozmowy nagrywał bowiem zarówno na sprzęcie cyfrowym, jak i dla pewności, na zwykłym magnetofonie, z godzinną kasetą. Kiedy kaseta się kończyła, urywała się również nasza rozmowa, bo Papież słysząc, że magnetofon się zatrzymał, żegnał się ze mną do następnego dnia. W sumie nagrałem jednak siedem godzin rozmowy – wyznaje Seewald.

Książka składa się z trzech części. W pierwszej, noszącej tytuł „Znaki czasu”, Papież mówi o sprawach aktualnych, które dotyczą Kościoła, kryzysów, które ten ostatnio przeżywał, nadużyć seksualnych czy przypadku bp. Williamsona.

Druga część to bilans pięciu lat pontyfikatu. „Ta część jest szczególnie ważna, zwłaszcza w Niemczech – podkreśla Seewald. – Tutejsze media są bardzo zuniformizowane. O Watykanie informują tylko wtedy, gdy dzieje się coś złego. Również konferencja episkopatu nie jest silnym papieskim sojusznikiem. Trzeba pamiętać, że Niemcy to kraj reformacji, podziału Kościoła. Stąd bierze się owa wrogość, która nigdy nie wygasła. Ale jesteśmy też krajem, który zredukował całą swą historię do 12 lat nazizmu. Musimy odbudować naszą historię, do której należy również całe tysiąclecie, w którym Niemcy były Świętym Cesarstwem Rzymskim” – zaznacza niemiecki dziennikarz.

Trzecia część wywiadu z Benedyktem XVI wybiega ku przyszłości. Padają pytania o sprawy, które negatywnie rzutują na obraz Kościoła, a mianowicie o celibat, święcenia kobiet, rozwody. Seewald zastrzega jednak, że książka nie ma charakteru dysputy teologicznej. „Jest to raczej otwarta dyskusja o kryzysie w Kościele, o problemach społeczeństwa. Ma być przede wszystkim gorącym apelem do instytucji kościelnych, do świata i do każdego człowieka, bo tak dalej być nie może; ludzkość znajduje się w chwili przełomu” – zaznacza niemiecki dziennikarz i cytuje w tym kontekście słowa Papieża: „Istnieje tyle problemów, które powinny być rozwiązane, lecz nie będzie to możliwe, dopóki w centrum nie znajdzie się Bóg”.

W rozmowie z dziennikiem Il Foglio Peter Seewald nieraz powraca do swego pierwszego spotkania z Josephem Ratzingerem. Nazywa je opatrznościowym. „Sam Ratzinger powiedział mi, że to Opatrzność postawiła mnie na jego drodze, a on odczytał to jako dobrą okazję”. W 1993 r., kiedy spotkali się po raz pierwszy, miał 39 lat i od dawna nie zaglądał do kościoła. Choć pochodził z rodziny katolickiej, był nawet ministrantem i myślał wręcz o kapłaństwie, w wieku 19 lat oficjalnie wypisał się z Kościoła i został marksistą. W 1976 r. założył skrajnie lewicowy tygodnik. Z czasem porzucił jednak działalność polityczną. Został dziennikarzem. Najpierw w Hamburgu, gdzie pracował w tygodniku Der Spiegel, a potem w Monachium w dzienniku Süddeutsche Zeitung. Kiedy zaproponowano mu wywiad z Panzerkardinalem, w pierwszej chwili odmówił. „Wolałbym z Janem Pawłem II, dla którego miałem więcej zrozumienia, ale Ratzinger nie był w moim typie” – wspomina po latach.

Kiedy ostatecznie podjął się tego zadania, zaczął czytać wszystko, co napisano o Ratzingerze, i szybko zdał sobie sprawę, że wszyscy w zasadzie piszą to samo. „Ratzinger był dla niemieckich mediów niczym czerwona płachta na byka. I tak jest do dzisiaj” – przyznaje. Jako przykład przytacza sposób, w jaki Süddeutsche Zeitung zrelacjonował niedawną wizytę prezydenta Izraela u Benedykta XVI. Obiektywnie rzecz biorąc miała ona bardzo pozytywny wydźwięk. Szymon Peres przyznał, że jeszcze nigdy relacje między Watykanem i państwem izraelskim nie były tak dobre. Tymczasem monachijski dziennik kompletnie pomija słowa Peresa, a zamiast tego wylicza wszystkie możliwe problemy na linii Watykan-Izrael. „W moim przekonaniu – zaznacza Seewald – jest to niepokojące i niebezpieczne uchybienie dziennikarskiej etyce zawodowej”.

