L'Opus Dei. Enquete sur le "monstre"
Wywiad z Patrice de Plunkette, autor nowej książki L'Opus Dei. Enquete sur le "monstre" ( Paris, Presses de la Renaissance, 2006, 333 pp.).
Liberté Politique, 28 kwietnia 2006
Odpowiedź na film Kod Da Vinci: Opus Dei – śledztwo w sprawie "potwora"
Wywiad z Patrice de Plunkett*
Skąd takie śledztwo w sprawie Opus Dei?
Patrice de Plunkett.— Ponieważ po sukcesie powieści Kodu Da Vinci (40 milionów sprzedanych książek na świecie) mamy do czynienia z megaprodukcją Kodu Da Vinci z Hollywoodu!
W tej powieści Opus Dei przybiera rolę potwora, natomiast Prałat jest ciemną postacią, manipulującą „mnichem-zabójcą”... Powieść i film narzucają masom następujące przesłanie: 1/ „Opus Dei jest potworem, 2/ Opus Dei jest wytworem Kościoła, 3/ więc Kościół rodzi potwory”. Takie przesłanie jest rozpowszechniane za pomocą ogromnych środków na całym świecie. Nie można tego zlekceważyć. Należy ukrócić proceder u samego źródła: czy Opus Dei jest potworem? Stąd potrzeba tego śledztwa.
A czy jest potworem?
Tak – w oczach tych, którzy zbudowali a następnie rozpowszechnili czarną legendę o Opus Dei! Ale kimże oni są? Pierwsza część mojego śledztwa ich dotyczy. A śledztwo prowadzi nas do zaskakujących odkryć... Wrogość przeciw Opus Dei nie została rozpętana przez lewicę, ale przez skrajną frakcję frankizmu, w latach 1940 w Hiszpanii, bo Josemaria Escriva nie zgodził się przyłączyć do ówczesnej ideologii! „Święta Mafia”, „biała masoneria” – wszystkie te określenia użyte dzisiaj w mediach zostały zmyślone ponad 60 lat temu przez dziennikarzy hiszpańskiej Falangi!
No dobrze, ale dlaczego czarna legenda o Opus Dei przetrwała dziesięciolecia?
Ponieważ od lat 1970 do dziś nasze społeczeństwo przerzuca swoje kolejne lęki na Opus Dei, przebierając je według „potrzeb” każdej opoki:
• W latach 1970, media narzucają Opus Dei płaszcz „prawicowej mafii”, wrogiej ideom rewolucji roku 1968.
• W latach 1980, decydują, że Opus Dei jest wcieleniem „sekty” wrogów indywidualistycznego hedonizmu i społeczeństwa konsumpcyjnego.
• W latach 1990, stwierdzają, że „ześlizgnięcie się Kościoła Jana Pawła II w stronę konserwatyzmu” musi tłumaczyć się „spiskiem” zorganizowanym przez Opus Dei.
• Po 11 września 2001, media narzucają inny płaszcz. Mowa jest tym razem o „tajemnej sieci konspirującej na rzecz tryumfu chrześcijańskiego Zachodu”. Ten nowy fantazm odpowiada zmianie w środowiskach opiniotwórczych w Europie: czując się zagrożeni przez Islam, ale chcąc uniknąć zderzenia z Islamem, starają się stawiać siebie w roli tropicieli „wszelkich fundamentalizmów we wszystkich religiach”. A w religii katolickiej ta rola przypadła właśnie Opus Dei!
W ten sposób społeczeństwo wykorzystuje mit „potwora Opus Dei” na różne potrzeby zgodne ze zbiorowym urojeniami chwili. Stąd taki bardzo wymowny paradoks: Opus Dei, które zostało określone jako „wróg dzisiejszych wartości” przez Falangę hiszpańską w roku 1941, jest nadal określane jako „wróg dzisiejszych wartości” w roku 2006 przez liberalnych libertynów!
Sześćdziesiąt lat czarnej legendy tłumaczy, czemu Dan Brown mógł dorzucić do tej legendy jeszcze jedną warstwę, ciemniejszą i bardziej przerażającą, i zapewnić sobie taki sukces. Publiczność natychmiast podchwyciła, ponieważ była już przywykła do tego by traktować Opus Dei jako potwora. Kluczem wielkich sukcesów wydawniczych jest wpisanie się w powszechne wyobrażenie – obraz (prawdziwy bądź fałszywy) już wcześniej szeroko rozpowszechniony i głęboko zakorzeniony.
W historii fantazmów „spisek Opus Dei” następuje po „spisku jezuickim”, po „spisku masońskim”, po „spisku żydowskim”. Porównanie wszystkich tych teorii spiskowych, od XIX wieku do dziś, szykuje nam jeszcze jedną niespodziankę: we wszystkich epokach (a zwłaszcza, kiedy świat ulega zmianom) opinia publiczna potrzebuje wiary w spiski. Poświęcam również jeden rozdział temu zagadnieniu.