Powracając do pierwszego wywiadu z 1993 r., Seewald przyznaje, że bardzo dobrze się do niego przygotował. Spotkanie z Ratzingerem zrobiło na nim silne wrażenie. Okazało się, że to całkiem inny człowiek; nie ten, którego spodziewał się spotkać. „Oczywiście, Ratzinger jest konserwatystą w tym sensie, że pozostaje wierny Ewangelii, tradycji Kościoła i temu, co powiedzieli wielcy ojcowie Kościoła. To prawda, że nie zamierza rezygnować z rzeczy sprawdzonych, nie lubi eksperymentów teologicznych. Jest jednakże w pełni nowoczesny w swym dążeniu do sedna rzeczy, na przykład w pytaniu się, które z aspektów Kościoła wynikają jedynie w uwarunkowań historycznych i mogą być zatem zarzucone, a które nie”.

Peter Seewald ujawnia, że również w najnowszym wywiadzie nic nie wróży przełomu w takich kwestiach, jak celibat czy święcenia kobiet. „Z drugiej strony – zaznacza – nie można wszystkiego sprowadzić do jednego postulatu, aby Kościół katolicki coraz bardziej upodobnił się do Kościołów protestanckich. Bo gdyby to była istota problemu, to Kościoły protestanckie od kilkudziesięciu lat powinny przeżywać prawdziwy boom wiernych. A tak nie jest. Kościoły ewangelickie straciły w Niemczech więcej wiernych niż katolicki”. W przekonaniu niemieckiego dziennikarza Benedykt XVI nie będzie twórcą „nowego” Kościoła, choć będzie miał silny wpływ na jego przyszłość.

Istotna część mającej się ukazać w przyszłym tygodniu książki dotyczy właśnie Kościoła, tego, jak sam siebie postrzega. Benedykt XVI apeluje, by Kościół przestał się koncentrować na sobie, a zajął się bardziej tajemnicą Ewangelii w całej jej wielkości – zdradza Seewald. Niemiecki dziennikarz przypomina, że niektórzy zarzucają obecnemu Papieżowi, iż w pewnym momencie swego życia wyrzekł się reform, o których marzył w młodości. „Bardzo dobrze, że tak się stało – przyznaje Seewald. – Przy jego potencjale intelektualnym, którym radykalnie przewyższa swoich krytyków, na przykład Hansa Künga, mógłby doprowadzić do schizmy”.

Zdaniem Seewalda, Joseph Ratzinger wyżej niż podziały ceni dialog. Wyraża się to między innym w umiejętności integrowania w Kościele różnych nurtów katolicyzmu. Przykładem jest przywrócenie Mszy trydenckiej. Dla wielu był to przejaw wstecznictwa, „jednak przywrócenie wielowiekowego rytu integruje Kościół, poszerza jego liturgiczną przestrzeń” – twierdzi Seewald.

Niemiecki dziennikarz wyznał, że od spotkania z kard. Ratizngerem rozpoczął się jego powrót do wiary. „Zacząłem się zastanawiać, czym dla mnie jest religia, czy ex-komunista może powrócić do Kościoła. I pewnego dnia zrozumiałem, że ideały, które zafascynowały mnie w młodości, są obecne w Chrystusie. Wystarczy czytać Ewangelię. W niej są wszystkie odpowiedzi na młodzieńcze pytania, odpowiedzi o wiele bardziej radykalne niż te, które dał w swym manifeście Marks”. W tym sensie Seewald nie ma poczucia, że zdradził dawne ideały, według niego bowiem ideały katolickie są o wiele bardziej rewolucyjne. Jako konwertyta przyznaje jednak, że Kościół nie zawsze żyje tymi ideałami, niekiedy idzie na kompromis, przystosowuje się do świata. Peter Seewald oficjalnie powrócił do Kościoła już po opublikowaniu pierwszej książki-wywiadu z Josephem Ratzingerem. Nie chciał jednak, aby te dwa wydarzenia były ze sobą łączone, na przykład w celach reklamowych.