Ale jeżeli Opus Dei jest źle widziane przez środowiska opiniotwórcze każdego pokolenia, musi coś w nim być!
• czy jest to „potwór” tak „potworny”, że straszy zarówno Granatowe Koszule z 1940 roku, jak i dziennikarzy roku 2006?
• czy po prostu chodzi o podejście, które sprzeciwiałoby się politycznej poprawności każdej epoki?
A więc przeprowadził Pan śledztwo w samym wnętrzu Opus Dei …
Tak. I miałem dostęp do wszystkich informacji, jakich zapragnąłem. Poruszony szaloną gwałtownością ataku Kodu Da Vinci Opus Dei zrozumiało – nieco za późno, – że tradycyjna dyskrecja (określona jako „kult tajemniczości” przez przeciwników) zwracała się przeciwko niemu. W dzisiejszych czasach przezroczystość to bezpieczeństwo. Niezbędne jest wyłożyć, kim właściwie się jest, co się właściwe robi i dlaczego postępuje się tak a nie inaczej.
Opus Dei współpracowało ze mną bez oporów. Można to zauważyć w mojej książce: szczere i szczegółowe odpowiedzi młodych członków „Dzieła”, zwierzenia byłych członków tłumaczących, dlaczego opuścili Dzieło (i w jakich okolicznościach), publikacja danych o nieruchomościach i finansach, przedstawienie ducha Dzieła, jasne i precyzyjne wyjaśnienia sposobu zarządzania różnych struktur „ruchu Opus” na całym świecie, wyjaśnienia co do przeszłych nieporozumień w gronie Kościoła...
Ale prowadziłem śledztwo również w terenie: między innymi w jednej instytucji należącej do Opus Dei, gdzie kilku moich kolegów po fachu chciało odkryć przerażający „skandal” (pamiętajcie o programie Canal Plus z roku 2003 i o książce z roku 2005)... Wielu rzeczy po moim śledztwie nie można będzie już stwierdzać na temat Opus Dei!
Spotkałem również zaskakujące osobowości, a ich obecność w gronie Opus Dei zaszokuje tych, którzy myślą stereotypowo o Dziele.
Moja książka stawia gorące pytania i podaje w odpowiedzi konkretne fakty: na temat „konserwatyzmu”, o które prasa oskarża Opus Dei, na temat „sekciarskich zachowań”, oraz oczywiście na temat tych słynnych „afer polityczno-finansowych”. Opowiadam również o tym, co się w rzeczywistości wydarzyło w związku z zabójstwem bankiera Calvi’ego: jest to opowieść, przy której bledną najczarniejsze filmy o Mafii sycylijskiej. (To ona właśnie powiesiła Calvie’go pod londyńskim mostem. Po czym starała się zatrzeć ślady oskarżając... Opus Dei. A więc nawet Mafia potrafi robić zły P.R.)
Czy Pan uważa, że wykonał pożyteczną pracę tym śledztwem?
Szczerze mówiąc jak najbardziej, dlatego że nie można pozwolić na szerzenie się fałszywych opinii. Na salonach i w debatach, w których uczestniczę, od września 2005 (przy okazji promocji mojej poprzedniej książki, Benedykt XVI i boży plan) ludzie zawsze w końcu poruszają temat „papież i Opus Dei”, tak jakby „zagrożenie Opus Dei” było faktem ustalonym. Ten fałszywy obraz jest spowodowany częściowo strategią ciszy – tzw. „dyskrecją” – zbyt długo stosowaną przez Opus Dei. Nie brakowało również błędów ze strony niektórych członków i kierowników z Opus Dei – tak się dzieje w każdej organizacji, jak to opisuję w mojej książce... Ale de facto żaden z tych błędów nie jest współmierny oskarżeniom (ogromnym a nawet nieprawdopodobnym), które można spotkać wobec Opus Dei!
Skąd ta dysproporcja?
Czy nie chodzi o to, by zaatakować Kościół katolicki za pośrednictwem Opus Dei? Może ludzie widzą w Opus Dei esencję tego wszystkiego, co nasza epoka zarzuca Kościołowi rzymskiemu? Jeżeli tak jest, oświetlić dziecko (Opus Dei) pozwala również oświetlić matkę (Kościół)...
Wchodzimy w takie czasy, kiedy chrześcijaństwo nie jest już znane tłumom. Należy pilnie na nowo doinformować ludzi naszych czasów. To właśnie chciałem zrobić.
www.libertepolitique.com (28.IV.2006)
| < Poprzednia | Następna > |
|---|