Podsumowując swoje tegoroczne spotkanie z Benedyktem XVI, Seewald zauważa, że Papież zmienił się w ciągu pięciu lat pontyfikatu. Stał się bardziej dyplomatyczny. Przyczynił się do tego między innymi błąd z Ratyzbony. Benedykt XVI opowiada o tym w wywiadzie. Nie spodziewał się, że wygłoszony tam wykład zostanie odczytany w kategoriach politycznych – zdradza Seewald. W jego przekonaniu papiescy współpracownicy nie zawsze potrafili stanąć na wysokości zadania. „A jednak – mówi – za jego pontyfikatu nie było dymisji. Papież zanim kogoś wyrzuci, mówi sobie: Jeśli Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach, powinienem zadowolić się tymi, których mi dano, i z nimi współpracować. Czyni to w przekonaniu, że jest jedynie skromnym sługą Kościoła, którym kieruje kto inny” – przypuszcza niemiecki dziennikarz, autor książkowych wywiadów z Josephem Ratzingerem. Najnowszy, „Światło świata”, ukaże się już w przyszłym tygodniu.

kb/ il foglio
 

PostHeaderIcon Msza św. w życiu kapłana I

 

PostHeaderIcon Powiedzieć TAK

 

PostHeaderIcon Msza św. w życiu kapłana II

 

PostHeaderIcon o kapłaństwie

 

PostHeaderIcon Matki kapłanów

 

PostHeaderIcon Bilans Roku Kapłańskiego: „Wierni i odnowieni wewnętrznie”

Bp Javier Echevarría Rodríguez w wywiadzie dla czasopisma Palabra opowiada o owocach Roku Kapłańskiego: głębokiej odnowie osobistej kapłanów.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Dlaczego komunia św. na język i na klęcząco?

Na stronie biura ds. celebry liturgicznej Stolicy Świętej można przeczytać dlaczego Benedykt XVI od Bożego Ciała 2008 udziela komunię świętą na język i na klęcząco włoski tekst


Również można tam znaleźć objaśnienia zmian wprowadzonych ostatnio w celebrach z udziałem Ojca Świętego  czytaj
 

OFFICE FOR THE LITURGICAL CELEBRATIONS
OF THE SUPREME PONTIFF

Communion received on the tongue and while kneeling

Więcej…

 

PostHeaderIcon Św. Josemaria o odpoczynku

Odpoczynek oznacza: gromadzenie sił, pomysłów, planów...

Więcej…

 

PostHeaderIcon Rewolucja lat 1960. a skandale pedofilskie w Kościele

Więcej…

 

PostHeaderIcon Niektórzy kapłani mają problem z relacją... z Bogiem

Raphael Bonelli, wiedeński psychiatra, o celibacie i seksualności

Data: 18 maja 2010

W kontekście dyskusji o molestowaniu seksualnym nieletnich przez osoby duchowne wiedeński psychiatra Raphael Bonelli mówi w wywiadzie dla dziennika Die Tagespost (8 V 2010) o celibacie kapłańskim, zboczeniach seksualnych i potrzebie podjęcia przez każdego mężczyznę i każdą kobietę wysiłku kształtowania swojej seksualności.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Dzień Skupienia dla pracowników Kurii

Wy jesteście światłem świata.
Nie może się ukryć miasto położone na górze.
Mt, 5, 14

Rachunek sumienia
Pobierz pdf

Więcej…

 

PostHeaderIcon Reforma Benedykta XVI

We włoskich księgarniach od jutra dostępna będzie w sprzedaży nowa książka, której autorem jest ks. prof. Nicola Bux, pt. "Reforma Benedykta XVI. Liturgia między innowacją a tradycją". Przedmowę do niej napisał Vittorio Messori.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Wybuchowy przekaz Benedykta


Paweł Milcarek Rzeczpospolita 21-07-2008

Na zakończenie niedawnych Światowych Dni Młodzieży w Australii ich gospodarz kard. George Pell podziękował papieżowi Benedyktowi XVI za kontynuację tych spotkań, zainaugurowanych przez Jana Pawła II. Teraz wiadomo – mówił arcybiskup Sydney – że te spotkania młodzieży „nie należą do jednego papieża czy do jednego pokolenia, ale stały się obecnie zwyczajną częścią życia Kościoła”.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Św. Jan Maria Vianney

Bł. Jan XXIII - Encyklika SACERDOTII NOSTRI PRIMORDIA

Do czcigodnych braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszów, zachowujących pokój i jedność ze Stolicą Apostolską oraz do całego kleru i wiernych katolickiego świata w pierwsze stulecie śmierci św. Proboszcza z Ars.
tekst encykliki na pdf
W Rzymie, u św. Piotra, dnia 1 sierpnia 1959 r., Pontyfikatu Naszego pierwszego. Bł Jan XXIII
4 sierpnia 2009 będzie 150 rocznica śmierci św. proboszcza z Ars. 
 

PostHeaderIcon Msza na wspomnienie św. Josemarii Escrivy, Liturgia Godzin i inne nabożeństwa

26 czerwca

Więcej…

 

PostHeaderIcon Niebezpieczne esemesy


Rzeczpospolita 23-12-2007, Piotr Kościński
Pierwsza w Nowej Zelandii, trzecia na świecie ofiara texting synosynovitis, czyli "choroby esemesowej”. 20–letnia studentka stomatologii Fleur de Vere Beavis pisała do 100 esemesów dziennie i w efekcie wystąpił u niej silny stan zapalny kciuka i części dłoni.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Co masz zrobić dziś, zrób teraz


Rzeczpospolita  21-03-2008, Małgorzata Staniszewska
Notoryczni odwlekacze. Odkładanie spraw na później to wbrew pozorom poważny problem. Choć każdy się z tym zetknął, wiedza na ten temat w Polsce wciąż nie jest powszechna. Dr William J. Knaus‚ amerykański psychoterapeuta, autor kilku książek na temat zwlekania (najnowsza to: „Nie odkładaj spraw na później”, Santorski & Co 2007 r.), twierdzi‚ że przychodzi ono do nas w wielu przebraniach. Czasem widać je wyraźnie‚ czasem bywa ukryte‚ zawsze jednak pozostaje w pobliżu – gotowe wtargnąć w nasze życie‚ gdy tylko staniemy się mniej uważni.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Umowa - Przymierze z Najwyższym Kapłanem

List biskupów do kapłanów na Wielki Czwartek 2008. Kard. Stanisław Przewodniczący Komisji Duchowieństwa i Abp. Józef Michalik Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Kapłan, tylko kapłan


"Jedynym powodem Św. Josemarii do chwały, przy którym bladły wszystkie ziemskie zaszczyty, było po prostu bycie kapłanem Jezusa Chrystusa". Fragment książki bpa Javiera Echevarríi "Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie".


Czytaj całość
 

PostHeaderIcon Liczenie baranów to nonsens


29-02-2008.
Każde kolejne pokolenie śpi krócej – mówi psychiatra i neurofizjolog dr Michał Skalski
Polecam tekst, warto zadbać o sen i o odpoczynek. Inaczej... możemy sfiksować jak niejednemu się ostatnio zdarzyło ("nie ma mocnych!"). Mens sana i corpore sano.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Papieski ceremoniarz o rzekomym powrocie do przeszłości


RV. 22-I-2008.
Benedykt XVI nie zamierza ogłaszać odwrotu od reformy liturgicznej, zainicjowanej przez II Sobór Watykański, a sposób sprawowania Eucharystii w święto Chrztu Pańskiego, tyłem do ludu, wynikał ze specyficznej architektury kaplicy Sykstyńskiej. Zapewnił o tym mistrz ceremonii Papieskich, prał. Guido Marini.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Banał, kicz i inne polskie przypadłości

KAI 4-4-2008. rozmowa Tomasza Królaka z ks. prof. M. Starowieyskim
Tragedią obecnej sytuacji jest to, że spadek kultury następuje po pontyfikacie papieża, który jak może żaden z poprzedników, kładł w tak ogromnym stopniu nacisk na kulturę! - mówi KAI ks. prof. Marek Starowieyski, znawca literatury starochrześcijańskiej i patrolog. “Jan Paweł II nie inwestował we wspaniałe budowle, ale dał podwaliny pod dalszy rozwój kultury chrześcijańskiej. Tymczasem Polska tego nie usłyszała. Zaryzykuję stwierdzenie, że w tej dziedzinie dokonaliśmy wręcz kontestacji nauki Papieża” - dodaje.

Więcej…

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 2